Nanga Parbat. Jak przebiegała akcja ratunkowa?

Zespół ratunkowy spod K2 w nocy z soboty na niedzielę sprowadził do obozu I Elisabeth Revol. Francuzka ma odmrożone kończyny, ale czuje się dobrze. Mordercza wspinaczka Urubki i Bieleckiego, prowadzona w szalonym tempie, przejdzie do historii himalaizmu. W ciągu kilku godzin, w górę i w dół, pokonali niemal dwa kilometry w pionie.

Wołanie w górach

73318215 - nanga parbat mountain peak in cloudy day, fairy meadow, pakistan, asia
123rf

Informacje o tragicznej sytuacji Tomasza Mackiewicza i Elisabeth Revol spłynęły w piątek. Polsko-francuski zespół ok. 5 rano poinformował przez telefon satelitarny, że schodząc, zmaga się z problemami. Zostali zmuszeni do biwaku na wysokości ok. 7400 m n.p.m.

Póżniej Elisabeth Revol zaczęła schodzić, starając się ściągnąć Polaka. Mackiewicz nie miał siły, był odmrożony i wykazywał objawy choroby wysokościowej. Zszedł zaledwie dwieście metrów niżej i już tam pozostał. 

Polacy znajdujący się w bazie pod K2 (8611 m n.p.m.) zadeklarowali chęć udziału w akcji ratunkowej. Na pytanie, kto jest skłonny do poświęceń Krzysztof Wielicki, kierownik wyprawy, odpowiedział krótko: wszyscy.

Lot pod Nanga Parbat

Helikopter lądujący w bazie pod K2
Asghar Ali Porik

Polacy byli gotowi do akcji ratunkowej natychmiast, ale jej przebieg blokowali Pakistańczycy. Nie chcieli użyczyć śmigłowców bez gwarancji finansowej. Zainterweniowało polskie MSZ, deklarując, że opłaci lot. Z kolei Francuzi nie kiwnęli palcem.

Decyzja Pakistańczyków prawdopodobnie będzie tragiczna w skutkach dla Tomasza Mackiewicza. Gdyby ekipa ratunkowa wyleciała w piątek, być może Polak byłby już bezpieczny. Niestety, przez procedury panujące w Pakistanie, wylot odbył się dopiero w sobotę. Zaplanowany był na 4 nad ranem, ale warunki atmosferyczne uniemożliwiały poderwanie maszyn. Finalnie Polacy (Adam Bielecki, Denis Urubko, Jarosław Botor i Piotr Tomala) dotarli pod Nagą Górę pół godziny przed zachodem słońca. Wylądowali na wysokości ok. 4500 m n.p.m.

Adam Bielecki starał się namówić pilotów, aby podjęli próbę desantu dwa tysiące metrów wyżej, ale odmówili. Nie chcieli ryzykować, mgła spowijająca szczyty była zbyt gęsta.

Bolt i Johnson himalaizmu

.
Agencja Gazeta

Denis Urubko I Adam Bielecki to maszyny, nie ludzie. W przeszłości udowadniali, że są najszybszymi i najbardziej wytrzymałymi himalaistami na świecie. Urubko na każdy z czternastu ośmiotysięczników wchodził bez wspomagania się tlenem, a dwa z nich - Makalu (8481 m n.p.m.) i Gaszerbrum II (8035 m n.p.m.) - zdobył jako pierwszy zimą. Z kolei Bielecki, jako pierwszy na świecie stanął zimą na Broad Peaku (8051 m n.p.m.) i Gaszerbrumie I (8068 m n.p.m.).

Akcja ratunkowa, której się podjęli, przejdzie do historii światowego himalaizmu. Nocą, przy kilkudziesięciu stopniach mrozu ruszyli dokonać niemożliwego. W kilka godzin pokonali niemal dwa kilometry w pionie, w górę i w dół. Można powiedzieć, że biegli, nie szli. Bielecki to Usain Bolt, a Urubko to Michael Johnson himalaizmu.

Największym wyzwaniem było pokonanie niewdzięcznej ściany Kinshofera znajdującej się na wysokości 5900 m n.p.m. Dotarli tam ok. 23 czasu pakistańskiego. To stumetrowny wertykalny kuluar, wyceniony w skali UIAA na 5/6, co można określić jako miejsce trudne do pokonania. Jednak to skala tatrzańska, niezakładająca wspinania się w huraganowym wietrze i temperaturze wywołującej hipotermię. Polacy wdrapali się nim do Orlego Gniazda, znajdującego się powyżej w ciągu dwóch godzin, co jest wydarzeniem bez precedensu. Zameldowali się w tym miejscu o 1 w nocy. Ten mikstowy odcinek skał i lodu jest najtrudniejszym fragmentem na drodze Kinshofera pomiędzy obozem I a II. Jego pokonanie może zająć nawet siedem godzin.

Nadzieja umiera ostatnia

Nanga Parbat
[https://twitter.com/tomekmaz/]

Należy podkreślić, że Elisabeth Revol była niezwykle dzielna. Nie wiedząc, gdzie będzie czekać pomoc, konsekwentnie schodziła mimo pięciu minut snu, głodu, pragnienia i odmrożeń. Samemu zeszła ok. sześćset metrów. Z polskimi himalaistami spotkała się na wysokości 6100 m n.p.m. o 1 w nocy. 

Nie była w stanie się poruszać. Jej kończyny nie domagały, nie było mowy, żeby schodziła, trzymając się poręczówek. Musiała zostać opuszczona w dół na linach. Ewakuacja rozpoczęła się o 3 w nocy, ponieważ polski duet, zmęczony nieludzkim wysiłkiem, musiał odpocząć, żeby bezpiecznie zakończyć działalność w ścianie. Francuzka zostanie przetransportowana śmigłowcem do szpitala w Islamabadzie w celu wyleczenia odmrożeń, później wróci do ojczyzny. Helikoptery wystartowały prawdopodobnie o 9 rano. 

"Mackiewicz nie kontaktował"

Tomasz Mackiewicz
Facebook

Krzysztof Wielicki, kierownik Zimowej Narodowej Wyprawy na K2, powiedział, że akcja ratunkowa zostaje wstrzymana. Himalaiści muszą odpocząć. Nie wiadomo, czy raz jeszcze wyjdą po Mackiewicza. Jeśli to nastąpi, to nie wcześniej niż we wtorek.

Wiele wskazuje na to, że "Czapkins" może nie żyć. Janusz Majer, szef programu Polski Himalaizm Zimowy powiedział, że ze słów Elisabeth Revol wynika, że Mackiewicz nie kontaktował, gdy francuska alpinistka rozpoczęła zejście. Jej walka o obniżenie wysokości rozpoczęła się w piątek po zmroku. Polak nabawił się ślepoty śnieżnej i prawdopodobnie choroby wysokościowej. Przy obrzęku mózgu jedynym ratunkiem jest natychmiastowe zejście, podanie poszkodowanemu leków i tlenu. Tymczasem Polak już dwie doby znajduje się na wysokości 7200 m n.p.m.

"Uratowali tego, kogo dało się uratować"

Piotr Pustelnik
archiwum prywatne

- To są diabelskie dylematy i dramatyczne decyzje. Skoro ci, którzy są na miejscu, poinformowali, że kończą akcję, to mają to przerobione. Wiedzą, jakimi siłami dysponują, znają prognozy pogody, zdają sobie sprawę z sytuacji Tomka Mackiewicza. On był przecież w dużo gorszej sytuacji niż Elizabeth. Po pierwsze nie był mobilny. Po drugie rozstał się z Francuzką bardzo wysoko. Żeby się dostać na te 7000 metrów, dla wypoczętych himalaistów potrzeba całego dnia. Akcja była taka, jaka być musiała. Uratowali tego, kogo dało się uratować. Gdyby była dobra pogoda, pewnie by spróbowali kontynuować akcję - podsumował działalność ratowniczą pod Nanga Parbat Piotr Pustelnik, prezes Polskiego Związku Alpinizmu, zdobywca korony Himalajów i Karakorum.