Czerwona kartka i uderzenie w drzwi nikogo w Anderlechcie nie dziwi. "Kibice nadal go kochają. Wasilewski jest bohaterem, Teodorczyk wojownikiem"

Uderzenie głową w drzwi klubowej szatni Anderlechtu po czerwonej kartce w meczu z Charleroi, obiegło niemal wszystkie media w Belgii. O zachowaniu Polaka znów jest głośno, ale zdziwienia nie ma. - Już się przyzwyczailiśmy - mówi Sport.pl jeden z tamtejszych dziennikarzy. Opowiada też jak Polak przerwał mu jeden z wywiadów i dlaczego czasem mu współczuje. Zapewnia jednak, że kibice nadal go kochają.
Teodorczyk Teodorczyk eleven

W Belgii już się przyzwyczaili

- Trochę się już do tego przyzwyczailiśmy - mówi nam Yves Taildeman, dziennikarz i piłkarski ekspert dziennika "La Derniere Heure", którego pytamy o komentarz do zachowania Łukasza Teodorczyka po przegranym przez Anderlecht 1:3 niedzielnym spotkaniu z Charleroi. Polak w ciągu pięciu minut obejrzał dwie żółte kartki. Gdy schodził do szatni uderzył czołem w jej drzwi, które się otworzyły.

Belgowie rzeczywiście "inność" Polaka już znają. Pamiętają niepodanie ręki kolegom po zmianie w jednym z meczów, zignorowanie najbardziej prestiżowej w Belgii gali piłkarskiej, środkowy palec wysunięty kibicom Club Brugge i jednemu fotoreporterowi, czy wreszcie kopnięcie bez piłki Josepha Aidoo w starciu z Genk. Tych grzechów jest jeszcze kilka. 

Dziennikarze mają zresztą z Teo swoje przeprawy. Przeważnie trudne, choć nie zawsze ponure.

Sven Ulreich i Łukasz Teodorczyk Sven Ulreich i Łukasz Teodorczyk GEERT VANDEN WIJNGAERT/AP

"Czy ty śmiesz o coś pytać?"

- Teodorczyk właściwie od początku był dla nas niemiły. Pamiętam jego pierwszą konferencję po przyjściu do klubu. Wyglądało to jakby nie miał dla nas respektu. Jakbyśmy byli jakimś gó***m. Od tego czasu właściwie nigdy z nikim nie rozmawiał. Nawet na nas nie patrzy. Jeśli już to ze wzrokiem mówiącym "czy ty śmiesz o coś pytać". Teraz to już niemal nie próbujemy. Kończy się na naszym dzień dobry. On się nigdy nie przywitał. Kiedyś rozmawialiśmy o tym z przedstawicielami klubu, ale przecież na siłę mu mentalności nie zmienimy. Poza tym w tamtym roku był bohaterem, człowiekiem który dał klubowi tytuł, więc ważniejsze były jego gole - opisuje Taildeman. Dziennikarz pracuje niemal na każdym meczu Anderlechtu, w klubie jest bardzo często. Sporo rzeczy widzi. Mimo, że Polak jest jaki jest, czasem mu nawet współczuje.

- Jemu teraz na pewno nie jest łatwo. Ostatnio w wyjazdowym meczu z Lokeren publiczność przy każdej nadarzającej się okazji cały czas z niego drwiła. Nawet inni gracze później stwierdzili, że to było przytłaczające - tłumaczy nasz rozmówca.

Łukasz Teodorczyk Łukasz Teodorczyk dhnet.be

Przerwał wywiad. "Próba kontaktu z nami?"

Media, a klubowi koledzy to jednak dwie inne sprawy. Taildeman mówi, że Polak jest w szatni lubiany. Z kolegami ma dobry kontakt, traktują go jako człowieka wesołego. Dziennikarz przytacza przy tym historię, której był świadkiem po meczu Ligi Mistrzów w Glasgow. Nasz napastnik grał w nim osiem minut, po spotkaniu jak zwykle szybko, przemknął do szatni. Gdy Taildeman robił wywiad z Leanderem Dendonckerem, Teo podszedł do nich, chwycił boiskowy mikrofon efektowy i przerwał tę konwersację.

Sam zaczął zadawać klubowemu koledze pytania. "Co myślisz o meczu? Jaka była atmosfera na stadionie? Jak wypadłeś? Co myślisz o Teo?" - zaczepiał po angielsku. 

- Jest fantastyczny - odparł pomocnik "Fiołków" na ostatnią kwestię. Po czym wszyscy się uśmiechnęli. Dendoncker po tej niecodziennej rozmowie przyznał, że Polak zwykle właśnie taki jest. Stara się żartować i być zabawny.

- Byliśmy zdziwieni, że Teodorczyk tak zrobił, ale odebraliśmy to jako jego dobrą wolę i jakąś próbę kontaktu z nami - mówi Taildeman.

- Gdy za nim pobiegłem i spytałem czy teraz my możemy zadać kilka pytań, nie zabił nas wzrokiem, tylko odparł spokojnie, że powiedział już wszystko co miał powiedzieć - opisałem nawet tę sytuację w gazecie i zrobiłem mu zdjęcie. To było wesołe - wspomina komentator "DH".

PSG's Thiago Motta, left, Anderlecht's Sofiane Hanni, center, and Anderlecht's Lukasz Teodorczyk PSG's Thiago Motta, left, Anderlecht's Sofiane Hanni, center, and Anderlecht's Lukasz Teodorczyk GEERT VANDEN WIJNGAERT/AP

Rysa na szkle? "Kibice dalej go kochają"

Mimo, że Polak nie przepada za dziennikarzami, to z kibicami nigdy spotkań nie odmawia. Przynajmniej na tym polu belgijscy działacze mają normalność. Choć zbierane przez niego kary (800 euro i dwa spotkania wykluczenia) za kopnięcie Aidoo, czy 1000 euro za pokazanie środkowego palca, to rzeczy o których woleliby nie słyszeć.

- Anderlecht to duży klub, bardzo profesjonalny, dbający o swój wizerunek. Zawsze chce dawać dobry przykład. Teodorczyk jest czasem zaprzeczeniem tego obrazu. Jednak kibice dalej go kochają. Może nie ma tylu fanów, co w poprzednim sezonie, ale tu dla Polaków jest dobra atmosfera. Wasilewski wciąż jest klubowym bohaterem. Teodorczyk też jest wojownikiem. Nie można mu odmówić braku zaangażowania, tego że spotkania przeżywa. Po swych akcjach jest bardzo ekspresyjny. Po golach cieszy się z kibicami. Fani go lubią, media nie - tłumaczy Taildeman.

Teraz go nie sprzedadzą

Nie jest tajemnicą, że Anderlecht od jakiegoś czasu szuka nowego napastnika. Nie jest to wynikiem trudnego zachowania Polaka, ale braku jego skuteczności. W obecnym sezonie Teo w 22 meczach zdobył tylko trzy gole. Najlepszy strzelec mistrza kraju, Henry Onyekuru - dziewięć.

Zdaniem belgijskiego dziennikarza nasz piłkarz na pewno jednak dogra sezon do końca.

- Klub nie będzie starał się sprzedać napastnika, który nie strzela goli, bo to nie jest opłacalne. Poczekają, aż na wiosnę Polak zacznie trafiać. Wtedy bardziej realne może być sprzedanie go za 10 milionów euro. Kupili go za 5, to jasne że będą chcieli coś na nim zarobić - mówi nasz rozmówca.

To może tłumaczyć częste występy Teodorczyka w podstawowym składzie Belgów. Mimo słabszej formy, wszyscy liczą, że w końcu się przełamie.

- Trener ma do niego zaufanie. Teo wypełnia też inne zadania na boisku, przeszkadza rywalom w rozgrywaniu piłki, gra pressingiem - z tego rzeczywiście wywiązuje się nieźle. Jedna gazeta zarzucała mu, że po podpisaniu znakomitej finansowo umowy, grą przejmuje się już mniej. To nieprawda. On swoją nieskutecznością też jest teraz rozczarowany i bardzo stara się udowodnić działaczom, że dwa miliony euro rocznego kontraktu, to pieniądze uzasadnione. Tu przecież nikt więcej nie zarabia. Zresztą to jeden z naszych najwyższych kontraktów w historii - mówi nam dziennikarz.

Teodorczyk Teodorczyk fot. Twitter

Drzwi otwiera bez problemu, czas na gole

Teodorczyk do 22 grudnia swych statystyk nie poprawi. W najbliższym, prestiżowym meczu z liderem tabeli (Clube Brugge) nie zagra przez czerwoną kartkę. Znów będzie miał zatem czas na oczyszczenie głowy. Niedawno, bo w listopadzie, również dostał na to kilka dni wolnego od trenera. Trudno określić czy ta praca dała efekty. Pewne, co do jego głowy, jest na razie jedno - drzwi otwiera nią bez problemu. Teraz pora strzelać gole.