Historia wagi ciężkiej z Emanuelem Stewardem cz. 2

Druga część wędrówki przez historię wagi ciężkiej z Emanuelem Stewardem

- Muhammad Ali zawsze powtarzał, że jest najlepszym pięściarzem w historii. Czy rzeczywiście był najlepszy? A może Joe Louis mógłby powiedzieć o sobie w ten sposób?

Emanuel Steward: Obaj byli wielcy, lecz każdy na swój sposób. Joe możemy postrzegać jako największego choćby za to, co zrobił w swoim czasie, odbywając 25 udanych obron w okresie 11 lat. Stał się ikoną po swoich epickich konfrontacjach z Maxem Schmelingiem. Nieocenione jest to, co zrobił dla boksu i świata w ogóle. Te starcia uosabiały walkę o los całego świata, gdyż można było sądzić, że Louis przeciwstawia się ideom Hitlera. Sporo podróżowałem i wiem, że wielu tak odbierało ten pojedynek. Tamtej nocy Louis znaczył więcej niż tylko bokser. Wówczas w pełni odpowiadał znaczeniu słów: mistrz świata.

Jeśli Louis stanąłby naprzeciw Alego, to sądzę, że zwycięzcą byłby ten drugi, z racji tego, że Ali dysponował tym wszystkim, co stanowiło zagrożenie dla Louisa. Joe miał problemy z ruchliwymi zawodnikami, nawet z niskimi Billy'm Connem i Joe Walcottem. Joe niezbyt dobrze radził sobie z ciosami prostymi i ogólnie miewał problemy z silnymi, technicznymi bokserami. Niemniej trudno nie zauważyć, że zrobił wszystko, co powinien był zrobić. Zwyciężył wszystkich rywali swojego pokolenia, tytuł zachowywał bardzo długo, a do tego był dżentelmenem.

Jeśli jednak doszłoby do pojedynku z Alim, to Ali wygrałby z nim. Odnoszę się do Alego z wielkim szacunkiem, jako że jest on jedynym czempionem, który walczył ze wszystkimi silnymi przeciwnikami swojej epoki. Nie było dyskusji na temat doboru przeciwników i ich stylach walki. Ali mówił tylko Angelo Dundee'emu: "chcę tej walki" i od razu organizowano pojedynki, trzykrotnie z niewygodnym Kenem Nortonem i trzykrotnie z Joe Frazierem. Ponadto walki z Brianem Londonem w i Henry'm Cooperem miały miejsce w Londynie, Ali udawał się również do Kanady czy do Niemiec, aby zmierzyć się z Karlem Mildenbergerem. Nie obchodziło go styl przeciwnika i gdzie odbywa się walka. A jeśli styl danego przeciwnika okazywał się niewygodny, to Ali podchodził do rewanżu.

Muhammada Alego czy Joe Louisa można nazwać największymi mistrzami w historii wagi ciężkiej, jednak nie oznacza to, że musieliby poradzić sobie z Larry'm Holmesem czy George'm Foremanem.

- Kogo uważa Pan za najtrudniejszego i najbardziej niewygodnego przeciwnika dla Alego, przyjmując, że ten znajdowałby się w swojej najlepszej formie?

Trudno takiego znaleźć, jako że Ali walczył z zawodnikami różnorodnymi stylowo. Możliwe, że jeśli Joe Frazier miałby podobne warunki fizyczne do Alego, to stanowiłby dla niego straszne niebezpieczeństwo. Ponadto siłą Fraziera była jego umiejętność myślenia w ringu, był bardzo silny psychicznie, jako że swoje wychowanie odbywał na ulicy. Sprawiło to, że stał się najtrudniejszym wyzwaniem dla Alego. Myślę, że szczęście uśmiechnęło się do Alego, że natura nie uczyniła Fraziera nieco silniejszym fizycznie. Tak czy inaczej jego styl był najbardziej niewygodnym spośród wszystkich rywali Muhammada.

Walcząc z Joe, Alemu bardzo trudno było operować prawą ręką. W trzeciej walce, kiedy zrozumiał, że jego taktyka na walkę nie przybliża go do zwycięstwa, zmienił ją. Nie mógł dopasować się do rytmu Fraziera i wówczas powiedział sobie: "Muszę zacząć się bić. Jeśli seria dwóch ciosów nie przynosi rezultatu, to będę wyprowadzać cztery". Zrobił to, co musiał zrobić w tym pojedynku, a umiejętność modyfikacji stylu w trakcie walki było cechą charakterystyczną Alego. Norton również był dla niego niewygodny stylowo, a dodatkowo wyróżniał się fizycznie, lecz brakowało mu takiego sprytu i twardości, które posiadał Frazier.

- Rocky Marciano był jedynym mistrzem, który nie przegrał ani jednej walki. Jednak wielu współczesnych ekspertów nie docenia go, uważając za zbyt niskiego w stosunku do obecnych pięściarzy wagi ciężkiej. Jak powinno się oceniać Marciano, według jego gabarytów czy według tego, co zdołał osiągnąć? Poza tym, jak Pan uważa, czy warunki fizyczne Marciano umożliwiłyby mu taką dominację, którą osiągnął w swoim czasie?

Ze swoim stylem Marciano nic nie mógłby dzisiaj zrobić, bo jeśli ktoś nie ma dobrych warunków fizycznych, to należy zastępować je szybkością, a on nie był zbyt szybki. Marciano boksował w okresie, który miał dobrych "ciężkich". Poradził sobie z takimi zawodnikami jak Ezzard Charles czy Archie Moore, którzy później niejednokrotnie udowodnili swoją siłę.

Wielu nie uważa go za wielkiego, lecz w swoim czasie był najlepszy. Był niewysokim chłopakiem, z nienajlepszą koordynacją i masą niedostatków fizycznych, lecz dzięki niewiarygodnej pracowitości i silnemu ciosowi osiągnął swoje. Wobec tego powinniśmy szanować go za to, czego dokonał. W czasie swojej kariery nie unikał żadnego rywala. Zwyczajnie nie mógł znaleźć odpowiedniego rywala, który mógłby go pokonać.

Mimo to, że ludzie generalnie nie doceniają go, ja uważam go za klasowego pięściarza. Obejrzałem wiele walk z jego udziałem i zauważyłem sporo interesujących elementów w jego stylu. Zdołał znaleźć należyte zastępstwo dla swoich niedostatków.

Siła jego ciosów i umiejętność stworzenia warunków dla wyprowadzenia takiego ciosu były fenomenalne. Popatrzmy na jego nokauty Walcotta, Moore'a, Charlesa - był jak huragan. Naprawdę zasłużony bokser. To od niego wzięło się słowo "Rocky". Sprawił, że wielu chłopaków zajęło się sportem, szczególnie włoskich. Stał się znakomitym wzorem dla białych pięściarzy. Dodatkowo jego potężny cios zasługuje na szczególne uznanie.

- Pański typ na konfrontację Ali-Marciano w szczytowej formie każdego z nich?

W takiej walce jako zwycięzcę widziałbym Alego. Był sporo wyższy i trochę szybszy, poza tym miał twardą szczękę. W czasach Marciano "ciężcy" ważyli zazwyczaj 85-86 kilogramów, a 90-kilogramowy bokser uważany był już za wielkiego. Obecnie taki zawodnik nie walczy nawet w wadze ciężkiej, a jest cruiserem. Jednak w tamtym okresie, kiedy Rocky był "ciężkim", bił wszystkich, lecz Alego nie pobiłby w żadnym wypadku, zważywszy dodatkowo na wytrzymałość Muhammada w końcówkach walk.

- Jack Johnson to kolejna interesująca postać w historii wagi ciężkiej. Niektórzy go przeceniają, niektórzy nie doceniają, a jaki jest Pański punkt widzenia?

Myślę, że był zdumiewającą postacią, a uważam za dobrego zawodnika. Rozpoczął nową erę w boksie. Z pewnością nikt wcześniej tak lekko i luźno nie zachowywał się w ringu. Kiedy obserwowałem jego walki, to przekonałem się, że jest niecodziennym i dobrym pięściarzem. Lecz poza boksem był jeszcze bardziej zdumiewający. Był człowiekiem, który szedł pod prąd i przeciwko systemowi. Robił to, czego nikt nie robił i nawet dzisiaj mało kto mógłby naśladować jego zachowanie. Posiadał dwustronne poczucie sprawiedliwości, w osiągnięciu czego pomagał mu boks, kształtujący jego charakter. To właśnie jego charakter, a nie talent pięściarski przykuwa moją uwagę najbardziej.

Jeśli oceniać go jako boksera, to sądzę, że był dobry. Jednak pojawiają się pytania o jego walki z zawodnikami znacznie niższych kategorii, na przykład Tommy'm Burnsem czy Stanleyem Ketchelem, którzy walczyli w wadze średniej. Albo zwycięstwo nad 36-letnim Jamesem Jeffriesem. Johnson nie walczył z najsilniejszymi ciemnoskórymi rywalami swojego okresu. Wypada wspomnieć też porażkę z Jessem Willardem, który w tamtym okresie wspominał już o odejściu z boksu.

Nie można powiedzieć, że Johnson walczył i wygrywał z najlepszymi "ciężkimi" swojego okresu. Niemniej jego charakter, zarozumiałość czyniły jego życie czymś więcej, niż tylko życiem. Był fenomenalnym biznesmenem, podróżował po całym świecie, sam prowadził swoje interesy, zmieniał ubrania trzy razy dziennie, spotykał się z prezydentami państw. W jakimś stopniu przyćmiło to jego sukcesy na ringu.

- Pierwszym w historii człowiekiem, który pokonał Muhammada Alego, był Joe Frazier. Jednak według wielu jego popularność ucierpiała wskutek dwóch nokautów z rąk George'a Foremana. Jak Pan uważa, czy Frazier zasługuje na miejsce w dziesiątce najlepszych "ciężkich"?

Pokonać Muhammada Alego jako pierwszy - to znaczy wiele. Rzeczywiście, było to największe wydarzenie w jego karierze. Większość z nas patrzy tylko na jego największe walki - z Foremanem i Alim, w tym samym czasie nie doceniając jego znakomitych zwycięstw nad Bonaveną i Jimmy'm Ellisem. Joe był świetnym zawodnikiem. Obserwowałem go już w czasach amatorskich, gdzie nasze drogi się skrzyżowały, lecz to już inna historia.

Intensywność, z jaką odbywał pojedynki, była podobna do tej, która stała się udziałem Mike'a Tysona. W niektórych elementach Frazier był lepszy od Mike'a, w innych - Mike lepszy od Fraziera. Istnieje pytanie, kto dysponował bardziej druzgocącym ciosem, lecz na Frazierze zawsze będą ciążyć porażki najważniejszych walk w życiu. Jego dziedzictwo jednocześnie wiąże się zarówno z nazwiskiem Ali, jak i z nazwiskiem Foreman. Mimo wszystko nazwisko Ali bardziej kojarzy się z Frazierem, tą parę można porównywać z Louisem i Schmelingiem.

- Większość sympatyków boksu uważa, że szczyt możliwości Riddicka Bowe przypadł na jego pierwszą walkę z Holyfieldem. Jeśli Bowe bardziej poważnie zająłby się treningami, to czy pomogłoby mu to osiągnąć więcej?

Bowe był świetnym zawodnikiem. Spokojnie mógł zaliczać się do najlepszych "ciężkich" wszechczasów. Był on odzwierciedleniem trenerskiego talentu Eddiego Futcha, który prowadził go od wczesnego wieku i doprowadził do wieku dorosłego pięściarza. Wspaniale pamiętam ten wieczór, kiedy znokautował Jesse Fergusona. Byłem tam, gdyż kolejnym jego przeciwnikiem miał być Evander Holyfield, z którym wówczas pracowałem. Bowe był na tyle dobry, że nawet nie wiedziałem jak przygotowywać Evandera do walki z nim. Wspaniale wykonywał wszystkie elementy bokserskiego rzemiosła.

Lecz po tym pojedynku, jeśli dobrze zrozumiałem to, co przekazał mi Eddie Futch, Riddick zaczął tracić kontrolę nad sobą. Bowe wmówił sobie, że już zostaje drugim Alim, zaczął tracić dyscyplinę i koncentrację. W rezultacie Evander zwyciężył go. Rzuciło to cień na jego reputację, później te walki z Gołotą. Zaczął oddawać swoją pozycję i myślę, że walka z Fergusonem była ostatnią, w której Riddick jeszcze trzymał się na nogach.

- Na ile Pan, jako trener i kibic był rozczarowany tym, że walka między Lewisem i Bowe'm nie doszła do skutku?

Byłem bardzo rozczarowany, dlatego że było by to wielkie wydarzenie dla boksu. Przypominałoby to walkę Ali - Frazier. Poza tym, ten pojedynek miał w sobie dodatkowy smaczek, związany z igrzyskami w 1988 roku. Byłaby to walka dwóch wielkich mężczyzn, facetów stanowiących o ówczesnej erze w wadze ciężkiej. Myślę, że ta walka stałaby na wysokim poziomie, ponieważ zarówno Bowe, jak i Lewis stali się lepszymi zawodnikami w porównaniu z ich amatorskim starciem.

- A kto wygrałby tę potyczkę?

Myślę, że Lennox pokonałby wówczas Riddicka, nie tylko ze względu na talent. Lewis w tamtym momencie był bardzo silny fizycznie i psychicznie. Prawdopodobnie Bowe był trochę lepszy jeśli chodzi o rzemiosło, lecz na dystansie 12 rund Lennox mógłby powtórzyć to, co zdołał zrobić na igrzyskach w 1988 roku. Widocznie Futch również to rozumiał. Lennox był niesamowicie silny fizycznie i mentalnie, a w Riddicku w jakimś stopniu siedział jeszcze dzieciak. Dzięki twardości Lewisa, to Lennox byłby faworytem.

Więcej o boksie na bokser.org ?

Więcej o: