Cyberchuligani są wśród nas

Komputery i sport to niebezpieczne połączenie, czego sami zresztą jesteśmy najlepszym przykładem. Tak jak bowiem po dniu przychodzi noc (albo odwrotnie), tak i po wieku XX przyszedł wiek XXI. Czyli czas, w którym coraz częściej do wyrażania swojej antypatii do drużyny przeciwnej i jej sympatyków służy, zamiast starego dobrego noża podłączonego do łańcucha, komputer podłączony do Internetu.

Przykłady piłkarskiej chuliganerki mnożą się szybciej niż dziwne powołania do polskiej kadry i jeżeli w ogóle można powiedzieć, że chuliganerka jako taka ma przyszłość, to jest nią zdecydowanie Internet.

W lutym tego roku na stronie oficjalnej Schalke 04 znalazła się informacja o tym, że klub rozwiązał kontrakt z napastnikiem Kevinem Kuranyi ze względu na ''niewybaczalne uwagi wygłaszane pod adresem drużyny''. Zdziwili się fani ekipy z Gelsenkirchen, zdziwił się Kuranyi, dziwiły się nawet serwery oficjalnej strony Schalke, przynajmniej do momentu, w którym okazało się, że została ona zaatakowana przez hakerów. Witrynę zamknięto więc na jeden dzień celem przywrócenia jej dawnego kształtu, nie zmienia to jednak faktu, że informacja zdołała już przeniknąć do prasy, a biedny napastnik musiał potem przez miesiąc odbierać telefony z GLKS-u Trzeciewiec proponujące mu kontrakt.

Inny wirtualny transfer przeżyli kibice Borussii Dortmund, którzy ze swojej oficjalnej strony dowiedzieli się, że zółto-czarni kupili z Bayernu Lukę Toniego. Zanim jeszcze nazwożono do Zagłębia Ruhry cysterny bezołowiowego makaronu, którymi dałoby się wykarmić włoski czołg ta rewelacja również okazała się być ''dowcipem'' bliżej nieokreślonych internautów. Wojna między klubami z Dortmundu i Gelsenkirchen trwa w Sieci, tak jak i w realu, na całego. Przed wrześniowym spotkaniem obu drużyn, strona klubowa Schalke 04 zamiast biało-niebieska zrobiła się żółto-czarna. Szalikowcy szalkowców regulowali monitory, wymieniali płyty główne i reinstalowali DirectX, a część pobiegła nawet do sklepu po koszulki w nowych barwach tylko po to, żeby się dowiedzieć, że ich strona znów została zaatakowana. Także profile obu klubów na Wikipedii są notorycznie atakowane - ten Borussii jest specjalnie chroniony przez administratorów Wiki już grudnia 2006, ten Schalke zaś częściej zmieniany przez obraźliwe teksty niż takie hasła hasła ''aborcja'' i ''spiskowa teoria zamachów 11 września''.

Wikipedyjne profile są zresztą ogólnie rzecz biorąc atakowane częściej niż nogi Cristiano Ronaldo i Bagdad razem wzięte. Ostatnimi czasy popisali się kibice reprezentacji USA, którzy po wygranym przez ich drużynę półfinale Pucharu Konfederacji z Hiszpanią kilkukrotnie zmieniali obie kadry miejscami w rankingu FIFA, powodując, że Hamburgeiros lądowali na miejscu pierwszym a Paellas na czternastym. Nieco mniej wyrafinowani byli kibice Milanu, lekko niepocieszeni transferem Kaki do Realu Madryt. Gdzie ''lekko'' ma się do całej sytuacji jak Ebi Smolarek do Realu Madryt a ''niepocieszeni'' można by zastąpić dowolnym słowem oddającym naszą chęć do wyrzucenia przez okna telewizora podczas każdego z ostatnich spotkań reprezentacji Polski.

Czasem jednak piłkarski cyberwandalizm nie jest samym wandalizmem dla wandalizmu. W kwietniu na stronie Eintrachtu Frankfurt pojawiło się ni stąd, ni zowąd żądanie zwolnienia trenera Friedhelma Funkela. W razie, gdyby tak się nie stało, frankfurccy kibice grozili atakiem na inne cele - między innymi internetowy sklep klubowy i serwis sieciowej sprzedaży biletów. Trener wyleciał, kibice odetchnęli, Eintracht został uratowany, a Funkel jest obecnie szkoleniowcem berlińskiej Herthy. Tej Herthy, która sezon 2008/2009 kończyła na czwartej pozycji, teraz zaś po ośmiu kolejkach Bundesligi pod nową ''wodzą'' zdobyła całe trzy punkty, strzeliła siedem bramek i straciła dwadzieścia. Podejrzewamy, że niedługo zginie ulubiona postać Funkela w ''Simsach''.