Bartek w Formule 1

Dorównać tacie, sześciokrotnemu mistrzowi świata i zdobywcy 27 medali turniejów mistrzowskich, będzie arcytrudno. Ale też droga, jaką wybrał Bartłomiej Marszałek, wydaje się najodpowiedniejsza - Formuła 1. W ostatnim wyścigu sezonu w Abu Zabi osiągnął najlepszy wynik w karierze - 7. miejsce.

Kiedy byłem małym chłopcem pod stromą Agrykolę próbowałem się wedrzeć brązowym Wigry 3, udając Lecha Piaseckiego, na betonowej klatce osiedla na warszawskim Powiślu grałem deską o ścianę, ścinając piłeczkę jak Andrzej Grubba, trzy gole Belgom w bramkę z przewróconej ławki strzelałem jak Zbigniew Boniek i doskonale wiedziałem, kim jest Waldemar Marszałek, choć jakiejkolwiek łajby pod nosem nie miałem. Dziś wspomnienie zbladło, jest nawet czarno-białe dzięki obejrzeniu jakiegoś dokumentu w TV w tychże barwach, ale wydaje mi się, jestem niemal pewny, że motorówka Marszałka - jeśli można tak w skrócie opisać - była bordowa i wtedy, kiedy widziałem go z ojcem w niezwykłych motorowodnych zmaganiach na Wiśle, Polak nie wygrał. Generalnie nie za bardzo byłem w stanie załapać, kto tam jest pierwszy, bo pływali w tę i z powrotem. Tylko huk, szybkość i strumienie wody. To wtedy zdanie: "Waldemar Marszałek motorowodnym mistrzem świata" wyryło się w pamięci na całe życie.

Bolid na wodzie podnosi adrenalinę

Przypomniałem sobie te zawody sprzed 30 lat, kiedy pykając wieczorem po kanałach telewizyjnych, natknąłem się przypadkiem na retransmisję z F1 H2O. Uderzyło mnie, że komentator używa zwrotów, które podnoszą u mnie - sfiksowanego na punkcie rywalizacji Fernando Alonso z Lewisem Hamiltonem - adrenalinę. Formuła 1, bolid, Grand Prix, Abu Zabi. I Marszałek. Bartek Marszałek. Zajął w tym wyścigu ósme miejsce, zdobył trzy punkty, przesunął się na 13. pozycję w klasyfikacji generalnej. Nasz jedynak w F1!

13 grudnia ostatni start w sezonie wodnej formuły śledziłem już na bieżąco. Polak w Sharjah - też w Zjednoczonych Emiratach Arabskich - zajął siódme miejsce, startując z 15. pola po kwalifikacjach. O zwycięstwo do samego końca walczyli Fin Sami Selio (zespół Mad-Croc Baba RT), Amerykanin reprezentujący Katar Shaun Torrente i Włoch także w katarskich barwach - Alex Carella, obaj z Qatar Team, który w napędzanej ropnymi dolarami szejków F1H20 jest pod względem sportowym tym samym, czym Red Bull w F1 - absolutnym liderem konstruktorów bez problemów finansowych.

Laur mistrzowski wywalczył Carella, dramat przeżył Selio, który nie ukończył dwóch ostatnich zawodów.

Marszałek był w "generalce" 12., jego zespół Singha F1 z siedzibą we Włoszech siódmy. W całym, liczącym sześć wyścigów cyklu Polak punktował 3 razy, raz był poza pierwszą "10", raz musiał się wycofać i raz nie wystartował. W F1 H2O piloci rywalizują poza Zjednoczonymi Emiratami (dwukrotnie) także w Brazylii, Katarze, Chinach i na Ukrainie w Kijowie. W sezonie 2013 startowało 9 teamów i 25 zawodników.

Robertowi Kubicy życzę powrotu na tor

Bartek Marszałek, nim trafił do F1, najwyższej motorowodnej klasy na świecie, napracował się solidnie i nie bez sukcesów. Choć profesjonalnie ściganie zaczął późno. Miał 21 lat, kiedy w debiucie zgarnął złoto mistrzostw Polski w klasie 0-250. Rok zajął mu skok do klasy 0-350, w której tak gigantycznymi triumfami cieszył kibiców jego ojciec Waldemar Marszałek oraz nieżyjący już, również wielce utytułowany brat Bernard, medalista czempionatów świata i Europy. Te skoki do coraz bardziej wymagających serii i potężniejszych, silniejszych, droższych bolidów Bartłomiej wykonuje regularnie. Dziś jest tuż przed trzydziestką, na koncie ma srebrny medal mistrzostw świata (w debiucie!), szybkie awanse przez Formułę 4 i Formułę 2, co zwróciło uwagę nań arabskich szejków w 2008 r., tym samym, w którym swoje jedyne zwycięstwo w barwach BMW Sauber w Montrealu zdobył Robert Kubica.

W kolejnym sezonie mógł pojechać w 4 rundach MŚ, został uznany za najlepszego debiutanta roku F2 a starty w tej klasie ukoronował drugim miejscem w "generalce". Droga do elity stanęła otworem.

Na swoim blogu, który ma jednak tylko dwie notki, pisał: - Jestem kierowcą motorowodnej Formuły 1. Dla wielu to hasło nie mówi za dużo, poza tym że "F1" kojarzy się kibicom w Polsce z wyścigami na asfaltowym torze, a jeszcze bardziej z osobą Roberta Kubicy, któremu życzę jak najszybszego powrotu na tor.

Zaorane pole bez hamulców

- Dla mnie to jak prowadzenie samochodu wyścigowego po zaoranym polu. Bez hamulców i z kiepską widocznością - opisuje wrażenia z prowadzenia wodnego bolidu F1 Bartłomiej Marszałek. Nie mówi, że pływa czy jeździ sportową łodzią, ale fruwa nad taflą wody, bo na tym polega cały kunszt tej rywalizacji - wycisnąć wszystko z rozpędzonego w 2,5 sekundy do 100 km na godz. bolidu w długich, nieograniczających tempa lotach. Porównując dalej z asfaltową F1: - To jest trudniejsze, bo podłoże ciągle zmienia kształt, czy to fale, czy spokojna tafla, która po kilku przejazdach staje się falą. Kierowca cały czas steruje ustawieniami silnika względem łódki. Łopatkami na kierownicy reguluje wysokość lotu nad wodą. Kiedy silnik odstawiam do tyłu, jadę coraz szybciej do pewnego momentu, w którym albo "posadzi" się łódkę na wytworzonym pod jej dnem powietrzu, albo przesadzi się z tym wychylaniem i wyfrunie się w górę, by następnie wykonać obrót w powietrzu i z pełnym impetem roztrzaskać się o wodę, niszcząc dobry nastrój sponsorów, członków zespołu i oczywiście najbardziej swój własny.

Nastrój Marszałka często zależy od finansów, bo sport, w którym się realizuje, jest bardzo kosztowny. W rozmowie z Eurosportem opisywał sytuację z 2011 r., kiedy występował w F1 H2O w azerskim zespole Nautica. W Kijowie zdobył swój pierwszy punkt, ale supersen szybko zamienił się w koszmar. W grudniu został staranowany przez Torrente'a w Abu Zabi, a jego bolid nadawał się do kasacji.

- Niestety, nie miałem ubezpieczenia na łódkę, bo brakowało mi pieniędzy na polisę. W jednym momencie pięć lat pracy zostało zatopione - mówił wtedy Marszałek.

Wielka Krokiew pod Poznaniem

W drugiej i ostatniej na razie notce wspomnianego bloga napisał rozżalony: - Po moim awansie i debiucie w F1 H2O szybko zorientowałem się, że bardzo ważne jest, aby w życiu kierowcy wyścigowego pojawił się zespół ludzi i zdarzeń, które kierują na szczyt. W Polsce realizacja takiego planu jest utrudniona, ponieważ większość ludzi, których spotykam, nie potrafi wybiec świadomością poza schematy...

Bartek zastawił mieszkanie. I wszystko inne, co posiadał. I nie żałuje, choć liczy, że kiedyś je odkupi. Dzięki zdobytym pieniądzom wrócił do F1, do zespołu Singha. Buduje tam swoją pozycję, dodatkowo jest wspierany przez Lotto, które promuje akcję "Mistrz i uczeń". Mistrzem jest Waldemar, zawodnik warszawskiej Polonii od 1956 roku, uczniem Bartek, również kierowca tego klubu. Ostatnie sukcesy w wyścigach na Bliskim Wschodzie, i to w młodym jak na wodną formułę wieku 30 lat, pozwalają z optymizmem liczyć na starty w kolejnym sezonie.

- Niewiele razy miałem okazję spotykać osoby pozytywnie zainfekowane prawdziwą, czystą i mocną pasją, dla której są w stanie poświęcić dużo więcej niż przeciętny człowiek. W tych agresywnych, nasianych kryzysem i kłamstwem czasach tacy ludzie to unikaty. Moja historia stanowi dowód na to, że pomimo licznych trudności warto jest cały czas iść do przodu - pisał.

Jego marzeniem jest organizacja zawodów mistrzowskich w Polsce, w Poznaniu. Byłaby to - jak sam mówi - "jego Wielka Krokiew". Liczy, że wodna elitarna seria wyścigowa wkrótce stanie się w naszym kraju bardzo popularna. Ale ja nie będę chyba czekał na Poznań i 8-letnią córkę zabiorę w 2014 roku do Kijowa, żeby zobaczyła błękitną łódź Bartłomieja Marszałka.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS , na Androida i Windows Phone

Więcej o: