Pjongczang 2018. Drugie złoto i drugi show Ester Ledeckiej. - Jak jest dziewczyny? Bo u mnie znakomicie - przepytywała rywalki z podium

Ester Ledecka wygrała złoto również w snowboardzie, wyprzedziła Polskę w klasyfikacji medalowej, przeszła do historii. Ona, Klaebo, Fourcade - to była wielka trójca z Pjongczangu

Oczywiście, że przyszła w goglach. Jak na konferencję po złocie w supergigancie. Wtedy - niby nieprzygotowana i bez makijażu. A teraz: po prostu w goglach. - No, będziecie musieli do tego przywyknąć - śmiała się. Przyszła też z deską, siadła z nią w drugim rzędzie wśród dziennikarzy, i gdy dwie pozostałe medalistki slalomu giganta równoległego kończyły konferencję, podniosła rękę w górę. - Jak jest, dziewczyny? - Świetnie, a jak u ciebie? - odpowiedziały wicemistrzyni Selina Joerg, i brązowa Ramona Hofmeister. - Znakomicie. Marzyłam o tym odkąd skończyłam pięć lat. Co myślę o Korei? Myślę, że będę o niej myśleć do końca życia. Dzięki Koreo!

Krótkie "uuuu!" i jest złoto

- Uuuu! - poniosło się po stoku, gdy się lekko zachwiała w finale i przez moment można było zwątpić, czy to jednak nie za piękne. Lekko i przez moment. A potem spokojnie przypilnowała złota. Zdobyła na snowboardowym stoku w Phoenix drugi złoty medal igrzysk 2018. Została pierwszą w powojennych igrzyskach mistrzynią jednych igrzysk w dwóch sportach. I to sportach znacznie do połączenia trudniejszych niż to było w przypadku poprzednich takich mistrzów: Hauga Thorleifa (1924) i Johana Grotumsbratena (1928), w kombinacji norweskiej i biegach.  

Ester Ledecka, igrzyska olimpijskie Pjongczang 2018 Ester Ledecka, igrzyska olimpijskie Pjongczang 2018 Fot. Alessandro Trovati / AP Photo

Narty były pierwsze. Ale trudniejsze

Narciarstwo było pierwsze. I w igrzyskach i w życiu, bo na nartach Ester Ledecka stanęła jako dwulatka. Snowboardu spróbowała później, też w karkonoskim Szpindlerowym Młynie, gdzie rodzice mieli wakacyjny dom. Narty były pierwsze, ale to na stoku snowboardowego slalomu giganta równoległego Ledecka  była faworytką. W snowboardzie zdobywa mistrzostwa i Puchary Świata. W alpejskim supergigancie była jedną z wielu. Nawet nie jedną z kandydatek do medali, po prostu - jedną z wielu. Ani z pierwszego, ani drugiego rzędu. Jej sukcesem było już to, że się zakwalifikowała do igrzysk w dwóch sportach. Przed Soczi 2014 jej się nie udało. Nikomu się jeszcze nie udało w narciarstwie alpejskim i snowboardzie.

Ester Ledecka Ester Ledecka CHRISTOPHE ENA/AP

Jorien ter Mors szybsza, Ledecka - lepsza

Wyskoczyła tam po złoto zza pleców faworytek, z 42. miejsca w Pucharze Świata, szybsza o jedną setną od Austriaczki Anny Veith, na pożyczonych nartach. Dopiero wtedy wszyscy sobie przypomnieli trening zjazdu w Lake Louise, sprzed kilku miesięcy, gdy w jednym przejeździe Czeszka miała najlepszy czas. - A ja pomyślałam, że przecież tak się po tej trasie nie zjeżdża - wspominała Mikaela Shiffrin. W supergigancie w Pjongczangu Ledecka została największą sensacją igrzysk. I od tego czasu presja tylko rosła. Konkurencja też.

Między złotem Czeszki z narciarstwa alpejskiego a złotem w snowboardzie wmieszała się do wyścigu o miejsce w historii Holenderka Jorien ter Mors. Po złotym medalu w łyżwiarstwie szybkim na 1000 m zdobyła też brąz w sztafecie w shorttracku. Została pierwszą kobietą z medalami jednych igrzysk w dwóch sportach. Ester potrzebowała drugiego złota. I musiała wytrzymać presję. Tym razem nie jednego przejazdu, jak w supergigancie. Tylko ścigania się od rana, przez kolejne rundy.

- Nie czuję się supergwiazdą. Ale skoro tak mówicie..

Wytrzymała, ma w tych igrzyskach więcej medali niż Polska, ma miejsce w historii. Są w Pjongczangu dwaj olimpijczycy, którzy zdobyli po trzy złote medale, indywidualnie i w sztafetach: Johannes Hoesflot Klaebo w biegach i Martin Fourcade. Ale chyba jednak będą musieli ustąpić Ester Ledeckiej miejsca na środku sceny.

- Nie czuję się supergwiazdą. Ale jeśli tak mówicie, to jest mi z tym dobrze. Jest mi dobrze w mojej bańce, gdy nie ma wokół nic poza ściganiem. Kocham się ścigać - mówiła Ledecka. - A jeśli wam jeszcze mało pytań, to zapraszam na niedzielę rano. Będzie druga konferencja. A co do gogli, to jeszcze pomyślę.

Paweł Wilkowicz
Sport.pl