Pjongczang 2018. Anders Bardal: Stoch nie jeździ jak w Turnieju Czterech Skoczni, Kubacki miał gówniane warunki, Norwegia ma najlepsze wszystko: kombinezony, narty, wiązania i buty

- Kamil gorzej dojeżdża, a to sprawia, że w momencie odbicia nie jest tak mocny jak na Turnieju Czterech Skoczni - mówi Anders Bardal, który cztery lata temu w Soczi stał na olimpijskim podium razem z Kamilem Stochem, a teraz jest w Pjongczangu jako ekspert norweskiego Eurosportu. - To były dobre zawody - mówi o sobotnim konkursie, o którym chcielibyśmy już zapomnieć. - Jury wykonało dobrą pracę. Z jednym wyjątkiem. Dawid Kubacki miał gówniane warunki - dodaje. Bardal w rozmowie ze Sport.pl opowiada też, czego możemy się spodziewać w zawodach indywidualnych i drużynowych na skoczni dużej.
Kamil Stoch na podium po zdobyciu zlotego medalu na skoczni normalnej podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich Soczi 2014 Kamil Stoch na podium po zdobyciu zlotego medalu na skoczni normalnej podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich Soczi 2014 Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Bardal to mistrz świata indywidualnie z roku 2013 i w drużynie z roku 2015 oraz brązowy medalista olimpijski indywidualnie (Soczi 2014) i w drużynie (Vancouver 2010). W Soczi był trzeci w pierwszym z dwóch wygranych konkursów przez Stocha. W sezonie 2011/2012 Norweg zdobył Puchar Świata, a w marcu 2015 roku zakończył karierę. Teraz jest ekspertem Eurosportu i w tej roli pracuje na igrzyskach w Pjongczangu.

Łukasz Jachimiak: W środę w Pjongczangu zaczęły się treningi na skoczni dużej, ale my ciągle jeszcze trochę rozdrapujemy rany po sobocie. Zdziwiło Cię, że na skoczni normalnej miejsca na podium nie wywalczył żaden z Polaków, a zrobiło to aż dwóch Norwegów?

Anders Bardal: Oczywiście, że byłem trochę zaskoczony. Przecież Kamil Stoch i Dawid Kubacki bardzo dobrze sobie radzili na treningach, obaj byli kandydatami do medali. Tamte zawody były na pewno pechowe dla Kubackiego. A Stoch nie skakał tak dobrze jak w Turnieju Czterech Skoczni. Zwłaszcza w drugiej serii. Natomiast dla Stefana Huli pierwszy skok był perfekcyjny. Być może Hula miał wtedy trochę szczęścia. To plus świetny skok dało mu pewne prowadzenie. Ale w rundzie finałowej okazało się, że przewaga nie wystarczyła nawet do obrony medalowej pozycji. Generalnie mieliście pecha. Podium się wam należało.

Potrafisz wskazać, co Stoch stracił ze swojej formy w porównaniu z Turniejem Czterech Skoczni?

- Dla mnie wygląda to tak, że Kamil nie ma tej samej pozycji na progu, tuż przed wybiciem. Mam wrażenie, że on gorzej dojeżdża, a to sprawia, że w momencie odbicia nie jest aż tak dobry jak podczas Turnieju Czterech Skoczni. Teraz nie wykorzystuje całej swojej mocy, kiedy wychodzi z progu, a wtedy to robił.

To raczej dlatego spadł w sobotę z drugiego miejsca na czwarte, a nie dlatego, że w drugiej serii miał pecha do wiatru? W ogóle warunki wietrzne z pierwszego konkursu w Pjongczangu nie przypominały Ci wydarzeń z Klingenthal z 2013 roku, gdy na inaugurację sezonu Ty i Gregor Schlierenzauer zrezygnowaliście ze swoich skoków?

- Nie, nie! Ani trochę! W sobotę nawet przez moment nie było niebezpieczne. Warunki były zmienne, ale wiatr praktycznie nie przekraczał bezpiecznej prędkości wynoszącej 4,5 m/s. Czyli tak naprawdę nie było żadnego niebezpieczeństwa dla skoczków. Pogoda była zmienna, to fakt. I w tym tkwił problem.

Czy w takim razie zawody nie powinny zostać przeniesione na inny dzień?

- Nie, te zawody były dobre. Jury wykonało dobrą pracę. Z jednym wyjątkiem. Dawid Kubacki miał gówniane warunki. On naprawdę nie miał żadnych szans na walkę o medal.

Wy macie srebro Johana Andre Forfanga i brąz Roberta Johanssona, a praktycznie wszyscy eksperci powtarzają, że Norwegwie jeszcze mocniejsi będą na dużej skoczni. Też tak uważasz?

- Sposób w jaki skaczą nasi zawodnicy, pokazuje, że są dobrzy na każdej skoczni - na małej, na dużej, na mamuciej.

Ale jest tak, że im większa skocznia, tym są lepsi, bo najlepiej czują się w fazie lotu?

- Jeśli jesteś w dobrej formie, wielkość skoczni nie ma znaczenia. Pokazali to w sobotę.

Na dużej skoczni jest ten sam zestaw kandydatów do podium, czy widzisz jakiegoś czarnego konia? Kogoś na miarę Piotra Żyły z ubiegłorocznych MŚ w Lahti, na których zaskoczył, zdobywając brązowy medal?

- Żyła znów może być czarnym koniem. Jeśli zdoła dostać się do składu waszej drużyny. Może zaskoczyć, jego stać na takie rzeczy jak niedawne podium w Willingen, po prostu nagle może przyjść jego dzień. Ale nie jestem pewien czy będziemy mieli duże niespodzianki. Raczej się na takie nie nastawiam. Jest pięciu-sześciu, no może siedmiu skoczków na bardzo wysokim poziomie. Każdy z nich jest w stanie wejść na podium. Komuś spoza tego grona będzie trudno o medal.

Men's normal hill ski jumping medalists, from left, Norway's Anders Bardal, bronze, Poland's Kamil Stoch, gold, and Slovenia's Peter Prevc, silver, pose with their medals at the 2014 Winter Olympics in Sochi, Russia, Monday, Feb. 10, 2014.  (AP Photo/Morry Gash)
AP/Morry Gash

W tej grupie najwięcej jest Twoich rodaków. Uważasz, że Norwegia to główny faworyt również poniedziałkowej "drużynówki"?

- Tak, po konkursach drużynowych z ostatnich miesięcy oni są dla mnie faworytami. Ale walka powinna być naprawdę dobra, bardzo wyrównana. Oczywiście pomiędzy Polską, Niemcami i Norwegią. Wszystkie te zespoły mają po czterech dobrych skoczków, których musisz mieć, chcąc zdobyć złoto. Mierząc w zwycięstwo potrzebujesz ośmiu dobrych skoków, nie ma innej możliwości. Na razie, na skoczni normalnej, najrówniejsi i najlepsi jako zespół byli Niemcy.

Myślisz, że jeszcze jakaś drużyna może się włączyć do walki o medal, czy żadna z trzech najmocniejszych ekip nie przegra swojej szansy na olimpijskie podium?

- Nie wierzę, że ktoś zagrozi tej trójce. Słoweńcy nie są może od niej tak daleko, ale po prostu nie wierzę, że zdobędą medal. Tak samo myślę o Austriakach. Jestem przekonany, że na podium będą Polska, Norwegia i Niemcy, tylko nie wiem w jakiej kolejności.

Najlepsze ekipy cały czas ścigają się nie tylko na odległości na skoczniach, ale też nowe rozwiązania sprzętowe. Która drużyna według Twojej wiedzy ma najlepsze rozwiązania?

- Od jakiegoś czasu Norwegia jest z przodu. Nasz zespół ma wszystko świetnie dopasowane. To dotyczy kombinezonów, nart, wiązań, butów - czujemy, że we wszystkim wyprzedzamy rywali. Norwegia, Polska, Niemcy i Austria mają austriackich trenerów, a co za tym idzie pracują i skaczą w sumie w podobny sposób. Ale jeśli chodzi o wiedzę techniczną, to Norwegia jest z przodu. A sprzęt jest dziś naprawdę niesamowicie ważny.

Sądzisz, że Wasz Austriak, Alexander Stoeckl, jest najlepszym trenerem na świecie? A może zgodziłbyś się z Polakami, z których wielu uważa, że to Stefan Horngacher jest w tym momencie numerem jeden?

- Nie znam tak dobrze Stefana, a Alexandra Stoeckla znam świetnie. Dobrze wiem, że jego drużyna to nie tylko on. Stoeckl ma naprawdę znakomity zespół fachowców. Dlatego jeśli prosisz, żebym ocenił kto jest najlepszy, to muszę stwierdzić, że Alex.