[MAJCHRZAK w PUNKT K #3] Styl może mieć decydujące znaczenie. Tak zmieniała się historia techniki latania

Gdy w 2014 roku Kamil Stoch sięgał po swój pierwszy złoty medal na skoczni normalnej, sędziowie docenili jego fenomenalny lot przyznając mu aż 59 punktów za styl (w tym dwa razy 20 punktów). W Pjongczangu noty sędziowskie również będą miały kluczowe znacznie, bo charakterystyką skoczni normalnych jest to, że wszyscy lądują na podobnych odległościach. Dziś skoczkowie latają niemal perfekcyjnie, ale warto zobaczyć jak to wyglądało od połowy XIX wieku.
Telemark Norheim Telemark Norheim History of Mordegal

Zaczęło się w XIX wieku

Chęć latania towarzyszyła ludziom od niepamiętnych czasów. Twórcą skoków nazywa się Sondre Norheima z norweskiego Telemarku, a dziś przyjmuje się, że skoki narciarskie narodziły się już w latach 60. XIX wieku. Norweg wpisał się także na listę pierwszych rekordzistów w skokach, a jego najlepszy oficjalny wynik to 19,5 metra.

Niedługo potem, bo już w 1882 roku otwarto pierwszą prawdziwą skocznie narciarską - Norheim również miał w tym spory udział. Obiekt zbudowano oczywiście Oslo Holmenkollen, a zawodnicy mogli osiągać zawrotne jak na XIX wiek - trzydzieści metrów.  

Pierwsze igrzyska w Chamonix Pierwsze igrzyska w Chamonix Chamonix IO

Prostopadle i rozpaczliwie

Skoki narciarskie zagościły już na pierwszych zimowych igrzyskach olimpijskich w 1924 roku we francuskim Chamonix. W tamtych zawodach wzięło udział 27 sportowców z dziewięciu krajów, a zwycięzcą został Norweg Jacob Tullin Thams, który dwa razy osiągał 49 metrów. Wtedy jeszcze skoczkowie latali z prostopadle ułożonymi nartami w stosunku do ciała, przy okazji nieporadnie wymachiwali rękami. W późnych latach 20. Thams stał się jednak prekursorem bardziej opływowej sylwetki, której zawodnicy zaczęli używać w latach 30. dwudziestego wieku. 

Nebraska State Historical Society Moving Image Collections Nebraska State Historical Society Moving Image Collections Nebraska State Historical Society Moving Image Collections

Ręce do góry

Prawdziwa rewolucja nastała jednak po drugiej wojnie światowej. Wówczas przyszła moda na loty z rękami wyciągniętymi do przodu. Miało to zwiększać powierzchnię nośną zawodników i pozwalać na dłuższe skoki. Styl miał jednak swoje wady, a największą było utrudnione podejście do lądowania. Nie bez powodu połowa skoków kończyła się upadkami.

Niektórzy zawodnicy, szczególnie w latach 50 latali także z rękami mocno wychylonymi do tyłu. 

Matti Nykanen styl klasyczny Matti Nykanen styl klasyczny Wikimedia

Pięknie i klasycznie

Później przyszła moda na styl, który dzisiaj nazywamy klasycznym. Mocno nachylona sylwetka, równolegle ułożone narty i gracja w powietrzu. Takie skoki mogliśmy oglądać w późnych latach 60. Co więcej właśnie w tym stylu Polska zdobyła swój pierwszy złoty medal na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Mowa oczywiście o złocie Wojciecha Fortuny w 1972 roku.

Niewiele osób pamięta, ale Wojciecha Fortuny miało zabraknąć na igrzyskach rozgrywanych w Japonii. Polak prezentował słabą formę, a na ostatnich mistrzostwach Polski przed igrzyskami był dopiero dziesiąty. Jednak tuż decyzją o składzie kadry na IO w Sapporo jego forma zaczęła wzrastać, a trener zdecydował się na powołanie 19-latka - była to prawdopodobnie jego najlepsza decyzja w karierze.

Wojciech Fortuna Wojciech Fortuna

Cudowny lot Fortuny

W pierwszym konkursie na Myjanomori Fortuna był szósty i pokazał, że może walczyć o najwyższe cele. To, co stało się jednak w konkursie na dużej skoczni przeszło oczekiwania wszystkich. W pierwszej serii Fortuna poleciał aż 111 metrów, a jego skok dostał najwyższą notę w ówczesnej historii dyscypliny. W drugiej serii było już znacznie gorzej, ale przewaga z pierwszej próby i tak wystarczyła na wygranie złota olimpijskiego. Fortuna wyprzedził Waltera Steinera o 0,1 pkt i do kraju wrócił w glorii chwały. Do dziś krąży nawet legenda, że japońska telewizja była pod takim wrażeniem lotu Fortuny, że do końca dnia pokazywała ten skok jeszcze 85 razy.

Talizmanem Wojciecha Fortuny była wówczas szczęśliwa czapka, która została mu podarowana przez alpejczyka - Andrzeja Bachledę. Niestety, nakrycie było odrobinę za duże, ale Bachleda stwierdził, że to szczęśliwa czapka i Fortuna musi w niej startować.  Po powrocie do Polski czapka trafiła w ręce Stanisława Bobaka, który miał dzięki niej osiągać większe sukcesy.

Piotr Fijas w Planicy Piotr Fijas w Planicy Screen ZDF

Piotr Fijas i lot w bok

W kolejnych latach polscy skoczkowie nie mieli już tak wielkich osiągnięć, choć zdarzały się im całkiem dobre rezultaty. Warto wspomnieć o roku 1980 i dublecie, który udało się wywalczyć Piotrowi Fijasowi i Stanisławowi Bobakowi. Biało-czerwoni zajęli dwa pierwsze miejsce w czasie konkursu w Zakopanem i pierwszy raz w historii zdarzyło się, by dwóch Polaków stanęło na podium Pucharu Świata.

Piotr Fijas zapisał się w historii polskich skoków jako pierwszy zdobywca medalu na mistrzostwach świata w lotach. Fijas może się również pochwalić fenomenalnym wynikiem, który w 1987 roku udało mu się osiągnąć na skoczni w Planicy. Polak poleciał wówczas aż 194 metry i aż przez siedem lat dzierżył nieoficjalny rekord w długości lotu. Fijas był także ostatnim rekordzistą, który latał w stylu klasycznym. Styl Piotra Fijasa był jednak bardzo ciekawy, bo Polak układał narty nieco bardziej w prawo i dzięki temu miał doskonałą widoczność w czasie lotu, a jednocześnie zwiększał swoją powierzchnię nośną.

Jan Boklev Jan Boklev sverigesradio.se

Kto wymyślił styl V?

Pod koniec lat 80. Szwed Jan Boklev przypadkowo odkrył nową technikę latania, czyli doskonale znany dziś styl V. Szwed w jednej ze swoich prób popełnił błąd, a narty rozjechały mu się w powietrzu. Boklev poleciał jednak zdecydowanie dalej niż mógł przypuszczać, a sprawą zainteresował się norweski profesor. Specjalista aerodynamiki stwierdził, że rozłożenie nart zwiększa powierzchnię nośną skoczka o około 35%, a wyniki badań szybko dostarczył norweskiej federacji. Ta jednak nie chciała myśleć o zmianie skoków, a styl klasyczny uznawano wówczas z jedyny słuszny.

Boklev nic sobie z tego nie robił i latał zdecydowanie dalej niż jego konkurenci, a w sezonie 1986/1987 sięgnął po Puchar Świata, i to mimo tego, że sędziowie przyznawali mu bardzo niskie noty za styl.  Tuż po zmianach zapoczątkowanych przez Bokleva Austriacy przeprowadzili badania w Instytucie Biofizyki w Grazu. Analizy również wykazały, że lecąc z nartami ułożonymi w kształt litery V, skoczek może zwiększyć swoją powierzchnię nośną aż o 26-28 procent.

W sezonie 1991/92 austriacka kadra zaczęła skakać nowym stylem, a Ernst Vettori został pierwszym w historii zawodnikiem, który wygrał zarówno stylem klasycznym, jak i "V".

Bokleva uznaje się za prekursora tego stylu, ale mało kto wie, że pierwszą osobą, która jako pierwsza latała tym stylem był Polak, Mirosław Graf (obecny burmistrz Szklarskiej Poręby). Skoczek latał w ten sposób już w drugiej połowie lat 60. ubiegłego wieku.  Miał on jednak pecha do trenerów, którzy nazywali te próby rozpaczliwymi i robili wszystko, by zmienił swoje skoki.

W późniejszych latach styl V mocno ewoluował, a dziś wielu zawodników lata z szeroko rozłożonymi nartami, które prowadzone są w sposób równoległy. Jeden z prekursorów tej odmiany był Bjoern Einar Romoeren, który właśnie w ten sposób osiągnął legendarne już 239 metrów na starej skoczni do lotów w Planicy


Sport.pl


Poprzednie odcinki olimpijskiego cyklu:

Odc 1. W Pjongczangu lepiej skakać bliżej, ale w lepszym stylu

Odc 2. Zdradzamy tajemnice kombinezonów do skoków narciarskich