Ciekawe czy według trenera Roiga Iga Świątek była w swoim pierwszym meczu w Pekinie tenisistką bardziej ziemną, czy stołową.
To oczywiście tylko żarty. Polka wygrała pewnie, jej zwycięstwo było niezagrożone. Ale w takich meczach i Idze, i jej szkoleniowcowi chodzi o dużo więcej niż tylko o wynik. - Nie wszystko musi dziać się tak szybko. Musimy grać w tenisa, a nie w ping-ponga na zasadzie: bach, bach, bach - mówił niedawno Hiszpan w Radiu Zet. W sobotę "bach, bach, bach" pewnie było trochę więcej niż Roig by chciał.
Xinyu Gao jest dopiero 244. w światowym rankingu. W pierwszej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie sprawiła niespodziankę, pokonując 79. na świecie Pannę Udvardy (6:2, 6:3). Ale w drugiej rundzie Chinka nie mogła sprawić sensacji. Bo jej rywalką była Iga Świątek.
W porządku, Polka jest dziś daleko od pozycji zdecydowanej liderki rankingu (zajmuje dziewiąte miejsce) i rozgrywa zdecydowanie słabszy sezon od kilku poprzednich, nawet od ostatniego, z którego już też sama nie była w pełni zadowolona. Ale nawet mimo gorszych wyników i długiej przerwy – w pierwszej rundzie w Pekinie miała wolny los, minął więc prawie miesiąc od jej ostatniego meczu – Świątek była tak wielką faworytką, że sztuczna inteligencja dawała Gao zaledwie siedem procent szans na zwycięstwo.
"Nie ma wątpliwości, że Iga Świątek jest gotowa bez większych problemów awansować do trzeciej rundy po pewnym zwycięstwie nad chińską zawodniczką z dziką kartą, która będzie miała szczęście, jeśli w tym meczu wygra więcej niż dwa gemy" – pisano w zapowiedziach. Finalnie Gao ugrała więcej niż dwa gemy. Ale to nieważne. Dla nas liczy się to, co i jak Świątek przetestowała po powrocie na kort.
Po tym jak Świątek odpadła w czwartej rundzie US Open, do mediów wyszedł jej trener. Francisco Roig pracuje z Polką od kwietnia, a teraz udzielił pierwszych dłuższych wywiadów na temat kierunku, w jakim zmierza z naszą sześciokrotną mistrzynią wielkoszlemową.
- Chciałbym zobaczyć zawodniczkę, która po prostu gra i nie czuje, że musi posyłać winnery. Ma sprawiać rywalce dyskomfort. Niekiedy obserwuję wymiany, w których odnoszę wrażenie, że Iga popełnia błąd wcześniej niż druga zawodniczka tylko dlatego, że podejmuje zbyt duże ryzyko i chce grać za szybko. Czasami warto się uspokoić i zagrać po prostu właściwe uderzenie. Nie w każdym punkcie trzeba próbować zrobić rywalce krzywdę. Można sprawić jej problemy jakością uderzenia, a nie tym, że wszystko zagrywa się bardzo szybko. I właśnie nad tym pracujemy – mówił w Radiu Zet. - Pierwsza zasada w tenisie jest taka, żeby ich [niewymuszonych błędów] nie robić. Jestem pewien, że kiedy Iga nie przechodziła dalej, często przegrywała sama. To nie było tak, że druga zawodniczka ją pokonywała. To my przegrywaliśmy – dodawał hiszpański szkoleniowiec.
- Nie wszystko musi dziać się tak szybko. Musimy grać w tenisa, a nie w ping-ponga na zasadzie: bach, bach, bach – tłumaczył Francisco Roig.
O ping-pongu trener Igi Świątek mówił w każdym wywiadzie. - Nie musisz grać szybko, kiedy masz świetne nogi i pewne uderzenia. Potrzebujemy, by piłka latała mądrze; to nie jest gra w ping-ponga – przekonywał w rozmowie z Onetem. A w hiszpańskim Eurosporcie mówił tak: - W przypadku Igi jest dużo więcej kwestii mentalnych niż technicznych… Ale technicznych rzeczy również jest sporo. Jak chcesz wygrywać? To jest pytanie. Iga ma bardzo dobre nogi — pod względem poruszania się po korcie jest w światowej czołówce, więc nie zależy nam na tym, żeby wymiany kończyły się szybko. Nie chcemy grać w ping-ponga. Chcemy, żeby piłka trochę polatała, a my wykorzystamy całą powierzchnię kortu.
Świątek przez ten prawie miesiąc między US Open a turniejami w Azji nie mówiła nic. Skupiła się na pracy. Po Wimbledonie była w takiej pracy na tyle skuteczna, że wróciła i wygrała "tysięcznik" w Toronto – to był jej pierwszy turniejowy triumf od 11 miesięcy. Następnie doszła do półfinału w turnieju WTA 1000 w Cincinnati i do czwartej rundy US Open. Czy teraz Iga wraca po przerwie na treningi z taką siłą, jak ostatnio? I czy paliwa wystarczy jej na dłużej? Najlepiej na aż cztery turnieje w Azji, które w teorii mogą dać tyle punktów, żeby Polka załapała się do kończących sezon WTA Finals?
Mecz z Gao oczywiście nie dał nam wszystkich odpowiedzi. – Nie zrywaj tak! – krzyknął ktoś najpewniej z boksu Polki, gdy ta zepsuła kolejny forhend na początku drugiego seta. Pierwszego gema tej partii Świątek skończyła dwoma z rzędu forhendami z powietrza – jednym trochę niecelnym, a drugim posłanym prawie w trybuny. - Bezdyskusyjnie forhend jest dzisiaj pewnym ograniczeniem Igi – stwierdził wtedy Żelisław Żyżyński, który komentował mecz w stacji Canal+ razem z Klaudią Jans-Ignacik.
W tamtym momencie było 6:2, 0:1 i Świątek serwowała. Absolutnie nie było powodu, żeby się martwić o wynik meczu. Ale w samej grze Polki widać było pewne niedostatki. Ping-pong czasami brał w niej górę nad tenisem. Pośpiech czasami Igę gubił. Oczywiście rywalka – choć była bardzo waleczna i ambitnie szukała swoich szans – nie była w stanie poważnie zagrozić naszej faworytce. Ale może być tak, że już w kolejnej rundzie Świątek będzie musiała grać bardziej to, do czego próbuje ją przekonać trener. Bo rywalka będzie dużo groźniejsza – 40. w światowym rankingu Donna Vekic.
Za pierwsze zwycięstwo w tegorocznym azjatyckim cyklu dla Świątek brawa. Polka wygrała 6:2, 6:3, a w całym meczu według turniejowych statystyk zagrała 17 uderzeń kończących i popełniła 19 niewymuszonych błędów. Błędów pewnie było więcej - Żyżyński zdradził na koniec, że samych niewymuszonych forhendowych pomyłek naliczył Idze 20.
Zapewne na te błędy będzie patrzył Francisco Roig. Trener na pewno dobrze wie, że jeszcze w 2023 roku Iga potrafiła wygrać turniej w Pekinie, nie popełniając w finale (6:2, 6:2 z Ludmiłą Samsonową) ani jednego niewymuszonego błędu! A w ubiegłym roku z tym samym turniejem Iga żegnała się po aż 70 niewymuszonych pomyłkach w meczu czwartej rundy z Emmą Navarro (4:6, 6:4, 0:6). Roig wie najlepiej, jak dużo w meczach Igi zależy od Igi. Obyśmy w tym turnieju i w ogóle w całej końcówce sezonu widzieli, że Świątek zachowuje spokój i tym spokojem oraz sportową klasą zapewnia sobie szóste z rzędu w swej przebogatej karierze granie w WTA Finals.