Żal patrzeć, co dzieje się na konferencjach Rybakiny. Problem ciągle narasta

W Jelenie Rybakinie widzę znakomitą tenisistkę i zarazem skromną, zawstydzoną i wycofaną dziewczynę. Przykro patrzy mi się na to, jak wyglądają jej relacje z dziennikarzami. I szkoda, że problem tylko narasta - pisze z Paryża Łukasz Jachimiak, wysłannik Sport.pl na Roland Garros.

- Jak się czujesz fizyczne w porównaniu do ubiegłego roku, gdy musiałaś się wycofać po drugim meczu?

- Na pewno fizycznie czuję się o wiele lepiej niż w zeszłym roku. Wtedy miałam covid, więc oczywiście teraz jest znacznie lepiej. Pytania są takie same, więc już nie wiem, co powiedzieć.

- Dotarłaś tu kiedyś do ćwierćfinału, wygrałaś też już turniej wielkoszlemowy, więc wiesz, jak to jest. Jak myślisz, co musisz zrobić, żeby tutaj zdobyć tytuł?

- To całkiem proste: musisz ciężko pracować, musisz zrobić wszystkie rzeczy, których zwykle nie chcesz robić. Proste pytania, proste odpowiedzi. A więc coś jeszcze?

- Czy dobrze myślę, że masz po raz pierwszy spersonalizowany strój od firmy Yonex?

- Nie, w zeszłym roku też grałam w Yonexie.

- Co sprawiło, że zdecydowałaś się na te kolory i jak wygląda proces wybierania przez ciebie strojów?

- Te kolory? Ja nie wybierałam tych kolorów. To marka wybrała dla mnie. Może kilka innych pytań?

Zobacz wideo Skarga na dziennikarza Polsatu

To kilka pytań, jakie Jelenie Rybakinie zadali dziennikarze na konferencji prasowej po jej pierwszym meczu na tegorocznym Roland Garros.

Dziennikarze proponują różne kierunki, Rybakina nie chce pójść w żadnym

Na wtorkowym spotkaniu z Kazaszką dziennikarze byli zaskoczeni jeszcze bardziej niż zwykle. Przywykliśmy już do tego, że Jelena jest oszczędna w słowach. Osobiście widzę to tak, że konieczność odpowiadania na pytania reporterów z różnych stron świata ją peszy. Ale chyba nie da się wszystkiego tłumaczyć zawstydzeniem. Coraz częściej odnosi się wrażenie, że Rybakina jest nieuprzejma.

Można powiedzieć, że pytania się powtarzają, że są nudne, niewłaściwe, złe, nawet głupie, jak twierdzą niektórzy kibice. Ale naprawdę wszystkie pytania? Naprawdę nie ma ani jednej rzeczy, o której Rybakina chciałaby opowiedzieć?

Znany tenisowy dziennikarz Ben Rothenberg przesadza, oceniając, że Rybakina była we wtorek agresywna i bezczelna wobec prasy. Ale nie bez racji zauważa, że Rybakina to ktoś, kto walczy o docenienie tenisistek, a zupełnie nie stara się pomóc ludziom, którzy próbują pokazywać tenisistki jako interesujące osoby.

Pojawiła się i taka opinia, że można mieć pretensje do WTA o to, że nie promuje swoich zawodniczek, ale trzeba zauważyć, że ludzie od PR-u niewiele mogą zrobić, gdy jedna z czołowych zawodniczek przypomina robota.

Tu bardzo trudno się zgodzić z częścią dotyczącą zachowania Rybakiny na korcie - niech sobie na nim przypomina kogokolwiek, czy cokolwiek, to jej sprawa. Natomiast poza kortem naprawdę chciałoby się zobaczyć u niej zaangażowanie. Bo ono oznaczałoby zrozumienie, że nie tylko za granie, ale i za rozmawianie dostaje zapłatę.

Nie chodzi o to, żeby Rybakina na konferencjach dawała z siebie aż tyle, ile daje Iga Świątek. Albo Aryna Sabalenka. Generalnie trzeba zrozumieć, że każdy ma inną osobowość i uszanować, że Rybakina może nie czuje się najlepiej, siadając za konferencyjnym stołem. Ale jej ataki na tych, od których ten stół ją oddziela, nie są w porządku. Tylko na przytoczonym na wstępie fragmencie z najświeższej konferencji widać, że dziennikarze próbują pójść w różnych kierunkach, a zawodniczka nie chce ruszyć w żadnym.

Nie każdy musi być jak Iga Świątek. Ale jest "ale"

Niestety, nie jest tak, że Rybakina miała tylko jeden gorszy dzień. Przed turniejem najpierw swoją konferencję zapowiedziała na piątek, po czym organizatorzy bez wyjaśnień wycofali jej nazwisko z grafiku. Pytałem, czy konferencja z Jeleną odbędzie się w sobotę. Wtedy w biurze prasowym nie potrafiono mi odpowiedzieć - nikt nie wiedział.

Do konferencji doszło i w sobotę udało mi się nawet uzyskać szczerą odpowiedź od Rybakiny na pytanie o to czy trudniej gra jej się ze Świątek, czy z Sabalenką.

Ale na tym samym spotkaniu z dziennikarzami ona zirytowała się już po pierwszym pytaniu. Takim, które wypadało zadać nawet przez grzeczność - mianowicie o to, jak jej minęły ponad trzy tygodnie, odkąd rozegrała swój ostatni mecz (po Madrycie z powodów zdrowotnych opuściła Rzym i przyleciała grać dopiero na Roland Garros).

Dyskusja, jaka teraz rozgorzała w mediach społecznościowych jest oczywiście de facto kłótnią. Jedni protestują przeciwko twierdzeniu, że Rybakina chce funkcjonować w świecie rozgrywki jako jego ważna część, choć jednocześnie buntuje się przeciw byciu częścią właśnie tego świata. Ci twierdzą, że jedno wcale nie musi się łączyć z drugim, że rozrywki można przecież dostarczać tylko na korcie, a poza nim już nie trzeba. To stoi w sprzeczności z regulaminami, jakie tenisiści podpisują. Oni są zobligowani do brania udziału w konferencjach. Za pomijanie ich płacą kary. Rybakina nie pomija i nie płaci, ale w jakim stopniu tak naprawdę wywiązuje się ze swojego obowiązku rozmawiania z mediami?

Druga grupa uczestników dyskusji/kłótni o Rybakinę przytacza przykłady choćby Nadala, Alcaraza, Djokovicia Federera czy Świątek. Oni wszyscy na zadawane przez pytania dziennikarzy odpowiadają wyczerpująco. Tu w Paryżu byłem na konferencjach wszystkich wymienionych, którzy tu są (czyli wszystkich poza Federerem). Spotkania z nimi są ciekawe, jest interakcja, bywa zabawnie, nie czuje się, że ktoś robi coś na siłę, jakby za karę.

Nie mam większego problemu z tym, jak Rybakina podchodzi do swoich obowiązków medialnych - przyjmuję, że jest jak jest. Natomiast nie przyjmuję takiej wersji, że akurat ona jedna dostaje głupie/złe pytania. Podejrzewam - po dwóch jej konferencjach tu, w Paryżu - że zamiast uczestniczyć w tych wydarzeniach, czas można spędzić bardziej produktywnie. Ale jeszcze zamierzam te moje podejrzenia weryfikować.

Artykuł zacząłem od cytatów z wtorku, to i na takich cytatach skończę. To będą cytaty porównawcze.

1. Magdalena Fręch na spotkaniu z grupą polskich dziennikarzy, którzy pracują na Roland Garros, po swoim przegranym meczu z Darią Kasatkiną powiedziała tak: "Cały czas grałam wszystko na dużo większym ryzyku niż Dasza, ze względu na to, że warunki nie były takie, o jakich bym marzyła. Zamknięty dach powoduje, że jest zdecydowanie wolniej. I zamiast skończyć wymiany w trzech-czterech uderzeniach, musiałam to robić na sześć-siedem, a to się wiąże z dużo większym ryzykiem i w pewnym momencie pojawiają się błędy. To zadecydowało".

2. Rybakina grała na tym samym korcie (Suzanne Lenglen), pod tym samym dachem. Zapytana o warunki, jakie pod tych dachem panowały, odpowiedziała: "Zgaduję, że były takie same jak w poprzednich latach".

Dodajmy, że kort Suzanne Lenglen dach ma dopiero od tej edycji. Francuzi zrobili mu nawet inaugurację z pompą - po prostu nie dało się nie usłyszeć, że to nowa inwestycja. Zwłaszcza że okazuje się kluczowa. Przecież z powodu deszczu codziennie są tu przerywane mecze na wszystkich kortach niezadaszonych.

Cóż, może jednak z biegiem Roland Garros Jelena zechce trochę bardziej słuchać, co się wokół niej dzieje? I może też da w końcu dziennikarzom posłuchać siebie. Wnioski wyciągać potrafi, uczy się i rozwija świetnie - to wszystko widzimy na kortach. Może doczekamy się tego również poza kortami.

Czy Jelena Rybakina wygra Roland Garros 2024?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.