Fręch przekazała kapitalne wieści. Zostaje w Roland Garros

- Będziemy krytykować? - zapytała Magdalena Fręch polskich dziennikarzy na konferencji prasowej w Paryżu. Polska tenisistka przegrała z Rosjanką Darią Kasatkiną 5:7, 1:6 w pierwszej rundzie Roland Garros. Ale przekazała nam bardzo dobre wieści.

Do stanu 5:5 i 40:0 Magdalena Fręch rozgrywała bardzo dobry mecz z Darią Kasatkiną, 13. zawodniczką rankingu WTA. Dlaczego od tamtego momentu Rosjanka zaczęła dominować? Czy na przebieg meczu wpłynęła niedawna kontuzja Polki?

Zobacz wideo Skarga na dziennikarza Polsatu

Sześć dni temu Fręch doznała kontuzji kolana w meczu z Marketą Vondrousovą w Strasburgu. Tamto spotkanie dograła, a później przeszła badanie usg. Ono nie wykazało żadnych uszkodzeń. Ale w przedturniejowej rozmowie ze Sport.pl już w Paryżu Fręch mówiła, że wciąż czuje ból. I że kolano oszczędza.

Na mecz z Kasatkiną Polka wyszła z wieloma taśmami na kolanie. - Kolano było mocno otejpowane, ale tylko w celach zapobiegawczych. Nie wpłynęło w żaden sposób na przebieg meczu. Nie odczuwałam dyskomfortu. Kilka dni wystarczyło, żeby ono się zregenerowało. W ogóle nie miało wpływu na mecz - podkreśliła Fręch na konferencji prasowej.

- A co miało wpływ? Moment przy wyniku 5:5, 40:0? - zapytaliśmy.

- Na pewno tak. Tak naprawdę to nie straciłam tej przewagi po błędach. Pierwsza piłka to był skrót, który dostałam po taśmie, później to były piąte-szóste piłki w wymianach - przeanalizowała 49. zawodniczka światowego rankingu. - Zabrakło mi wtedy kropki nad "i". Inna sytuacja by była, gdybym prowadziła 6:5, inne by były emocje, a tak to Dasza miała już pewność gry i można powiedzieć, że grała już na dużo większym luzie - dodała Fręch.

Fręch zagra jeszcze debla

- Cały czas grałam wszystko na dużo większym ryzyku niż Dasza, ze względu na to, że warunki nie były takie, o jakich bym marzyła. Zamknięty dach powoduje, że jest zdecydowanie wolniej. I zamiast skończyć wymiany w trzech-czterech uderzeniach, musiałam to robić na sześć-siedem, a to się wiąże z dużo większym ryzykiem i w pewnym momencie pojawiają się błędy. To zadecydowało - mówiła dalej nasza tenisistka.

Natomiast decydująca nie okazała się kontuzja Kasatkina, przez którą na kilka minut zatrzymano mecz. W akcji, w której Fręch zdobyła punkt na 1:1 w drugim secie, Rosjanka poczuła ból w kolanie po doślizgu do piłki. Kasatkina na chwilę zeszła z kortu i korzystała z pomocy fizjoterapeuty. A po powrocie wygrała już wszystkie gemy do końca meczu.

- Ona sama przyznała w trakcie przerwy, że nie potrzebuje pomocy medycznej. Nie wpłynęło to na jej dyspozycję - oceniła Fręch.

Ale skupmy się na kolanie Polki. Skoro jest z nim dobrze, to znaczy, że Magda będzie mogła normalnie powalczyć w turnieju deblistek Roland Garros. Zgłosiła się do niego w parze z Bułgarką Wiktoriją Tomową.

A po French Open ona chce grać na miarę tego, co zaprezentowała w pierwszym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym. W styczniu w Australian Open doszła do czwartej rundy. To jej życiowy wynik.

Fręch przyjmuje tylko taką krytykę

- Będziemy krytykować? - zapytała nas Magda trochę niepewnie. Sama podkreśla, że po przegranym meczu z Kasatkiną na pewno się nie załamie. - Taktyka była prosta: rozganianie lewo, prawo i wejście do przodu. Na początku to się udawało, później piłki zaczęły kapcieć, wymiany zaczęły się przedłużać, zaczęły się pojawiać błędy, a Dasza nie popełniała żadnych. Ona nie była moją wymarzoną przeciwniczką na tej nawierzchni w pierwszej rundzie i jeszcze w takich warunkach - podsumowywała. - Na pewno jest zdecydowany postęp w porównaniu z tym, co grałam niedawno. A porównując do zeszłego roku, to jest przepaść. Będę się dalej starała cały czas utrwalać tę grę i poprawiać ją na jeszcze agresywniejszą, żeby tam, gdzie jest wolniej, jeszcze szybciej zamykać akcje - dodawała.

- Absolutnie nie traktuję tego jak porażki. Przegrałam mecz z zawodniczką rozstawioną tu z numerem 10, która była tu w półfinale [w 2022 roku] i czwartych rundach. Dodatkowo ziemia nie jest moją ulubioną nawierzchnią, preferuję dużo szybsze warunki. Absolutnie nie będę się załamywać. To kolejne doświadczenie. Co do krytyki, to najważniejsza jest konstruktywna od teamu. I tylko ją przyjmuję - zakończyła Fręch.

Czy Magdalena Fręch dojdzie jeszcze w tym sezonie dalej niż do czwartej rundy turnieju wielkoszlemowego?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.