Na czwartej rundzie zakończyła się przygoda Igi Świątek w tegorocznym US Open. Polka przegrała 6:3, 3:6, 1:6 z Jeleną Ostapenko i nie obroniła tytułu zdobytego przed rokiem. Utrata punktów rankingowych kosztowała ją pozycję liderki w klasyfikacji kobiet. Wyprzedziła ją finalistka tej imprezy Aryna Sabalenka.
Pożegnanie 22-latki było przykre, biorąc pod uwagę raptem jeden wygrany gem w konfrontacji z Ostapenko. Łotyszka jest bardzo niewygodną przeciwniczką dla Świątek, o czym świadczy bilans bezpośrednich pojedynków między obiema zawodniczkami. Wynosi on 4:0 na korzyść triumfatorki Roland Garros z 2017 roku.
Bardzo krytyczny wobec postawy Polki w tej niedawnej konfrontacji w Nowym Jorku był Lech Sidor, ekspert Eurosportu. - Patrzyłem na to spotkanie i zastanawiałem się, dlaczego po wygraniu seta Iga wciąż była tak spięta. Ona była bardzo zdenerwowana, a generalnie jest tak, że gdy grasz mecz na styku, to wygrany set trochę cię uspokaja i dodaje pewności siebie. A tutaj odwrotnie, ona była jeszcze bardziej nerwowa - powiedział Lech Sidor w tenisowym programie na antenie "Meczyków".
Po wygraniu pierwszej partii przez Polkę, na korcie zaczęła dominować Ostapenko, która wygrała resztę pojedynku, oddając rywalce raptem cztery gemy. - Potem Iga, nie zmieniając kompletnie nic w swojej grze, spadała w przepaść. Niezadowolony jestem przede wszystkim z jednej rzeczy. Iga zawsze był krnąbrna, ale lubiła interakcje z własnym obozem. Natomiast nie wiem, co się wydarzyło z całym sztabem, ale siedzieli tam wszyscy w czwórkę, a ja miałem wrażenie, że byli po pavulonie. Tak zwiotczali siedzieli. Nikt nie był w stanie zareagować. Fajnie się dopinguje i się siedzi w boksie, jeśli zawodniczka gra i wyniki są super - kontynuował.
- Popatrzcie na to, co działo się boksach u zawodniczek i zawodników przez cały turniej, one "grały". A tutaj nie było żadnej interakcji. Iga krzyczała, było to słychać z kortu. Ona wiedziała, że spada w tę przepaść, a tam nie było żadnej pomocy. Nikt jej nie poradził. Wiktorowski siedział jak mumia i nie wydobył z siebie żadnej uwagi. Iga wyciągała błagalnie wzrok w ich stronę, szukała pomocy, a jej nie było - podsumował Lech Sidor.
Ekspert dodał, że nawet jeśli ustalenia między tenisistką a sztabem nie uwzględniają zbyt dużej komunikacji w trakcie meczu, to mimo to rolą trenera jest zareagować oraz spróbować podpowiedzieć, gdy widzie, że zawodniczka nie radzi sobie z mocno grającą rywalką i nie zmienia swojego sposobu gry. - Musisz mieć plan B. Czy Iga go miała i wdrożyła w życie? - zapytał na koniec retorycznie.