Wimbledon 2014. Kania: Ja tu jeszcze wrócę

Debiutująca w Wielkim Szlemie Paula Kania przegrała w I rundzie Wimbledonu z drugą rakietą świata Chinką Na Li 5:7, 2:6. Polka, która do tej pory tylko trzykrotnie grała z zawodniczkami z pierwszej setki rankingu WTA, pokazała na korcie centralnym odważny tenis, ale w decydujących momentach górę wzięło większe doświadczenie Chinki. - Wielkiej różnicy w poziomie gry między nami nie było, może zabrzmi to nieskromnie, ale ja tu jeszcze wrócę - mówiła po meczu Polka.

Jakub CiastońJakub Ciastoń Fot. Jacek Dymkowski Nadzieja na sensację była, bo 32-letnia Li po styczniowym zwycięstwie w Australian Open i marcowym finale w Miami nieco wyhamowała. Wiosną wielkich sukcesów nie odnosiła, na czerwonej mączce dawała się kilka razy zaskakiwać, miesiąc temu odpadła w I rundzie Roland Garros z Francuzką Kristiną Mladenović, 103. tenisistką z listy WTA. Na trawie nie zagrała żadnego turnieju.

Pochodząca z Sosnowca Kania w rankingu jest 175. i wielki tenisowy świat oglądała dotąd głównie w telewizji. W Szlemie debiutuje - w Londynie po raz pierwszy udało jej się przejść przez kwalifikacje. Na co dzień nie ma nawet okazji spotkać tenisistek z czołówki, bo gra w zupełnie innych, znacznie niżej punktowanych turniejach. Ze statystyk zamieszczonych na stronie WTA wynika, że w całej karierze zagrała dotąd ledwie trzy mecze z tenisistkami z pierwszej setki rankingu - najwyżej notowaną zawodniczką, z którą udało jej się wygrać, była Stephanie Foretz. Francuzka zajmowała 83. lokatę, gdy Kania ograła ją w 2012 r. w turnieju ITF w Astanie.

Konfrontacja z Li, zarabiającą rocznie 15 mln dol., trenowaną przez wielkiego trenera Carlosa Rodrigueza, na korcie centralnym Wimbledonu, tuż po meczu otwarcia z udziałem Andy'ego Murraya - to mogło u 22-letniej debiutantki wywołać drżenie rąk. Ale nic takiego nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, Polka zaczęła mecz odważnie, uderzała mocno, umiejętnie kontratakowała, kilka razy oszukała Chinkę skrótami. Li sprawiała na początku wrażenie zagubionej. - Nie mogłam się przyzwyczaić do gry rywalki, bo nigdy wcześniej z nią nie grałam - przyznała później Chinka.

Kania wyszła na prowadzenie 3:1, na trybunach ktoś krzyczał "Go, Paula!", dało się odczuć, że kort centralny tego dnia jest po polskiej, teoretycznie słabszej, stronie. Ale Polka tego tempa i napięcia nie wytrzymała. Chinka na początku myliła się, nie mogła znaleźć właściwego rytmu, ale w końcu zaczęła grać lepiej. Od stanu 5:3 nie dała już Kani ugrać w pierwszej partii ani jednego gema. W drugim secie, mimo zaciętej końcówki (Polka obroniła kilka piłek meczowych), faworytka kontrolowała, co działo się na korcie.

Tenis, który pokazała Kania, na pewno mógł się jednak podobać. Polka grała odważnie, zaciskała bojowo pięść, to był tenis "na tak" w dobrym wydaniu, choć nie zawsze celny i skuteczny.

- Dzień przed meczem poszłam na kort centralny, żeby zobaczyć, jak to wygląda, i trochę się oswoić. Dobrze się tam czułam, nie byłam spięta, wyszłam na luzie, nie było jakiejś specjalnej presji - mówiła Kania po meczu polskim dziennikarzom. - Rozczarowana byłam tylko, że nie było kompletu widzów. Na Murrayu full, a na moim meczu dużo pustych miejsc. Pomyślałam sobie: "Co, na Kanię nie przyszli?!" - żartowała Polka, z którą nie trzeba długo rozmawiać, by wyczuć, że jest pewną siebie i pozytywnie nastawioną do świata osobą.

Przejście kwalifikacji w Londynie i porażka w I rundzie da jej 50 pkt do rankingu WTA, co pozwoli na awans w rankingu, choć nieznaczny, bo żeby przebić się do setki, potrzeba dużo więcej. Najlepszą wiadomością dla młodej Polki będzie pewnie to, że jej budżet zasili czek na 27 tys. funtów. To najwyższa wypłata w jej karierze.

- Może zabrzmi to nieskromnie, ale myślę, że stać mnie na taki poziom gry, żeby regularnie grać w takich turniejach. Ja tu jeszcze wrócę - mówiła Kania,

Opowiadała, że od pięciu lat nie korzysta już w pomocy rodziców, sama kieruje swoją karierą. Nie ma poważnych sponsorów ("to temat rzeka"), dorabia, grając m.in. w lidze niemieckiej.

Korzystasz z Gmaila? Zobacz, co dla Ciebie przygotowaliśmy

Czy Paula Kania awansuje wkrótce do pierwszej setki WTA?
Więcej o: