Najbardziej zmarnowany talent polskich skoków. Miał być nowym Małyszem

Miał być nowym Adamem Małyszem. Skoczkiem, który zdominuje świat skoków tak, jak zrobił to z Thomasem Morgensternem. Niestety okazało się, że kariera Mateusza Rutkowskiego była krótka, ale bardzo intensywna. Nie zabrakło w niej sukcesów, alkoholu, zachłyśnięcia się popularnością i nieudanej próby powrotu na szczyt. Po kilkunastu latach wydaje się, że nawet Rutkowski skoncentrowany w pełni na skokach, też mógłby mieć spore problemy w profesjonalnym sporcie, a wszystko przez budowę ciała. Dziś z rodziny Rutkowskich skacze już tylko 14-letni syn Mateusza, Seweryn.

"Tydzień z..." to nowy cykl na Sport.pl, w którym codziennie, przez siedem dni publikujemy artykuły dotykające wspólnego tematu. Od 13 do 19 kwietnia piszemy o najbardziej niespełnionych polskich talentach.

Talenty czystej wody. Ludzie, którzy mają wręcz wrodzone predyspozycje do uprawiania jakiegoś sportu rodzą się rzadko. Niestety tylko niektórzy potrafią w stu procentach wykorzystać swoje możliwości. Profesjonalny sport na najwyższym poziomie wymaga nie tylko talentu, ale przede wszystkim ciężkiej pracy podpartej wieloma wyrzeczeniami. A także odpowiedni psychiki, która pozwala rywalizować na najwyższym poziomie i wytrzymywać potężne obciążenia. Właściwie w każdym sporcie nie brakuje zawodników, którzy w wieku juniorskim osiągają niesamowite wyniki, ale po przejściu do wieku seniora słuch o nich zanika, a im na zawsze przypina się łatkę zmarnowanego talentu.

Mateusz Rutkowski. Najbardziej zmarnowany talent polskich skoków

Ten opis idealnie pasuje do Mateusza Rutkowskiego byłego polskiego skoczka, który urodził się 18 kwietnia 1986 roku. Gdyby jego kariera potoczyła się tak, jak mu wróżono, to być może od miesiąca pisalibyśmy o zawodniku, który dopiero co zakończył sportową karierę przepełnioną pasmem fascynujących zwycięstw. Prawie 34-letni dziś Rutkowski od lat żyje w cieniu, a z profesjonalnym sportem dał sobie spokój w 2007 roku. Nieco ponad trzy lata po swoim największym w życiu osiągnięciu.

Sezon życia i pierwsze mistrzostwo świata juniorów w historii

Najlepszy sezon w jego karierze to zdecydowanie kampania 2003/2004. Rutkowski trenował wtedy najmocniej. Bał się nowego szkoleniowca kadry B Heinza Kuttina i nie chciał mu podpaść. Za tym poszły także wyniki sportowe, bo na początku 2004 roku wygrał swój pierwszy konkurs Pucharu Kontynentalnego. Miało to miejsce w Planicy. Dzięki temu awansował do Pucharu Świata i w Libercu zdobył swoje pierwsze punkty PŚ, a w Zakopanem był już 15. Media coraz mocniej zaczęły się interesować młodym talentem po mistrzostwach Polski, gdy przegrał tylko z Adamem Małyszem (o zaledwie 3,2 pkt) i nie był nawet pełnoletni. Największe osiągnięcie miało dopiero nadejść. 

 

7 lutego 2004 roku to data, która zapisała się w historii polskich skoków narciarskich. To właśnie wtedy na mistrzostwach świata juniorów w norweskim Strynie Mateusz Rutkowski zdobył swój złoty medal w rywalizacji młodych skoczków. Prawie 18-letni Rutkowski pokonał wtedy między innymi Thomasa Morgensterna, który rok wcześniej wygrał złoto na Mistrzostwach Świata Juniorów w czeskim Libercu. Dzień po złotym medalu indywidualnym dołożył srebro w drużynie. Razem z nim skakali też Kamil Stoch, Stefan Hula i Dawid Kowal, ale to Rutkowski był z nich najlepszy.

Nowy bohater narodowy. Choć tylko przez chwilę

Potrzeba bohatera krajowego była wtedy bardzo duża, bo sezon 2003/2004 był przecież pierwszym bez wielkich sukcesów Adama Małysza. To właśnie wtedy legendarny skoczek miał swój kryzys, bo po kilku latach pracy wypaliła się współpraca ze sztabem Apoloniusza Tajnera. Złoto Rutkowskiego było więc czymś niezwykłym. To na nim skupiły się media, wróżono mu wielką karierę i na każdym kroku podkreślano, że pokonał on Thomasa Morgensterna, czyli cudowne dziecko austriackich skoków.

Rutkowskiego chwalił także sam Adam Małysz. Po latach dyrektor polskich skoków w niedawnej rozmowie ze Sport.pl mówił: - Niestety, Mateusz sam zmarnował sobie talent. To nie jest tak, że wszyscy kładli mu kłody pod nogi. Dostał wszystko, co miał w tamtym momencie najlepsze. Talent miał i to było widać, ale niestety go nie wykorzystał. 

Zobacz wideo Rozmowa na temat Mateusza Rutkowskiego w drugiej części materiału

Niestety później zamiast o kolejnych sukcesach Rutkowskiego zaczęto pisać o jego problemach i kolejnych małych skandalach z udziałem zawodnika. Słabsze skoki przyniosły informacje o tym, że Rutkowski ma problemy z nadwagą. Pojawiły się problemy z dyscypliną. 

"Niech mnie wyrzucają"

Przed laty Robert Błoński opisywał w "Gazecie Wyborczej", jak po jednym ze skoków treningowych w 2004 roku na skoczni w Kuusamo wziął do ręki krótkofalówkę i wysłuchał oceny ze strony Heinza Kuttina. Po chwili rzucił do dziennikarzy - "Ale pierd..., co?" Później na groźbę wyrzucenia z kadry stwierdził: - Niech mnie wyrzucają, a jak przyjdą zawody i tak zadzwonią, bo nie będzie miał kto skakać - mówił beztrosko. Po latach przyznał, że wstyd mu za tamte słowa. 

Z kadry ostatecznie wyleciał w maju 2005 roku. Rutkowski został wyrzucony po tym, jak policja odebrała mu prawo jazdy za jazdę po pijanemu. - Wszystko zaczęło się od zabrania mi prawa jazdy. Od razu odsunęli mnie z kadry. Nie jestem związany z organizacją PZN. Byłem wtedy w domu. Co mają prywatne rzeczy do reprezentacji? - wspominał w rozmowie z TVN24 w 2014 roku.

Koniec kariery i życie po życiu

Spirala problemów zaczęła się nakręcać. Skoczek ważył coraz więcej i skakał coraz krócej. Gdy w 2006 roku dostał ultimatum od swojego sponsora, wiedział, że musi schudnąć około 15 kilogramów, by wrócić do kadry narodowej. Schudł 12. Jednak wszyscy trenerzy patrzyli już na niego z większym dystansem. - Pewnego razu w Zakopanem były eliminacje. Pierwsza szóstka miała jechać na Puchar Świata, druga - na Puchar Kontynentalny. Byłem czwarty, ale nie wziął mnie ani na Puchar Świata, ani na Puchar Kontynentalny - mówił w 2014 roku w rozmowie z TVN24.pl.

Rutkowskiemu nie udało się wrócić na najwyższy poziom i w 2007 roku podjął ostateczną decyzję o zakończeniu sportowej kariery. Wiedział, że przede wszystkim musi zarabiać pieniądze, by utrzymać rodzinę. Wiedział też, że skoki pieniędzy mu nie dadzą. Nie na takim poziomie.

Syn Rutkowskiego też skacze

W 2006 roku urodził się jego syn, Seweryn. Po latach mówił, że jeśli jego syn będzie chciał skakać na nartach, to on będzie go pchał w kierunku tej dyscypliny. Dziś 14-letni już Seweryn Rutkowski jest zawodnikiem klubu RUTKOWS-SKI prowadzonego przez Łukasza Rutkowskiego, czyli byłego reprezentanta Polski w skokach narciarskich, a prywatnie młodszego brata Mateusza. Czy będzie skoczkiem? Trudno powiedzieć. Na razie dobrze bawi się w skoki.

Mateusz Rutkowski stroni od udzielania wywiadów. Ostatniego dużego udzielił ponad pięć lat temu. - Mateusz nie chce rozmawiać z żadnym dziennikarzem. Zraził się. Mówi, że tak go obsmarowali, że już nigdy z żadnym nie będzie rozmawiał. A nie był jedynym złym. Według mnie wina była 50 na 50. Połowa po stronie Mateusza i połowa po stronie trenerów oraz związku - opowiadał w listopadowej rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem ze Sport.pl Łukasz Rutkowski.

Po 16 latach od swojego największego sportowego osiągnięcia w życiu Mateusz Rutkowski nie ma wiele wspólnego ze sportem. 34-latek pomaga jednak w klubie brata, gdzie dostał rolę członka zarządu. - Poza tym pracuje fizycznie, układa kostkę brukową. A najważniejszy jest dla niego syn, który u mnie trenuje - dodał młodszy z braci Rutkowskich.

Lepszy od Stocha i Żyły

W czasach juniorskich Mateusz Rutkowski był lepszy od Kamila Stocha, Piotra Żyły czy Stefana Huli. Trudno było go nawet porównywać z Dawidem Kubackim, który w wieku juniorskim nie był skoczkiem rokującym. Historia pokazała jednak, że od talentu ważniejsza jest pracowitość i sfera mentalna. Bracia Rutkowscy zaczynali swoją przygodę ze skokami od pracy z trenerem Józefem Jarząbkiem. Plotki głoszą, że trener już po kilku treningach powiedział dzieciom, że tylko bracia Rutkowscy mają predyspozycje, by dojść na najwyższy poziom. Tak też się stało. 

Rutkowski nie byłby nigdy mistrzem? Fizjologia mogła powiedzieć "nie"

Mateusz Rutkowski był złotym dzieckiem polskich skoków. Do dziś mówi się o nim, że to największy zmarnowany talent w tej dyscyplinie. Z perspektywy czasu można jednak odnieść wrażenie, że Rutkowski bez problemów z dyscypliną też miałby ogromne problemy w karierze seniorskiej. 

Mateusz Rutkowski jest w wieku Stefana Huli. Jest tylko rok starszy od Kamila Stocha i Piotra Żyły. Rutkowski musiałby więc dorównać im w treningu, w absolutnym wyżyłowaniu organizmu. Walce o każdy kilogram masy ciała. W drugiej połowie zakończonego niedawno sezonu Kamil Stoch chciał schudnąć jeden dodatkowy kilogram, który pomógłby mu na skoczni, ale nawet on nie dał rady. Dziś wydaje się, że problemy z wagą mocno utrudniłby Rutkowskiemu walkę na najwyższym poziomie. - Zawsze grubasek byłem. Dzwoniłem, pytałem trenerów, czemu mnie wywalili. Kazali schudnąć. Jak chudłem, siły nie miałem. Koło się zamykało - mówił w 2007 roku. 

Podobnego zdania jest też Adam Małysz. - Mateusz był "grubej kości". Żeby funkcjonować w skokach narciarskich, musiałby się bardzo, ale to bardzo pilnować. Skoczkowie muszą trzymać mocną dietę. To tylko pokazuje, jaki to jest rygorystyczny sport. Niektórzy tego nie wytrzymują. Wydaje mi się, że Mateusz nie tylko nie wytrzymał psychicznie tamtej popularności, ale sądzę, że naprawdę duże problemy miał jeśli chodzi o utrzymanie diety, która dla niego była katorżnicza - podkreślił Adam Małysz w rozmowie z naszym portalem.