PŚ w skokach. Maciusiak: Kruczek? Dużo się od niego nauczyłem

- Łukasz Kruczek przez osiem lat pracy z kadrą zrobił wiele i za to mu chwała - mówi nam Maciej Maciusiak, trener kadry B polskich skoczków narciarskich. Od piątku do niedzieli w Oslo u boku Kamila Stocha będzie startowało aż pięciu podopiecznych Maciusiaka. Relacja z konkursów w Sport.pl w sobotę i niedzielę.

Łukasz Jachimiak: W pierwszej połowie sezonu pańscy podopieczni z kadry B zdobyli w Pucharze Świata o 99 punktów więcej niż zawodnicy prowadzącego kadrę A Łukasza Kruczka. Można gorzko żartować, że przyczynił się pan do decyzji Kruczka o odejściu?

Maciej Maciusiak: Łukaszowi i chłopakom na pewno nikt nie odbierze sukcesów, jakie osiągnęli przez lata. Ten sezon jest słaby, ale oceniając trzeba patrzeć na całość. Łukasz przez osiem lat pracy z kadrą zrobił wiele i za to mu chwała. A ja? Tak inni trenerzy dużo się od niego nauczyłem. Wielka szkoda, że o odejściu Kruczka rozmawiamy w środku sezonu. To wielka przykrość nie tylko dla grupy Łukasza, ale dla naszej kadry też. Wszyscy teraz odpowiadamy na trudne pytania dziennikarzy, wszyscy odczuwamy dziwną atmosferę, a przecież trzeba się maksymalnie mobilizować, żeby cały luty i cały marzec były udane. Nieelegancko zachował się ktoś, kto nie zaczekał z tematem do końca zimy. Ale dobrze, że chociaż my sobie wszystko w środę wyjaśniliśmy. W Wiśle spotkaliśmy się wszyscy - prezesi, trenerzy, zawodnicy - porozmawialiśmy i myślę, że do końca sezonu dociągniemy w fajnej atmosferze.

Do środy trenerzy i zawodnicy nie wiedzieli, że Kruczek już jakiś czas temu postanowił, że to jego ostatni sezon?

- Szczerze - nie wiedzieliśmy, Łukasz nam nie powiedział. Były różne pogłoski, domysły, ale oficjalnej informacji nie było.

Chyba trudno o dobrą atmosferę w grupie, która się domyśla i plotkuje, zamiast po prostu wiedzieć?

- To prawda. Jesteśmy kadrą A i kadrą B, ale jedziemy na jednym wózku. Bywa, że mamy różne zdania, że się pokłócimy, ale dla dobra zawodników musimy dbać o atmosferę. W skokach ona często robi więcej niż treningi. Jest najważniejsza, przecież przebywamy ze sobą więcej niż z rodzinami.

"Kruczek mógłby zasięgnąć rady innych. Sugerowałem mu to, ale on uznał, że ma swój plan i będzie się go trzymał" - powiedział nam Adam Małysz. Pan też próbował pomóc i usłyszał od Kruczka coś takiego?

- Wolę opuścić to pytanie.

Maciej Kot był w Sapporo 12. i 13., Stefan Hula zajął tam 16. i 14. miejsce. Czy w Norwegii będą w stanie powalczyć o pozycje w czołowej "dziesiątce"?

- Oczywiście, że na to ich stać. Forma obu zwyżkuje, lepsi niż w Sapporo powinni być również Dawid Kubacki i Andrzej Stękała, a po Bartku Kłusku spodziewam się, że wywalczy punkty. "Dziesiątka" to już jest naprawdę top, żeby w niej być, to muszą być i optymalne skoki, i musi być trochę szczęścia. Ale widzę po chłopakach, że są coraz bliżej takich wyników.

Środowy trening w Wiśle pokazał, że nie wpadli w dołek po zmianie strefy czasowej?

- Każdy pracował nad innymi elementami, chciałem, żeby trening był luźny. Nie było potrzeby się spinać, czegokolwiek udowadniać, mimo że spotkały się kadry A i B, obecni byli wszyscy zawodnicy. My mieliśmy robić swoje. Najlepiej skakał Dawid, bardzo dobrze spisywali się Andrzej i Maciek, natomiast Stefan miał gorszy dzień, był ospały. Technicznie wszystko wyglądało w porządku, po prostu było po nim widać, że przytępił go trening motoryczny z poprzedniego dnia.

Mówi pan tylko o swojej grupie, czy cała wymieniona czwórka skakała lepiej od Kamila Stocha?

- Mówiłem o moich zawodnikach. Kamil prezentował się bardzo solidnie. Jego skoki wyglądały obiecująco, dużo lepiej niż w Japonii, z tego co widziałem w transmisji telewizyjnej.

Puchar Świata w Oslo też obejrzy pan siedząc przed telewizorem, mimo że aż pięciu z sześciu zawodników w naszej kadrze to pańscy podopieczni?

- Tak postanowiliśmy, ale wszystko jest umówione. Mój asystent Wojtek Topór poleciał do Skandynawii razem z chłopakami i z Łukaszem Kruczkiem, a ja w piątek ruszam z drugą grupą zawodników na Puchar Kontynentalny do Planicy.

Wiceprezes PZN Andrzej Wąsowicz mówił mi, że nie dogadaliście się przed Sapporo. Dlaczego w Japonii nie było nikogo ze sztabu pańskiej kadry, mimo że startowało w niej aż czterech skoczków kadry B i tylko dwóch kadry A?

- Nie dogadaliśmy się z Łukaszem, ale w środę w Wiśle już sobie wszystko wyjaśniliśmy. Zapewniam, że już do końca sezonu zawsze ktoś z naszej grupy na zawodach Pucharu Świata będzie.

Wspomniał pan o treningu motorycznym - od Michała Wilka, który opracowuje go dla skoczków naszych wszystkich grup wiem, że pańska kadra na siłowni pracuje najwięcej. Dlaczego wy w okresie przygotowawczym nad motoryką pracowaliście trzy razy w tygodniu, a nie dwa razy, jak zawodnicy Kruczka?

- Powiem szczerze, że nie wiem dokładnie, jak pod tym względem pracuje kadra A. Sam w lecie zastanawiałem się czy nie trenujemy w siłowni za dużo, ale uważałem, że trzeba mocno popracować, żeby wytrzymać cały sezon. Wiadomo, że tego treningu jest mniej, odkąd zaczął się Puchar Świata, bo dużo jest i skakania, i męczącego podróżowania. Ale cały czas o motorykę dbamy, oczywiście dla każdego skoczka trening jest zindywidualizowany. Optymalne cechy motorycznego dla wszystkich z osobna wypracowaliśmy dużo wcześniej, teraz dbamy tylko o to, żeby się utrzymywały. A Michał porównywać może najlepiej, bo pracuje z obiema grupami.

Jak pan sprawdza moc zawodników, nie mając takiej platformy, z jakiej korzysta trener Kruczek?

- Mieliśmy tę platformę mieć, ale nie mamy. Trudno, jak potrzebuję, to w każdej chwili możemy pomiar zrobić.

W każdej chwili, pod warunkiem, że przebywacie razem?

- Tak, jak jesteśmy z Łukaszem, to od niego pożyczamy.

Kot wygląda, jakby w końcu wracał do swojego najlepszego skakania, najstarszy w kadrze Hula jest jej najbardziej regularnym zawodnikiem i właśnie zalicza najlepszy sezon w karierze, pewnie do szczęścia brakuje panu Kubackiego w formie z lata?

- Oj, przydałoby się, żeby Dawid pokazał swój potencjał, jego stać na przebudzenie. Co do Stefana, to już mało kto w niego wierzył. Trenerzy i działacze widząc, że z nim pracujemy pytali "po co?". Ale my już w tamtym sezonie widzieliśmy, że Stefan się rozkręca, że trzeba mu dać szansę. On zacisnął zęby, my na niego postawiliśmy i jest efekt. Jak na swoje możliwości skacze naprawdę dobrze, zasługuje na brawa.

Rozumiem, że pan o rezygnacji nie myśli, że chce pan dalej pracować z kadrą B?

- Nie ma mowy o rezygnacji, to by było najgorsze posunięcie dla chłopaków. Dużo razem przepracowaliśmy, zaczęliśmy pokazywać, na co nas stać, może być tylko lepiej.

Chcąc znaleźć różnice między pracą waszą i kadry A wskazujemy pracę nad siłą, współpracę z psychologiem i co jeszcze?

- Z psychologiem jest tak, że na samym początku powiedziałem chłopakom, że nasza grupa specjalisty na stałe nie dostanie, ale każdy indywidualnie może z kimś takim pracować, a my pomożemy znaleźć dobrego psychologa. Maciek i Dawid się zdecydowali, współpracują i są zadowoleni. Niektórzy zawodnicy czasem się konsultują, kto chce, ten korzysta. Bardzo ważną osobą w naszym sztabie jest dietetyk, Magdalena Wieczorek. Dołączyła do nas latem, bardzo dużo pracuje, rozpisuje każdemu zawodnikowi, co i kiedy ma jeść. Od rana do wieczora, absolutnie każdy posiłek. I widzimy efekty, odpowiednie odżywianie naprawdę pomaga w regeneracji. Generalnie uznajemy, że warto wykorzystać każdą rzecz, która chociaż o kilka procent zwiększy nasze szanse na dobre wyniki.

Obserwuj @LukaszJachimiak

Brat Adama Małysza skakał? Co wiesz o rodzeństwach w sporcie? [QUIZ]

Zobacz wideo
Czy Łukasz Kruczek mógł osiągnąć więcej z polskimi skoczkami?
Więcej o: