Największa niespodzianka i rewelacja sezonu w LSK! "W końcu się nas boją"

W Legionowie nikt jeszcze nie uwierzył w to, jak wygląda tabela Ligi Siatkówki Kobiet przed przerwą reprezentacyjną. Legionovia prowadzona przez Alessandro Chiappiniego zakładała przed sezonem trudną i żmudną walkę o najwyższe w historii klubu 6. miejsce w ligowych rozgrywkach, a po rozegraniu ponad połowy meczów wyprzedzają ją tylko 3 drużyny. Jak w Legionowie narodziła się największa niespodzianka i rewelacja obecnego sezonu Ligi Siatkówki Kobiet?

Od marzeń o elicie do kuźni talentów

Do najwyższego poziomu rozgrywek siatkówki kobiet w Polsce Legionovia awansowała 7 lat temu. Walka o to, by Legionowo miało tam swoją drużynę sięga jeszcze lat 50. XX wieku. Ponad 4 dekady trzeba było czekać, żeby z tworzących się tu grup młodzieżowych, udało się zebrać zespół seniorski, który awansował do ówczesnej 2. ligi. Aspiracje sięgały gry w najwyższej klasie rozgrywkowej, którą dało się osiągnąć dopiero po pokonaniu kolejnych dwóch kolejnych poziomów. Ta droga i kierunek kosztowały kolejnych 13 lat, w trakcie których kilkukrotnie dochodziło do zmian w organizacji klubu. W 2004 roku odłączono od niego MKS Legionovia, by utworzyć LTS „Legionovia”. Na wejście do najwyższej ligi z kolei LTS Legionovia został wyodrębniony do prowadzenia sekcji juniorek, kadetek, młodziczek i minisiatkówki, a seniorkami w PlusLidze Kobiet i zespołem ówczesnej Młodej Ligi zajęła się nowo powstała spółka akcyjna. Od zeszłego roku główna drużyna zyskała także sporego sponsora tytularnego – firmę DPD Polska.

Legionovia od lat uchodzi w siatkówce za największą obok ośrodków w Szczyrku, czy Sosnowcu markę w szkoleniu młodzieży i dawaniem jej szans posmakowania gry na wyższym poziomie. Rokrocznie zdobywa medale w sekcjach młodzieżowych, w tym wiele złotych, promuje zawodniczki do pierwszego zespołu, a niektóre z nich po tym potrafią zrobić większą karierę za granicami naszego kraju, jak Zuzanna Górecka, która po zeszłym sezonie przeniosła się z DPD Legionovii do Igora Gorgonzola Novara – klubu włoskiej Serie A. Jest także jedną z 8 zawodniczek z przeszłością w Legionowie, będącą częścią obecnej reprezentacji Polski powołanej na turniej kwalifikacyjny igrzysk olimpijskich w Tokio, który zostanie rozegrany na początku stycznia w Apeldoornie. Oprócz niej są to także środkowe Magdalena Jasek i Klaudia Alagierska, rozgrywająca Alicja Grabka, przyjmująca Aleksandra Wójcik, libero Anna Korabiec oraz atakujące Aleksandra Rasińska i liderka całego zespołu Malwina Smarzek-Godek. To jedna trzecia całej szerokiej kadry Jacka Nawrockiego.

Zobacz wideo

7 lat na szczycie

Legionovia nigdy nie spadła z kobiecej ekstraklasy. Przez ostatnich 7 lat w trakcie 8 sezonów zawsze udawało się utrzymać zespół w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, niezależnie czy potrzebny był do tego baraż, czy można było spokojnie oddychać już kilka kolejek przed końcem kampanii. Najbliżej spadku klub znalazł się w sezonie 2016/2017, gdy o ich pozostaniu w lidze decydował złoty set drugiego meczu barażowego z KSZO Ostrowcem Świętokrzyskim wygrany ostatecznie 15:13. Kolejne rozgrywki zawodniczki Legionovii kończyły na 11. miejscu w 14-zespołowej lidze, a rok później na 10. wśród 12 drużyn. Nastał spokój, którego wcześniej brakowało, ale i on przestał wystarczać. Potencjał zawodniczek i samej drużyny sięgał czegoś więcej niż spokoju. Zatem trzeba go było zamienić w ciszę przed burzą.

Prezes klubowego zarządu, Sławomir Supa na nowy sezon ściągnął do Legionowa duże nazwisko trenerskie. Urodzony w Perugii Włoch, Alessandro Chiappini miał ułożyć nowy zespół sporo materiału, mając pod ręką. Znając zarówno naszą ligę z wcześniejszego okresu jako szkoleniowiec Atomu Trefla Sopot i jego krakowskiej wersji – Trefla Proximy, a także świat większej siatkówki po szkoleniu włoskich klubów i dwóch reprezentacji: Turcji oraz Słowenii, z miejsca wyglądał na ciekawą alternatywę do polskich trenerów, którzy nie potrafili pociągnąć za sobą zespołu. Przyszło 11 zawodniczek, odeszło 7. Szatnia się przewietrzyła, ale przyjście zagranicznych Julie Oliveiry Souzy oraz Juliette Fidon Lebleu, a także choćby Mai Tokarskiej z Developresu SkyRes Rzeszów wyglądały pozytywnie. Chiappini przychodząc do Legionowa chyba jednak nie spodziewał się tego, co uda mu się osiągnąć z zespołem po zaledwie kilku tygodniach pracy.

Plan maksimum stał się planem minimum

Pierwszy raz z trenerem Chiappinim udało nam się porozmawiać po dwóch pierwszych, przegranych meczach. Z nie byle kim, bo wspomnianym Developresem z Rzeszowa i Chemikiem Police, czyli obecnie dwoma najlepszymi zespołami ligi. Wtedy Włoch miał jednak spory niedosyt. - Podoba mi się, jak ten zespół funkcjonuje i jak dziewczyny współpracują w meczach, a także na treningach – mówił Chiappini. - Mimo że znamy siłę naszych rywali, chcieliśmy jeszcze więcej. Kiedy mierzysz się z tak dobrymi zespołami, masz okazję poprawić swoją grę. Jesteśmy zespołem, który musi znaleźć sobie taki „złoty balans” w swojej dyspozycji i jeśli go odnajdzie, moglibyśmy walczyć z każdym, choć naszym celem jest 6. miejsce. Są lepiej zorganizowane zespoły od nas, ale jestem zadowolony z formy zespołu i wiem, że wyniki przyjdą – zapowiadał.

Przyszły, a nawet można by żartować, że przybiegły. Wtedy w kalendarzu mieliśmy połowę października, dziś połowę grudnia. Legionovia po 13 rozegranych spotkaniach znajduje się… wśród 4 najlepszych zespołów ligi. Poza Rzeszowem i Policami, lepsze w tabeli mając tyle samo punktów są jeszcze siatkarki Grota Budowlanych Łódź. Tyle tylko, że w bezpośrednim spotkaniu pokonały je na wyjeździe 3:1. W lidze mają 8 zwycięstw i 4 porażki, z czego 2 po tie-breakach. Najbardziej boleć może listopadowa przegrana w Kaliszu z tamtejszym walecznym MKS-em, ale to i tak wynik absolutnie historyczny dla całego klubu. - Jestem dumny z tego, co przeszliśmy, żeby być w tym miejscu – opisywał ucieszony Chiappini. - Gdy widzieliśmy, że jest coś, co powinniśmy zmienić, robiliśmy to, a wzajemne zaufanie w zespole tylko wzrastało. Osiągnęliśmy wynik, który szalenie trudno będzie powtórzyć po przerwie reprezentacyjnej, ale to możliwe. Wiemy, gdzie możemy się poprawić, a wszystko pojawia się u nas bardzo mądrze, dzięki czemu wiele możemy się jeszcze nauczyć. Musimy być cisi, bo ciężka praca nie lubi, gdy się o niej głośno rozmawia. Jedyną rzeczą, która może ci coś oddać jest zwracanie uwagi na jakość tego, co robisz – zauważył włoski trener. 6. miejsce – jego cel na ten sezon, stał się częściowo planem minimum.

Medal to nie tabu, medal potrzebuje spokoju

Pozycja w czołówce ligi to coś ponad zakładanym celem, co prowokuje też do myślenia, że skoro udało się go przeskoczyć, to może uda się zakończyć sezon z pewnym miłym obciążeniem zawieszonym na szyi. - Medal? To chyba nie temat tabu, ale nie mówimy o tym. Teraz odpoczywamy przez przerwę świąteczną i w rozgrywkach, ale gdy wrócimy do gry, kluczem będzie spokój, który może nas uratować i doprowadzić do pięknych chwil na koniec tego sezonu – opisała Alicja Grabka, rozgrywająca DPD Legionovii.

- Mamy bardzo dobrą atmosferę w szatni. To dużo nam daje, bo poza tym, że spędzamy ze sobą dużo czasu na boisku i podczas treningów, to potrafimy się spotkać poza tym wszystkim. Wyjść do kina, na spacer, do restauracji. Nie rozmawiamy o siatkówce i myślę, że to też jest fajne: wchodzimy na salę, trenujemy, ale mamy swoje własne życie, pomiędzy sobą opowiadając o tym pozasportowym – mówiła Grabka po wygranym w 3 setach meczu z Wisłą Warszawa. Według niej jednym z pewniejszych w całym sezonie. - Przed sezonem nie było takich celów, jak żeby być w „3”. Ale tu jesteśmy, dotychczas mając mecze bez presji. Tak się gra najlepiej, chociaż wiele razy zagrałyśmy pewnie i wykorzystywałyśmy wszystkie nasze atuty, co nas cieszy. Teraz z miejsca w wielu spotkaniach staniemy się jednak faworytem, nie jesteśmy już dziewczynkami do bicia, jak bywało. W tym sezonie wydaje mi się, że w końcu to Legionovii się ktoś boi – oceniła zawodniczka, puentując w zasadzie całą historię klubu, który w 2020 rok wkroczy z największym wyzwaniem, jakie kiedykolwiek przed sobą miał. I największą szansą, żeby mu sprostać.