Polska - Brazylia 3:1. Cztery rzeczy po czterech najpiękniejszych setach w historii polskiej siatkówki: Polacy przebili ścianę w meczu nad meczami

Profesorem jest 37-letni Paweł Zagumny, który żegna się z reprezentacją, profesorem jest też 23-letni Mateusz Mika, dopiero na dobre zaczynający przygodę z kadrą. Wielcy są wszyscy nasi siatkarze, którzy wygrywając 3:1 (18:25, 25:22, 25:23, 25:22) z Brazylią w katowickim Spodku zostali mistrzami świata. To drugi tytuł dla Polski w historii. 40 lat temu pod wodzą Huberta Wagnera biało-czerwoni zdobyli go w Meksyku. Do megasukcesu we własnym kraju poprowadził ich Stephane Antiga.
Karol Kłos Karol Kłos GRZEGORZ CELEJEWSKI

1. Zderzyliśmy się ze ścianą

Niby nie graliśmy źle - przyjęcie było co najmniej poprawne, Fabian Drzyzga rozgrywał, jak trzeba, a jednak nie potrafiliśmy przebić brazylijskiej ściany. W bloku przegraliśmy pierwszego seta 0:5. Nie zdążaliśmy do Wallace'a, Lucarellego czy Lucasa i dlatego, że Bruno Rezende grał do nich szybkie piłki, i dlatego, że byliśmy po prostu zadziwiająco wolni, ociężali. A oni biegali jak sprinterzy i bez przerwy przekładali ręce nad siatką. Mariusz Wlazły skończył w tej partii tylko trzy z 10 ataków. Nie mogło być inaczej - z tak kapitalnie grającymi obrońcami tytułu musieliśmy przegrać. I przegraliśmy wysoko - do 18.

Mateusz Mika, jeden z bohaterów Reprezentacji Mateusz Mika, jeden z bohaterów Reprezentacji GRZEGORZ CELEJEWSKI

2. I nic sobie z tego nie zrobiliśmy!

Akcja, która dała rywalom punkt na 3:5 w drugiej partii pokazała, że wojna zaczyna się na nowo. A bloki Miki (zatrzymał Wallace'a) i Winiarskiego (na Sidao) we wcześniejszych wymianach - że szybko otrzepaliśmy się po bolesnym zderzeniu z brazylijską ścianą i wyciągnęliśmy wnioski, które pomogły stawiać własną (w tym secie wygraliśmy w bloku 4:2). Jeszcze przez moment brakowało nam szczęścia, ale gdy Wlazły huknął w ataku na 8:7 tak, że piłka, którą podbić próbował Bruno uderzyła w wiszący nad boiskiem telebim, mieliśmy prawo myśleć, że ten set będzie nasz. Przy stanie 17:11 mieliśmy już wręcz co do tego pewność. Ale Polacy nie byliby sobą, gdyby nie doprowadzili do dreszczowca. Przechodzącej piłki nie skończył ?Winiar?, w przyjęciu nie potrafiliśmy poradzić sobie z serwisami Bruna, a Drzyzga pogubił się na rozegraniu. W efekcie straciliśmy sześć punktów z rzędu, z 17:11 zrobiło się 17:17! W końcówce pozornie złamani mentalnie Polacy zablokowali Brazylijczyków. Rozegranie uspokoił wprowadzony za Drzyzgę Paweł Zagumny, a wszystkie ataki kończył Mateusz Mika. Najmłodszy z naszych reprezentantów zdobył w tym secie 10 punktów! To on zakończył partię, wykorzystując kontrę po kapitalnym serwisie Wlazłego (111 km/h - piłka wróciła na naszą stronę).

Finał Mistrzostw Świata w siatkówce w Spodku Finał Mistrzostw Świata w siatkówce w Spodku GRZEGORZ CELEJEWSKI

3. Najstarszy i najmłodszy zagrali koncert

Zdobywał tytuły najlepszego rozgrywającego igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Europy oraz Ligi Światowej. W trzecim secie finału pokazał, że zasługuje na zakończenie reprezentacyjnej kariery w hollywoodzkim stylu. 37-letni Zagumny prowadził grę biało-czerwonych znakomicie. Polskie mistrzostwa zaczął znakomitymi meczami z Serbią w Warszawie i później ze słabszymi rywalami we Wrocławiu. W Łodzi, w bardzo meczących spotkaniach drugiej i trzeciej rundy, stracił miejsce w "szóstce" na rzecz Fabiana Drzyzgi. Młodszy o 12 lat "sypacz" też zaliczył świetny turniej, ale bez "Gumy" nie byłoby złota. Kapitalnie uruchamiał Mikę, rozkręcał Wlazłego, szalał nawet w obronie. Genialny był najstarszy, ale genialny był też najmłodszy z naszych zawodników. W trzecim secie 23-letni Mika kontynuował swój koncert. Ostatni punkt zdobyliśmy, bo kapitalnie zagrał wyblokiem. Wcześniej atakował, jakby był zupełnie wolny od nerwów i znakomicie przyjmował (po trzech setach miał 31 przyjęć, drugi w drużynie Winiarski ? 19). Facet, na którego Antiga postawił kosztem sprawiającego problemy - jakkolwiek dziwnie zabrzmi to w kontekście dojrzałego faceta - wychowawcze Kurka, potwierdzał klasę w najtrudniejszym meczu, jaki rozgrywał w swojej krótkiej jeszcze karierze. A propos nerwów - w wojnie na nie biało-czerwoni znów okazywali się twardsi od tych, dla których finały są chlebem powszednim. Już w pierwszym secie było widać, że ludzie Antigi nie pękają. Nawet kiedy wybitnie im nie szło, stojący w kwadracie dla rezerwowych Zagumny żartował z Michałem Kubiakiem. A w trakcie gry z typowym dla siebie uśmieszkiem rywali w każdej partii oszukiwał Piotr Nowakowski.

Radość Polaków Radość Polaków GRZEGORZ CELEJEWSKI AGENCJA GAZETA

4. To był mecz nad meczami

Trudno wyobrazić sobie lepszy finał. Brazylijczycy zrobili absolutnie wszystko, by zdobyć mistrzostwo świata czwarty raz z rzędu. Zagrali wspaniale. Niech ilustracją ich poziomu będzie akcja na 13:13 w czwartej partii. Wtedy po serwisowej bombie Wlazłego "dyszlem" spod band reklamowych wysoką piłkę Lucarellemu wystawił Bruno. Na lecącego z drugiej linii rywala czekał nasz potrójny blok. Lucarelli nic sobie z niego nie zrobił - pewnie zapunktował. A teraz ilustracja gry Polaków: w kontrze na 15:13 mając przed sobą potrójny blok Mika minął go, cudownie mieszcząc piłkę pod przeciwną, boczną linią. Podsumowując - w tej wojnie na dobre odpowiadano lepszym, na lepsze jeszcze lepszym, a na takie - perfekcyjnym. Wspaniale, że właśnie po takim spotkaniu Polacy zostali mistrzami świata.

Więcej o: