Polscy kibice są wściekli na Hansiego Flicka za to, że w meczu z Sevillą postawił na Inakiego Penę, a nie Wojciecha Szczęsnego. - Bilety na samolot kupiliśmy, gdy hiszpańscy dziennikarze przekonywali, że Szczęsny zadebiutuje właśnie z Sevillą. Zostajemy też na Bayern, ale w Lidze Mistrzów również ma bronić Hiszpan. Ręce opadają... - mówią nam polscy kibice, którzy tłumnie przylecieli do Barcelony na niedzielny mecz La Liga.
Transfer Wojciecha Szczęsnego do Barcelony wywołał wielkie zainteresowanie wśród polskich kibiców. Powrót z emerytury do jednego z największych klubów świata to w zasadzie gotowy scenariusz na film. Zwłaszcza że polski bramkarz błyskawicznie nadrobił zaległości treningowe i tuż po przerwie reprezentacyjnej ogłosił, że jest gotowy do gry. - Przygotowywałem się przez te dwa tygodnie, aby być gotowym. To, czy zagram, czy nie, to decyzja trenera, którą muszę uszanować, ale trenuję, aby zagrać w tym meczu i mentalnie już jestem gotowy - zapewnił na antenie katalońskiej stacji TV3, a te słowa jeszcze podgrzały atmosferę.