W pół roku Szczęsny nauczył się od niego więcej niż przez dekadę w Anglii. "Jak się wkurzy, to masz prze****e"

Antoni Partum
Można z nim żartować, ale lepiej go nie wkurzać, o czym przekonał się nawet Francesco Totti. Wojciech Szczęsny dodaje, że w ciągu kilku miesięcy pracy z nim, nauczył się więcej niż przez dekadę w Anglii. Poznajcie Luciano Spallettiego, urokliwego trenera Napoli, które w czwartek podejmie Legię.

Choć Legia sensacyjnie prowadzi w grupie C, to Czesław Michniewicz nie może spać spokojnie. Nastroje w Warszawie są dalekie od optymizmu, bo mistrzowie Polski przegrali aż sześć z dziewięciu spotkań ligowych i tracą do Lecha Poznań już 15 punktów. Legia co prawda ma dwa zaległe mecze, ale cierpliwość Dariusza Mioduskiego powoli się kończy. Każda kolejna porażka może zakończyć przygodę Michniewicza. Tym bardziej że prezes Legii podobno upatrzył sobie następcę - Marka Papszuna, rodowitego warszawiaka, ojca sukcesu Rakowa Częstochowa. W tym samym czasie kibice Napoli, czwartkowego rywala Legii, są zauroczeni Luciano Spallettim.

Zobacz wideo Były piłkarz Legii wystosował apel do Michniewicza. "Nie można tak robić"

- Wygrane zawsze są miłe, ale w Neapolu liczy się także dobry styl. A dzięki Spallettiemu powoli zaczynamy się czuć tak, jak za Maurizio Sarriego, kiedy nawet Pep Guardiola mówił, że gramy najpiękniej w Europie. Napoli znowu można podziwiać, choć ostatnia wygrana z Torino była wymęczona - raduje się taksówkarz, z którym jechałem z lotniska.

- Podoba mi się obecne Napoli, bo potrafi wychodzić z kryzysów. Przegrywaliśmy z Juve, ale wyciągnęliśmy wynik na 2:1, a z Leicester odrobiliśmy dwie bramki (2:2) - dodaje Luigi, recepcjonista hotelu.

Trudno się dziwić ich ekscytacji, bo pod wodzą nowego trenera Napoli wygrało wszystkie mecze w Serie A. Ich bilans to osiem zwycięstw, 19 strzelonych goli i zaledwie trzy stracone. W jednym meczu neapolitańczycy strzelają średnio aż 15 razy na bramkę!

Niewielu się pewnie spodziewało, że Napoli będzie aż tak widowiskowe od początku sezonu, ale to, że projekt Spallettiego wypali, było do przewidzenia. Było dlatego, bo Spalletti to prawdziwy fachowiec. Renomę zaczął sobie wyrabiać w latach 90. jako szkoleniowiec Empoli, którego w przeszłości był zawodnikiem. Zaprowadził klub z Serie C do historycznego awansu do Serie A.

Na początku nowego wieku przejął Udinese, czyli prowincjonalny klub, który słynął głównie z dobrego skautingu. Dzięki Spallettiemu zyskał wielu kibiców, bo wyróżniał się efektowną piłką. A radosny futbol był na tyle skuteczny, że Udinese zakończyło sezon 2004/05 na historycznym 4. miejscu, premiującym grą w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Liczące sto tysięcy mieszkańców Udine stało się dla Spallettiego zbyt ciasne. Latem 2005 roku po Luciano zgłosiła się Roma. W ciągu czterech lat zdobył z nią trzy wicemistrzostwa Włoch, dwa puchary kraju oraz Superpuchar.

Jego pierwszy pobyt w Rzymie (do drugiego niedługo przejdziemy) odcisnął piętno na taktycznym rozumowaniu futbolu.

Totti jako fałszywa dziewiątka

W nowoczesnej piłce coraz częściej stosuje się formację z tzw. fałszywą dziewiątką. Upraszczając: chodzi o to, że drużyna gra bez typowego środkowego napastnika. W jego rolę wciela się piłkarz, który zamiast tylko finalizować akcje, bierze większy udział w rozegraniu. Skupia też uwagę stoperów, by tworzyć wolną przestrzeń skrzydłowym lub ofensywnemu pomocnikowi.

Tak grając Hiszpanie wygrali Euro 2012, a Manchester City Pepa Guardioli dotarł do finału LM. Ale pierwszym, który tak zaczął grać - przynajmniej w nowożytnej historii futbolu - był właśnie Spalletti.

Francesco Totti w nowej roli spisał się na tyle dobrze, że w 2007 roku zgarnął Złotego Buta (obecnym laureatem tej nagrody jest Robert Lewandowski).

Czemu Spalletti odszedł po czterech latach z Romy? Zachował się w rzadko spotykany sposób, odrzucił ofertę znacznej podwyżki i podał się do dymisji, ponieważ drużyna nie została wzmocniona adekwatnie do aspiracji klubu.

- Spalletti to wielki trener. Może nawet najlepszy, jakiego miałem. I dotyczy to obu jego okresów w Romie - wspominał go Totti w autobiografii.

- Mnóstwo się u niego nauczyłem. Przez pierwsze pół roku na odprawach nie wiedziałem, o co chodzi. Tam było tyle rysunków i taki natłok informacji, że nie dało się nadążyć - mówił na łamach "Newonce" Wojciech Szczęsny, który spotkał go w Romie.

- Przez pół roku ze Spallettim nauczyłem się więcej w grze od tyłu niż przez dziesięć lat w Arsenalu. Dzięki treningom z linią obrony zrozumiałem jak moi obrońcy zachowują się w danym systemie. Kiedy muszą być wyżej, kiedy niżej. To już nie było oparte na instynkcie tylko na czystej analizie. W Anglii tego nie miałem. Tam byłem wiecznie wysoko i jak był dym to wyskakiwałem. To się czasami kończyło bardzo źle, czyli np. czerwonymi kartkami - wspomina polski bramkarz.

Można z nim pożartować, ale lepiej się nie kłócić

- To szalony i zabawny typ. Szalony, bo co rano na blacie jego biurka kładł swój scyzoryk szwajcarski i manewrował nim z imponującą sprawnością. Zabawny, ponieważ co jakiś czas wpadał na absurdalne pomysły, jak choćby bieganie nago po korytarzu prowadzącym do szatni - tłumaczył Totti.

- Jest cholernie specyficznym człowiekiem. Jeśli nie żyjesz z nim dobrze to masz prze***ne. Tak było z Tottim. Z tym że zawsze czułem większą niechęć Tottiego do Spalettiego niż Spallettiego do Tottiego. Z jakiegoś powodu mnie bardzo polubił i bardzo się zżyliśmy. Energetyczny, emocjonalny, typowy Włoch, który potrafił zmienić swoje oblicze w sekundę. Lubiłem to - tak Szczęsny relacjonował konflikt trenera z Tottim, gdy Spal wrócił do Rzymu.

W styczniu 2016 roku, czyli niedługo po zdobyciu dwóch mistrzostw Rosji z Zenitem, Spalletti wrócił do stolicy Włoch. Totti powoli zbliżał się już czterdziestki, ale wciąż potrafił być decydujący. Spalletti jednak coraz częściej marginalizował jego rolę. Trenera niezwykle irytowało, że Totti, zapalony karciarz, łamał regulamin zgrupowań i nawet w środku nocy - na kilkanaście godzin przed meczem - nie mógł odpuścić kolejnej gry. Szkoleniowiec uważał, że to podważanie jego autorytetu, a poza tym przepis na utratę koncentracji przed meczem.

Spalletti później się mścił. Wysyłał legendę na rozgrzewki w trakcie meczów, ale później nie wpuszczał  jej na murawę. W końcu zirytowany mistrz świata z 2006 roku udzielił wywiadu, w którym zaapelował o szacunek. - Nie wymagam gry w pierwszym składzie, ale zasłużyłem na więcej szacunku - tłumaczył. Spalletti zareagował błyskawicznie na medialne doniesienia i wyrzucił Tottiego ze zgrupowania.

- To najbardziej upokarzająca kara. Wyrzucony z Trigorii. Ja. Wyrzucony z własnego domu. Trzęsę się ze wściekłości. Po chwili ciszy wypalam do Spallettiego: "bardzo dobrze, akceptuje karę. Zobaczymy, kto poniesie większe konsekwencje. Ja czy ty" - relacjonował w swej książce Totti. 

Ostatecznie obaj wytrzymali ze sobą jeszcze jeden sezon. W rozgrywkach 2016/17 klub zajął drugie miejsce - za Juventusem - ale rywalizował z nim do ostatniej kolejki. Ba, pobił nawet swój klubowy rekord pod względem punktów. Roma zgarnęła ich aż 87!

Nie warto zadzierać ze Spallettim

Przekonał się też o tym Mauro Icardi, który był największą gwiazdą Interu Spallettiego. Argentyńczyk niemal w pojedynkę ciągnął Inter, ale kłócił się z kolegami z zespołu a trenerowi potrafił niemiło odburknąć, więc przez kilka tygodni był odsyłany na trybuny.

- Żeby grać musisz mieć dobre relacje w szatni. Nie mogę stracić swojej wiarygodności w grupie. Przez ponad 20 lat jej nie straciłem, więc i teraz dam radę. Mauro musi mieć szacunek do barw, które reprezentuje. Z całym szacunkiem, ale różnicę może zrobić brak Lionela Messiego, a nie Icardiego - złościł się trener w marcu 2019 roku.

Spal prowadził mediolańczyków w latach 2017-19 i przywrócił im Ligę Mistrzów po siedmiu latach przerwy. Ta właśnie on zbudował podwaliny pod projekt Antonio Conte, który w minionym sezonie zakończył się upragnionym scudetto.

Napoli wciąż wspomina Maradonę

Po świetnym starcie sezonu w Neapolu po cichu marzą o mistrzowie, choć głównym celem pozostaje powrót do LM. Napoli ostatni raz zdobyło tytuł w 1990 roku, gdy w błękitnej koszulce biegał jeszcze Diego Armando Maradona. Spalletti też ma już pewnie dość drugich miejsc. Ale najpierw musi się skupić na czwartkowej Lidze Europy.

Więcej o: