Vuković odchodzi w swoim stylu. Odpowiadając kibicom i oceniając protest

Dominik Wardzichowski
Na ostatni mecz w roli trenera Legii Warszawa wyszedł w koszulce upamiętniającej śp. Wiktora Bołbę, byłego kustosza muzeum Legii, klubową legendę i swojego przyjaciela. Aleksandar Vuković żegna się z klubem w swoim stylu, pokazując, że Legia to dla niego więcej niż klub. Przy okazji oceniając protest i gwizdy kibiców w kierunku piłkarzy.
Zobacz wideo Vuković: Gdyby Boruc wrócił do bramki, oznaczałoby to, że mamy katastrofę

W wygranym 3:0 meczu z Cracovią dla Aleksandara Vukovicia najważniejsze było to, co na boisku. Obiecywał wygraną, grę z maksymalnym zaangażowaniem i słowa dotrzymał, bo jego zespół po prostu rozbił Cracovię w meczu ostatniej kolejki ekstraklasy sezonu 2021/2022. - Legia obiła nas niemiłosiernie - mówił już po spotkaniu Jacek Zieliński, szkoleniowiec Cracovii. - Zwycięstwo zasłużone, ale wydaje mi się, że nawet za wysokie. Mieliśmy trochę szczęścia, wcześniej go brakowało, ale na koniec dajemy optymizm przed wyzwaniami nowego sezonu - dodawał później Vuković. Nie gloryfikował, spokojnie i rzeczowo analizował swój powrót do Legii i grę drużyny wiosną.

A ta w spotkaniu z Cracovią momentami była naprawdę imponująca. Zwłaszcza w rozegraniu piłki na jeden kontakt. Gdy tylko jeden z piłkarzy Legii ją przytrzymywał, holował, trener Legii pokazywał: szybciej, szybciej. Wiedział, że dla niego to ostatni mecz w roli trenera Legii. Przynajmniej na razie, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że Vuković kiedyś na Łazienkowską wróci. W jakiej roli? Czas pokaże, ale w spotkaniu z Cracovią pokazał, że Legia to dla niego więcej niż klub.

Mecz Ekstraklasy Wisła Kraków - Warta PoznańWisła pożegnała ekstraklasę z hukiem. Padł nawet apel do Błaszczykowskiego

"Wiktor był wzorem kibicowskim. Cześć jego pamięci"

Zwycięstwo w ostatniej kolejce, ale też utrzymanie klubu w ekstraklasie, zadedykował śp. Wiktorowi Bołbie, byłemu kustoszowi muzeum Legii, klubowej legendzie i swojemu przyjacielowi. Obiecał mu, że w tym dniu będą razem.

- Wielki człowiek. Mój przyjaciel. Chciałem przypomnieć tę postać. Odszedł za wcześnie. Przed tą rundą mieliśmy sporo rozmów. Obiecaliśmy sobie, że w tym dniu będziemy razem i będziemy mogli uczcić koniec tej sagi. On też mnie o to prosił i to jemu dedykuję zwycięstwo. Wiem, że w klubie też będą pamiętać o Wiktorze, bo na to zasługuje. Ta koszulka trafi do muzeum. Tam jest jej miejsce. Wiktor był wzorem kibicowskim. Cześć jego pamięci - mówił o człowieku, którego uczcił nie tylko na pomeczowej konferencji, ale też w specjalnie przygotowanej koszulce. Z przodu z twarzą Wiktora Bołby, z tyłu z jego imieniem i nazwiskiem.

Vuković ocenia protest i odpowiada kibicom

Gdy zapytaliśmy Vukovicia o to, co działo się na trybunach - a przypomnijmy, że kibice protestowali, opuścili na 17 minut stadion, a wszystko przeciw rządom Dariusza Mioduskiego i słabym wynikom Legii w całym sezonie - trener Legii odparł: Widziałem na Legii już różne protesty i ten pewnie ma swój sens, bo jest to sezon trudny dla kibiców. Ja z Żyletą miałem różne relacje, może dlatego, że zawsze mówię to, co myślę. A że nie skandowali mojego nazwiska? Równie dobrze mogę się cieszyć, że go nie wygwizdywali. Historia mnie oceni - dodał, jakby chciał zapowiedzieć, że nowy sezon nie będzie dla Legii łatwy.

- Kończymy miłym akcentem niemiły sezon i dajemy trochę optymizmu przed wyzwaniami nowego sezonu - uzupełnił. A co z krytyką piłkarzy, gwizdami po ostatnim gwizdku wygranego 3:0 spotkania z Cracovią? - Ja wszystko rozumiem. Można być złym, rozczarowanym, ale trzeba docenić pracę tej grupy. Ja ją szanuję i bardzo im dziękuję. Łatwo być z drużyną, kiedy wygrywa, trochę trudniej gdy przegrywa - odpowiedział kibicom Vuković. Gdy dostał pytanie o najważniejszego zawodnika Legii w udanej walce o utrzymanie, odparł bez wahania: Josue. Był najważniejszy, bo najtrudniejszy. W każdym meczu wyglądał tak, jakby miał wylecieć z boiska, a ostatecznie dostał tylko dwie żółte kartki - wyróżnił Portugalczyka, ale później wymienił nazwiska jeszcze kilku zawodników: Wieteska był liderem, choć miewał gorsze momenty. Wszołek - demon liczb. Jego brak w walce o finał Pucharu Polski i w kilku ligowych spotkaniach był dużym ciosem. Kilku zawodników, których znałem wcześniej, jak Slisz, Rosołek, Jędrzejczyk czy Pekhart - nie zawiodłem się na nich. Mógłbym wymienić praktycznie wszystkich. Rose czy Johansson? Byli wyganiani z klubu, a nie wiem, czy utrzymalibyśmy się bez nich.

Piłkarze Legii niespodziewanie nie podeszli pod Piłkarze Legii niespodziewanie nie podeszli pod "Żyletę". Zrobili krok w tył

"Teraz następuje odcięcie pępowiny"

A czym ta walka o utrzymanie z Legią była dla samego Vukovicia? - Nowym, ale bardzo cennym doświadczeniem.Cieszę się, że to przeżyłem, bo to dla mnie wielka nauka na przyszłość. Po meczu z Górnikiem powiedziałem, że utrzymanie z Legią jest moim większym sukcesem niż mistrzostwo. To nie do końca zostało dobrze odebrane. A ostatnio czytałem wypowiedź Franka Lamparda po utrzymaniu z Evertonem, że dla niego to więcej niż triumf w Lidze Mistrzów. I ja się zgadzam, bo presja walki o utrzymanie w takim klubie jak Legia nie jest łatwa. Nam się udało - cieszył się Serb, który już od dłuższego czasu wie, że nie poprowadzi Legii w nowym sezonie. Jego miejsce zajmie Kosta Runjaić, ale Vuković nie żałuje powrotu na Łazienkowską. - Odchodzę z klubu, który dał mi szansę, wypromował mnie jako trenera i za to dziękuję, ale teraz następuje odcięcie pępowiny. Jestem gotowy na nowe wyzwania i mam nadzieję, że takie otrzymam. Wtedy zobaczymy, jak poradzę sobie poza Legią - zakończył.

Więcej o: