41 punktów i 23. miejsce w tabeli. Leicester City na trzy kolejki przed końcem sezonu potrzebowało trzech zwycięstw i idealnych wyników w pozostałych meczach drużyn walczących o utrzymanie w Championship. Leicester w tym roku wygrało dwa mecze ligowe.
Od początku wydawało się więc, że jest to cel niemożliwy do zrealizowania i Leicester będzie w stanie najwyżej przedłużyć oczekiwanie na ostateczny wyrok. Gospodarze już w 18. minucie stracili bramkę na 0:1. Nie popisał się bramkarz - dziś Asmir Begović, a nie Jakub Stolarczyk - który podał do rywala. Liam Millar przyjął sobie piłkę, pokiwał się z obrońcami i pokonał golkipera.
Po takiej bramce mogą prysnąć ostatnie nadzieje na utrzymanie, ale Leicester dało jeszcze radę wrócić do tego meczu. Na początku drugiej połowy - w 52. minucie - Jordan James wykorzystał jedenastkę i doprowadził do remisu. Dwie minuty później Leicester wygrywało. Gospodarze przeprowadzili dość chaotyczny, ale skuteczny kontratak i wyszli na prowadzenie po strzale Luke'a Thomasa.
Tylko że radość z tego wyniku nie trwała długo. Niecałe 10 minut później Hull City doprowadziło do wyrównania.
Leicester walczyło o strzelenie trzeciej bramki, ale z każdą mijającą minutą wyglądało na to, że ziści się ten najgorszy scenariusz. I tak się ostatecznie stało, Leicester nie pomogło też aż siedem doliczonych przez sędziego minut, które okazały się jedynie przedłużeniem nadziei. Gospodarze zremisowali 2:2 i tym samym spadli do League One - na trzeci poziom rozgrywkowy w Anglii. To tragedia dla klubu, który 10 lat temu zdobywał sensacyjne mistrzostwo kraju.
A Hull City? Remis z przedostatnią drużyną ligi też jest dla nich rozczarowaniem, bo szanse na awans do Premier League spadły. Obecnie Hill zajmuje 7. miejsce w Championship - pierwsze, które nie bierze udziału w barażach o awans.