Na Bliskim Wschodzie wybuchła wojna, w której głównymi aktorami są Izrael oraz Iran. W obu państwach jest teraz bardzo niebezpiecznie (ataki objęły także Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar, Bahrajn, Oman, Kuwejt i Irak), przez co ci, którzy nie muszą tam zostać, ewakuują się w spokojniejsze rejony.
Tak też postąpi Ronny Deila, szkoleniowiec Maccabi Tel Awiw. - Rozgrywki piłkarskie są zawieszone i nie ma treningów. To było wspaniałe doświadczenie, dopóki nie wybuchła wojna - powiedział w rozmowie z norweską stacją TV 2. - Teraz chodzi o opiekę nad rodziną - dodał.
Sprawdź też: Oficjalny komunikat Legii. Ogłosiła rozstanie z dyrektorem akademii
Sam klub zaoferował wszystkim zagranicznym piłkarzom oraz innym pracownikom możliwość opuszczenia kraju. Jako że przestrzeń powietrzna jest zamknięta do piątku, to pojadą oni autokarem do Egiptu, a stamtąd polecą do Grecji.
- Klub jest fantastyczny, czułem się bezpieczny i zaopiekowany, ale rodzina oczywiście jest zaniepokojona - wyznał Norweg, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w Maccabi. - Wracam teraz do domu, aby zająć się rodziną i uniknąć niebezpieczeństwa. Mam nadzieję, że wojna szybko się skończy, aby szkody były jak najmniejsze, piłka nożna ruszy, a ja będę mógł wrócić i dokończyć pracę - oznajmił. Dodajmy, że niedawno rodzina Deili odwiedziła go w Izraelu - odlecieli w piątek, dzień przed wybuchem wojny.
Sam 50-latek pojawił się w klubie pod koniec stycznia, już po jej odpadnięciu z Ligi Europy (jeden remis i siedem porażek, bilans bramkowy 2-22, 36. miejsce, czyli ostatnie, w tabeli fazy ligowej). Początek miał kapitany, bowiem z pięciu meczów cztery wygrał i jeden zremisował, bilans bramkowy to 16-3. Aktualnie Maccabi zajmuje trzecie miejsce w ligowej tabeli.