"Psy szczekają, karawana jedzie dalej" i kolejny napis już w języku angielskim na tzw. sektorówce: "Nadszedł czas, by wykluczyć Legię". A do tego mnóstwo zakazanych na stadionach rac. Taką oprawę zaprezentowali kibice Legii Warszawa na "Żylecie" przed meczem z AZ Alkmaar (2:0), który przez unoszący się dym z pirotechniki został opóźniony o kilka minut.
"Jedziemy z nimi! Nie ma się tu nad czym zastanawiać, analizować i rozmyślać o remisie. Żadnych takich historii. Gramy o pełną stawkę i wiecie, co mamy z nimi zrobić. Musimy razem ten mecz wygrać i w przyszłym roku ruszyć dalej po swoje" - apelowali przed meczem z Alkmaar "Nieznani Sprawcy", czyli grupa kibiców odpowiedzialna m.in. za przygotowywanie opraw na meczach Legii.
Oprawy prezentowane były na każdym z poprzednich meczów Legii w tym sezonie przy okazji występów w europejskich pucharach. I nie inaczej było w czwartek, kiedy Legia podejmowała AZ Alkmaar. Już na pół godziny przed meczem wzdłuż dolnych sektorów na "Żylecie" pojawił się transparent: "Psy szczekają, karawana jedzie dalej". A tuż przed meczem z górnych sektorów rozwinięta została tzw. sektorówka, czyli wielka flaga, na której postać osoby w garniturze z herbem Legii z uśmiechem czytała książkę z okładką: "Nadszedł czas, by wykluczyć Legię" ("It's time to ban Legia"). To był przekaz kibiców Legii przed meczem z Alkmaar. Wraz z mnóstwem odpalonych zakazanych na stadionach rac, z których dym opóźnił czwartkowe spotkanie o kilka minut.
Legia płaci kolejne kary
Dzień przed meczem z Alkmaar UEFA poinformowała, że warszawski klub musi zapłacić kolejną karę. Tym razem za to, co działo się pod koniec listopada w Birmingham, gdzie mecz Legii z Aston Villą odbył się w cieniu ostrych starć kibiców z miejscową policją.
Podczas środowego posiedzenia Komisja Kontroli, Etyki i Dyscypliny UEFA ukarała Legię grzywną w wysokości 100 tys. euro i pięciu spotkań wyjazdowych bez kibiców warszawskiego zespołu. W komunikacie przeczytaliśmy, że kara jest efektem "zakłócania porządku publicznego, rzucania przedmiotami i odpalania pirotechniki, a także aktów wandalizmu". Dodatkowo Legia została zobowiązana do skontaktowania się z Aston Villą w terminie 30 dni i naprawienia wszelkich szkód.
Legia w tym sezonie płaciła już za wybryki kibiców podczas poprzednich spotkań w europejskich pucharach. Łącznie - doliczając ostatnią karę - daje to kwotę 175 tys. euro. Nieoficjalnie mówi się, że warszawski klub spróbuje jednak odwołać się od kary za mecz z Aston Villą, ale wszystko wskazuje, że zaraz UEFA wlepi jej kolejną - za czwartkowy mecz z AZ.
Legia wciąż czeka na ukaranie Alkmaar
Legia wciąż liczy także na to, że UEFA ukarze AZ Alkmaar. Chodzi o sytuację z 5 października po meczu w Holandii, gdzie doszło do skandalicznych scen pod stadionem. Właściciel klubu Dariusz Mioduski został wtedy brutalnie odepchnięty i uderzony przez służby porządkowe, a dwóch piłkarzy Legii Josue i Radovan Pankov spędzili noc w holenderskim areszcie i nie wrócili z drużyną do Polski. Rzekomo pod zarzutem pobicia ochroniarza, ale wersje obu stron diametralnie się różnią. Na dodatek: jak na razie to tylko Legia przedstawiła publicznie dowody, na których widać agresywne zachowanie służb porządkowych.
- Agresja była z tamtej strony. Powiedzieli, że jeśli nie wypuścimy Pankova, bo jemu zarzucali agresję, to będzie szturm na autobus. Zgodziliśmy się, by Pankov złożył zeznania, ale okazało się, że chcą jeszcze Josue. Nikt z nas nie widział, by ktoś od nas uderzył ochroniarza - powiedział dzień po meczu w Alkmaar Mioduski. - Zrobimy wszystko, by pokazać prawdę. Ona jest tak oczywista. To jest skandal sam w sobie. Zapraszamy do Polski, na Legię. Zobaczycie, jak wygląda nasza gościnność - dodał właściciel Legii, który w czwartek cieszył się z wygranej z AZ (2:0) i awansu do fazy pucharowej Ligi Konferencji Europy.