"Nitras zmień dilera" - taki transparent pojawił się na czwartkowym meczu Legii z AZ Alkmaar (2:0). Uderzał w nowego ministra sportu Sławomira Nitrasa, który w ostatnich dniach narzekał na zachowania warszawskich kibiców, szczególnie podczas wyjazdowych meczów. Do spotkań w Warszawie zastrzeżenia miała przede wszystkim UEFA i prawdopodobnie nadal będzie mieć - ukarze Legię za to, że w czwartek przy Łazienkowskiej znowu na trybunach zapłonęły zakazane na stadionach race.
Race odpalone zostały tuż przed meczem. Najpierw kilka, a po chwili kilkadziesiąt. Spotkanie zostało opóźnione o kilka minut. Po tym, jak znad murawy uleciał gęsty dym, w końcu się rozpoczęło. Legia przy pełnych trybunach w czwartek wykonała zadanie - wygrała 2:0 z AZ Alkmaar i na wiosnę zagra w fazie pucharowej Ligi Konferencji Europy. Niestety dużo wskazuje, że przy pustych trybunach.
Wyzwiska już na rozgrzewce
W czwartek przy Łazienkowskiej trybuny były pełne, ale nie na półtorej godziny przed meczem, kiedy nie było ani korków pod stadionem, ani wielkich tłumów na stadionie. Jeszcze w trakcie rozgrzewki bramkarzy Alkmaar, którzy na murawę wyszli jako pierwsi, było pustawo. To rzadko spotykany obrazek, by piłkarzy gości przy Łazienkowskiej witały z trybun tylko pojedyncze gwizdy.
Co innego kilkanaście minut później, kiedy do bramkarzy AZ dołączyli piłkarze z pola. Gwizdy, wyzwiska, a po chwili także obraźliwa przyśpiewka "f**k you Alkmaar". To można było usłyszeć wtedy z "Żylety", czyli z trybuny od strony, gdzie rozgrzewał się holenderski zespół. Choć akurat bardziej wypada napisać, że robił to bliżej środkowej linii boiska, bo piłkarze AZ niezbyt chętnie w trakcie rozgrzewki podbiegali pod rozkrzyczaną "Żyletę".
Jeszcze wtedy stadion nie był zapełniony nawet w połowie, ale o tym, że na meczu z AZ Alkmaar będzie komplet, wiadomo było od środy. Legia w tym sezonie wyprzedała stadion w aż 12 z 15 meczów przy Łazienkowskiej. Nie inaczej było w czwartek, kiedy trybuny w końcu się wypełniły. Może nie do ostatniego miejsca, ale do prawie ostatniego. Komplet na pewno był na "Żylecie", gdzie na początek meczu kibice zaprezentowali wspomnianą oprawę (więcej tutaj).
Gwizdy od pierwszej minuty
Gwizdów w czwartek przy Łazienkowskiej było znacznie więcej. W zasadzie od początku meczu, kiedy kibice - znowu szczególnie na "Żylecie" - od razu zaczęli wygwizdywać holenderski zespół. Powód ich reakcji był prosty: Alkmaar od razu ruszyło do ataku. Ale z drugiej strony też ruszyć musiało, bo Holendrom w czwartek, by awansować do fazy pucharowej, potrzebne było w Warszawie zwycięstwo.
Może nie były to akcje, po których piłkarze AZ mieli stuprocentowe okazje, ale Legia w pierwszej fazie meczu została zepchnięta do defensywy. 31 proc. posiadania piłki po kwadransie mówi tutaj dużo o postawie zespołu Kosty Runjaicia. Wicemistrzowie Polski długimi fragmentami byli zamknięci na własnej połowie. Ale chyba właśnie taki był plan, bo trener Legii przy bocznej linii stał spokojnie. Patrzył na grę swoich piłkarzy, a przy okazji też słuchał gwizdów, bo tych - szczególnie przez pierwsze pół godziny - było więcej niż zorganizowanego dopingu.
W końcu zaczął się doping
Właściciel Legii Dariusz Mioduski aż wyskoczył ze swojego miejsca, gdy w 34. minucie Josue rozejrzał się w polu karnym i zewnętrzną częścią stopy zagrał piłkę tak, że Yuriemu Ribeiro wystarczyło tylko dostawić głowę. To był gol dla Legii na 1:0, po którym ucieszyli się wszyscy. Na czele z Ribeiro, który w czwartek po wielu miesiącach w końcu wrócił na swoją naturalną pozycję, czyli na lewe wahadło.
Po tym golu na trybunach skończyły się gwizdy i zaczął się doping. Niemal nieustanny, bo kibice już nie reagowali na to, że to zawodnicy AZ dalej dłużej utrzymywali się przy piłce. Legia prowadziła 1:0 i to było najważniejsze. Oznaczało, że Holendrzy w tym momencie musieli strzelić dwa gole, by wyprzedzić Legię w tabeli.
Leśnodorski i Nitras na transparentach
- Patrzę na to z ogromnym smutkiem. To nie jest tak, że każdy wyjazd polskiego klubu za granicę kończy się awanturami. Jest chyba jakiś problem z kibicami Legii, bo to jest kolejny raz, kiedy nie dostosowują się do standardów obowiązujących w innych krajach - powiedział kilka dni temu w radiu TOK FM Sławomir Nitras, jeszcze przed nominacją na ministra sportu. - Jest pytanie, czy nie powinniśmy tych standardów podnieść. I stosować takie, które gwarantują bezpieczeństwo wszystkim na stadionie, a nie powodują, że stadion jest zdominowany przez grupę najbardziej zagorzałych fanów. Musimy się z tym zmierzyć jako państwo. Wydaje mi się, że zarówno kluby ekstraklasy, jak i związek piłkarski powinny poważnie się nad tym pochylić. Na pewno jest to powód do refleksji - dodawał.
Wypowiedź ministra od razu zebrała sporo negatywnych komentarzy w mediach społecznościowych ze strony kibiców warszawskiego zespołu. W czwartek doszedł do tego też transparent: "Nitras zmień dilera", który pojawił się na "Żylecie" w pierwszej połowie. Obok drugiego transparentu - "Leśny zawiąż buty, bo się potkniesz" - skierowanego do byłego współwłaściciela Legii Bogusława Leśnodorskiego.
Leśnodorski w ostatnich dniach krytykował działania obecnych władz klubu. Przede wszystkim Mioduskiego, którego w rozmowie z Weszło TV oskarżył m.in. o to, że w latach, gdy jeszcze on sam był prezesem Legii, a Mioduski jej większościowym udziałowcem, jego wspólnik miał celowo nakłaniać wysoko postawione osoby w UEFA, by nakładały na warszawski klub wysokie kary.
Bolesna kara dla Legii
Zarzuty Leśnodorskiego brzmią absurdalnie, ale fakty są takie, że Legia w tym sezonie płaciła już za wybryki kibiców podczas poprzednich spotkań w europejskich pucharach. Łącznie - doliczając karę za poprzedni mecz z Aston Villą - daje to kwotę 175 tys. euro. Nieoficjalnie mówi się, że warszawski klub spróbuje odwołać się od ostatniej kary (m.in. 100 tys. euro grzywny), ale zaraz UEFA wlepi jej kolejną - za czwartkowy mecz z AZ.
Za wyjazdowy mecz z Aston Villą i awantury pod stadionem w Birmingham na Legię została także nałożona kara pięciu wyjazdowych spotkań bez kibiców warszawskiego zespołu. Teraz do tego może dojść też zamknięcie stadionu przy Łazienkowskiej. To może być szczególnie bolesne, i to już za kilka miesięcy, bo w czwartek Legia wygrała z AZ 2:0 (w 81. minucie drugiego gola strzelił rezerwowy Blaż Kramer) i wiosną zagra w fazie pucharowej Ligi Konferencji Europy. Rywala pozna w poniedziałek.