• Link został skopiowany

Niewiarygodne szaleństwo! Co to była za końcówka meczu Polaków!

Cóż za emocje! Z Holandią na wyjeździe przegrywaliśmy już nawet 21 punktami, ale w czwartej kwarcie odrobiliśmy całą stratę i wygraliśmy w szalonej końcówce 85:83. Dzięki temu eliminacje do koszykarskiego mundialu rozpoczynamy najlepiej, jak tylko się dało - od dwóch zwycięstw.
Holandia - Polska
Screen TVP Sport

Czy można wygrać mecz, w którym prowadziło się jedynie przez minutę i 23 sekundy - na samym początku, po pierwszym rzucie, i na samym końcu? Czy można wygrać mecz, w którym przegrywało się już różnicą 21 punktów? Dla reprezentacji Polski koszykarzy nic nie jest niemożliwe! 

Zobacz wideo Gorąco wokół polskich skoków. Chodzi o skład na igrzyska

Taki scenariusz miał właśnie mecz z Holandią - drugi w eliminacjach do mistrzostw świata w Katarze 2027. Wygraliśmy 85:83, mimo że w teorii wygrać nie mieliśmy prawa. Ale znów Biało-Czerwoni pod wodzą Igora Milicicia pokazali, że czego jak czego, ale woli walki, hartu ducha - po prostu: charakteru! - im nie brakuje. 

Polska górą, "Sokół" bohaterem

Bohaterem szalonej końcówki był Michał Sokołowski. To on w decydującej akcji, 27 sekund przed końcem czwartej kwarty, przechwycił piłkę, pognał pod kosz rywali, trafił i jeszcze dał sfaulować. Po rzucie za dwa był remis po 82, a po dodatkowym rzucie wolnym Polacy wyszli na minimalne prowadzenie. 

A po chwili, gdy Holendrzy nie zdołali odpowiedzieć celnym rzutem, "Sokół" znów dał się sfaulować i przypieczętował wygraną dwoma rzutami wolnymi. Wygraliśmy 85:83. I choć droga na mundial do Kataru jest długa i wyboista, to każda wygrana będzie na wagę złota. A my eliminacje zaczynamy od bilansu 2-0. Lepiej wymarzyć sobie tego nie mogliśmy. 

Tym bardziej że przez niemal cały mecz wydawało się, że czeka nas zimny prysznic. A zwłaszcza po pierwszej połowie, którą przegraliśmy 16 punktami. Pół biedy różnica punktowa. Najgorsze było to, że w 20 minut daliśmy sobie wrzucić aż 53 punkty, a sami zdobyliśmy ledwie 37. 

Nasza obrona zwyczajnie nie istniała, a atak opierał się jedynie na talencie Mateusza Ponitki. Punkty zdobywaliśmy głównie wtedy, gdy nasz kapitan szarpał, wchodził pod kosz, szukał podania, albo samemu kreował dla siebie pozycje. 

Ale i jego gra falowała. Ponitka, jak zwykle w barwach kadry, nie zszedł poniżej ustalonego poziomu, jednak momentami był sfrustrowany, pod presją tracił piłkę. W trzeciej kwarcie za ostry faul otrzymał faul techniczny. Wówczas - kiedy po niezłym początku drugiej połowy wydawało się, że odrobimy część strat - Holendrzy znów odskoczyli, w pewnym momencie prowadząc aż 21 punktami!

To był krytyczny moment meczu, w którym niejeden kibic miał prawo wyłączyć telewizor. Chyba że to kibic... koszykarskiej kadry, która od lat, pod wodzą Igora Milicicia, udowadnia, że potrafi wyjść nawet z najtrudniejszych sytuacji. 

Tak samo było w Hadze, kiedy w czwartej kwarcie ruszyliśmy do odrabiania strat. Powoli, akcja po akcji, kiedy trafiali już nie tylko Ponitka czy Jerrick Harding, ale i gracze drugiego planu, jak Dominik Olejniczak, czy Przemysław Żołnierewicz. 

No i przede wszystkim: Sokołowski. Gracz, który dopiero niedawno wrócił do gry, podpisując kontrakt w Turcji, pokazał, jak głodny jest gry. To on w chaotycznej końcówce pokazał stalowe nerwy, mimo że zanim trafił w decydującej akcji, chwilę wcześniej dwukrotnie boleśnie się mylił. - Do trzech razy sztuka! - cieszyli się komentatorzy TVP, którzy - jak sami przyznali - w trakcie tego meczu co i rusz łapali się za głowę. 

Komentatorzy łapali się za głowę

Łapaliśmy się za głowy i my, ale na koniec jest wielka radość. Pewnie inaczej niż kibice oglądał ten mecz selekcjoner oraz jego sztab. Trenerzy na pewno cieszą się z tego szalonego zwycięstwa, ale materiału do analizy nie brakuje. Byliśmy o włos od zimnego prysznica. 

Najwięcej punktów dla Polaków zdobył Ponitka, 22, dokładając dziewięć zbiórek i cztery asysty. Znów nieźle wypadł Harding, zdobywając 17 punktów. Sokołowski dołożył 12, a Dominik Olejniczak, podpora pod koszem, miał osiem punktów i sześć zbiórek. 

Następne mecze eliminacji na przełomie lutego i marca. Wtedy dwukrotnie zagramy z Łotwą. Kolejne mecze odbędą się już w czerwcu, kiedy w większości dostępni będą gracze z NBA. Wtedy też być może do kadry dołączy Jeremy Sochan, choć to daleka perspektywa.

Do drugiej fazy eliminacji awansują trzy z czterech zespołów naszej grupy. Wtedy te zespoły połączą się z grupą E, gdzie rywalizują Niemcy, Chorwacja, Izrael i Cypr. Z sześciu drużyn, które spotkają się w drugim etapie, do Kataru pojadą trzy.

Więcej o: