- Andrzej gra tak, jakby rozwiązywał łatwą krzyżówkę - mówi guru polskich rozgrywających, Łukasz Koszarek. - Myślę, że umiejętności ma lepsze od taty - dodaje były świetny strzelec, Andrzej Pluta senior. Junior, 23-letni syn byłego reprezentanta Polski, jest objawieniem ostatnich meczów reprezentacji Polski.
Było już dobrze godzinę po zwycięskim meczu z Estonią, kiedy jego bohater Andrzej Pluta junior wyszedł z szatni. Wcześniej udzielał wywiadów przed kamerami, podpisywał piłki, koszulki i szaliki kibicom, odpowiadał na kolejne pytania dziennikarzy, będąc przy tym poklepywanym przez kolegów. W końcu poszedł jednak do szatni, a kiedy z niej wyszedł, podreptał w kierunku kilkuosobowej grupki jego największych fanów – rodziny i przyjaciół.
Andrzej Pluta senior przytulił go oszczędnie, "po ojcowsku", ale z czułością. I radością wypisaną na twarzy. On sam przez lata bywał podporą i liderem reprezentacji Polski, na przełomie wieków był koszykarzem czołowych polskich klubów, znakomitym snajperem słynącym ze świetnych rzutów z dystansu. Po zakończeniu kariery razem z żoną Justyną, byłą koszykarką, podporządkował życie rodzinne sportowemu wychowaniu Andrzeja i o dwa lata młodszego Michała.
Teraz przeżywa chwile wielkiej radości – Pluta junior jest objawieniem turnieju prekwalifikacyjnego w Gliwicach. Pierwszy mecz z Węgrami mu nie wyszedł, ale z Bośnią i Hercegowiną zdobył osiem punktów i miał cztery asysty, z Portugalią zdobył już odpowiednio 13 i 8, a w piątek przeciwko Estonii zagrał tak, że skradł serca fanów. 6/6 z gry, 16 punktów, siedem asyst i kilka akcji, po których widać było, że bawi się grą.
- Cieszę się, że Andrzejowi to się udaje, bo pracował na to bardzo ciężko, przez ostatnie 10 lat włożył w treningi olbrzymi wysiłek. Ale takie jest nasze motto życiowe "Przez pracę na sam szczyt" i on o tym wie – mówił po meczu Pluta senior.
"Nie obrażam się na Polskę, ale..." Dlaczego Pluta wyjechał do Hiszpanii?
Przez pracę i przez Hiszpanię. Gdy w 2014 roku Pluta senior sprzedał dom w Polsce i przenosił się z całą rodziną do Madrytu, koszykarskie środowisko może nie tyle było w szoku, ale jednak obserwowało ten ruch z mieszanką zdziwienia, powątpiewania, zaciekawienia.
- Ja się na Polskę nie obrażam. Ale wiem, że zdecydowana większość sportowców, która osiągnęła sukces, wyjechała wcześniej za granicę – tłumaczył wówczas Pluta senior. I kontynuował: - Przez wiele lat żyliśmy z żoną moją karierą, teraz żyjemy pasją dzieci, które chcą być koszykarzami. Andrzej ma 14 lat, Michał jest dwa lata młodszy - dobrze się rozwijają, są świadomi tego, że aby osiągnąć cel, trzeba ciężko pracować. My to widzimy, chcemy im w tym pomóc.
Dlaczego w Hiszpanii, a nie w Polsce? – Bo tu nie ma odpowiedniej rywalizacji - tłumaczył Pluta. - Z ich macierzystą drużyną TKM Włocławek moi synowie przez większość sezonu wygrywają mecze różnicą 50 pkt, jak grają dobrze, i 30, gdy idzie im słabiej. Na palcach jednej ręki można policzyć mecze, które są zacięte, w których trzeba wziąć odpowiedzialność za wynik, wykonać decydujący rzut.
- Brakuje spotkań, w których zawodnicy mogą się pokłócić, bo ktoś popełnił stratę w ważnym momencie, brakuje meczów, w których obrona rywala jest twarda, a i zdobycie każdego kosza trzeba okupić ciężką robotą. A właśnie takie mecze rozwijają. W rozgrywkach młodzieżowych w Polsce takich meczów jest bardzo mało, a w Hiszpanii w samych Estudiantes takich moich Andrzejów w każdym roczniku jest kilkunastu. Dla niego każdy trening będzie tam walką, udowadnianiem, że jesteś coś wart - trenerom, kolegom, samemu sobie. To jest bardzo ważne, tego w Polsce brakuje najbardziej – opowiadał senior.
- Do Madrytu nie jedziemy na wczasy, przygotowaliśmy sobie budżet, którym musimy gospodarować. Nasz plan jest czteroletni - potem zobaczymy, czy chłopcy skorzystali, czy nie. Czy mogą zostać, czy musimy wracać. Na razie na hiszpańskich trenerach wrażenie zrobił fakt, że synowie wiedzą, co to jest praca, że ją lubią.
Sylwestrowe rekordy Pluty, przebłysk w meczu z Chorwacją
Hiszpańskie doświadczenia Plutów zmieniły nieco ich plany – rodzice po trzech latach wrócili do Polski, Andrzej na Półwyspie Iberyjskim spędził sześć lat. Grał w młodzieżowych zespołach Estudiantes Madryt, w Betisie Sewilla zadebiutował w hiszpańskiej ekstraklasie – miał wówczas 16 lat, pięć miesięcy i 24 dni. Potem grał w Ourense w drugiej lidze i w końcu w 2020 roku, w wieku 20 lat, wrócił do Polski. Trafił do Anwilu Włocławek.
Młody rozgrywający mierzący 190 cm wzrostu furory nie zrobił, do polskiej ekstraklasy wchodził powoli. W pierwszym sezonie grał w Anwilu średnio po 11 minut, miał po 3,5 punktu oraz 1,3 asysty. Potem przeniósł się do Astorii Bydgoszcz i zaczął pokazywać przebłyski – w dwóch kolejnych spotkaniach przed i po Sylwestrem 2021 roku bił swoje rekordy: najpierw zdobył 20, a potem 31 punktów. Sezon w Astorii skończył ze średnimi 8,8 punktu oraz 2,8 asysty, w minionych rozgrywkach w Treflu Sopot miał odpowiednio 7,8 oraz 3,2.
Gra Pluty wzbudzała – i wciąż wzbudza – dyskusje. Czy jest rozgrywającym, czy jednak strzelcem? Czy pod względem fizycznym jest gotowy na europejskie granie, czy jednak nie? Czy umiejętności kontrolowania i organizacji gry są na odpowiednim poziomie, czy jednak czegoś brakuje? Falująca forma i nieregularna skuteczność prowokowały wątpliwości. Słowem - wcale nie było tak, że po powrocie z Hiszpanii Pluta stał się ligową gwiazdą młodego pokolenia.
Selekcjoner Igor Milicić tych wątpliwości jednak nie miał i szybko uznał, że Pluta junior pokazuje poziom zasługujący na grę w kadrze – jesienią 2021 roku powołał go na reprezentacyjne konsultacje dla młodszych graczy, w listopadzie 2022 roku wprowadził na parkiet po raz pierwszy. W debiucie ze Szwajcarią Pluta zaliczył pięć asyst, w drugim meczu z Chorwacją był już kluczowym graczem Biało-Czerwonych – w wyjazdowym zwycięstwie trafił cztery z pięciu trójek, zdobył 14 punktów, miał też cztery asysty. Pokazał, że na coraz wyższym poziomie czuje się dobrze.
Łukasz Koszarek dumny z Andrzeja Pluty
W Gliwicach Pluta czuje się już doskonale. - Pierwszy mecz był słaby w moim wykonaniu, ale najważniejsze, że w kolejnych byłem odważny i nie dopuściłem do głowy, że słabo zagrałem, myślałem o kolejnych spotkaniach, by pomóc drużynie – mówił 23-letni rozgrywający po meczu z Estonią. W tych trzech dobrych spotkaniach notował średnio po 12,3 punktu oraz 6,3 asysty, trafił znakomite 13 z 15 rzutów z gry.
- Koledzy kreują pozycje dla mnie, ja staram się robić to samo dla nich. Mamy naprawdę fajną ekipę, fajnie się gra, koledzy ułatwiają mi życie – dodawał skromnie Pluta. O swobodzie i popisach w niektórych akcjach mówił krótko: - Po to się trenuje przez te wszystkie lata nad tymi rzeczami, żeby później móc wykorzystać je w meczu.
Bardziej rozmowny od bohatera meczu z Estonią był Łukasz Koszarek – były znakomity rozgrywający reprezentacji, który na EuroBaskecie 2007 podawał piłki Plucie seniorowi, obecnie jej dyrektor sportowy. - Jestem dumny z tego, jak gra Andrzej. Przede wszystkim jest spokojny. Nie podpala się, z czym miewał problemy w lidze, kiedy zdarzało mu się wyprzedzać akcje, robić coś, czego drużyna nie potrzebowała. A teraz gra tak, jakby rozwiązywał łatwą krzyżówkę.
- To, że trafia, to jedno. Ale drugie, ważniejsze – on podejmuje właściwe decyzje – podkreślił Koszarek. I kontynuował: - Mówiłem już wcześniej, że dla mnie Andrzej był wygranym okresu przygotowawczego. W pierwszym spotkaniu z Węgrami trochę się spalił, ale potem grał już wybornie.
Koszarek podkreślił też znaczenie otoczenia, w jakim odnajduje się Pluta. - Kręgosłup drużyny – Ponitka, Sokołowski, Balcerowski – uzupełnia się fantastycznie poza boiskiem i na boisku, nikt nikomu nie zabiera gry. A to powoduje, że inni mogą łatwiej wejść w swoją rolę – przy Mateuszu potrzebujemy kolejnego gracza, który może samemu wykreować rzut dla siebie, który dobrze kozłuje i Andrzej świetnie sprawdza się w tej roli.
Andrzej Pluta senior zaskakuje - junior ma lepszy rzut?
Pluta senior, kiedy już wyściskał syna, analizował jego grę na spokojnie. - Cieszę się przede wszystkim z tego, że Andrzej regularnie dostaje minuty, ma ważną rolę w zespole, że Igor Milicić ma na niego pomysł. Wychodzi z ławki i kieruje grą reprezentacji Polski, to jest wielka odpowiedzialność.
No dobrze, ale co z tą niesamowitą swobodą? Bo to, że Pluta gra ostatnio dobrze, to jedno, ale drugie – momentami bawi się koszykówką. Drybluje, zwodzi, wchodzi pod kosz, podaje w tłoku, rzuca z dystansu… - To są umiejętności, które on już nabył, teraz chodzi o to, żeby dobrze czuł się w drużynie, w miejscu, w którym jest, miał minuty na boisku. To wszystko daje swobodę, a swoboda powoduje, że z każdą akcją czujesz się lepiej. Jak wychodzą asysty, jak wychodzą rzuty, to jeszcze łatwiej można pokazać to, co się potrafi – tłumaczy Pluta senior.
Wróćmy jeszcze do juniora – gdy po meczu zapytaliśmy go o to, ile mu brakuje do tego, by dorównać ojcu, Pluta się tylko uśmiechnął. - Ojojoj... Jeszcze długa droga przede mną – rzucił i pobiegł do szatni.
Senior komentuje to tak: - Myślę, że Andrzej umiejętności ma lepsze od taty. Lepiej gra z piłką, obsługuje kolegów, kontroluje tempo meczu. Ja byłem graczem przede wszystkim punktującym – grałem w reprezentacji jako rozgrywający, ale szukałem trafień. Podawałem, ale Andrzej w tym elemencie ma większe umiejętności.
- Zresztą, rzutowe umiejętności też ma lepsze – zaskakuje wielokrotny zwycięzca konkursów trójek. - Teraz pokazuje to w turnieju, ale ja to widzę na co dzień. Pracowaliśmy przez całe lato z nim i z Michałem, wiem, że chłopaki poprawili skuteczność. Andrzej dobrze rzuca po koźle, więc ćwiczyliśmy nad tzw. spot up, czyli rzut z miejsca po otrzymaniu podania. Ten procent też idzie w górę.
Pamiętacie motto rodziny Plutów – przez pracę na sam szczyt? Po sezonie ligowym, a przed zgrupowaniem reprezentacji odpoczynku nie było. - Trenowaliśmy w Orzechu, miejscowości, w której na co dzień pracuję. Chłopaki dziennie oddawali po 300 celnych rzutów, ćwiczyli technikę indywidualną, podania, wejścia pod kosz, dziennie trenowaliśmy po trzy godziny. Po półtorej godziny na hali, a potem na siłowni. To były poważne treningi indywidualne, a ich podsumowaniem była zwykle gierka dwa na dwa – ja z żoną, dzieciaki razem. Nie mamy już szans, ostatnio dostaliśmy lanie, z ośmiu meczów przegraliśmy aż siedem – śmieje się Pluta senior.
I szykuje się na niedzielę, kiedy odbędzie się finał turnieju w Gliwicach. Polacy o 14.15 zmierzą się z Bośnią i Hercegowiną, którą w poniedziałek, w fazie grupowej, pokonali 85:76. Pluta miał mocne wejście z ławki, rzucił osiem punktów, miał cztery asysty. I cóż, powtórka mile widziana.