Polscy koszykarze są już w finale! Andrzej Pluta pokazał, co potrafi

Łukasz Cegliński
Polscy koszykarze pokonali w Estonię 93:83 i awansowali do finału turnieju prekwalifikacyjnego do igrzysk. Publiczność w Gliwicach rozgrzewał przede wszystkim Andrzej Pluta junior, który wykonał kilka niesamowitych akcji.

Polacy byli faworytem półfinału z Estonią i potwierdzili, że są zespołem lepszym. Myli się jednak ten, kto sądzi, że był to mecz łatwy. Owszem, koszykarze Igora Milicicia prowadzili przez zdecydowaną większość czasu, ale na każdy efektowny zryw Biało-Czerwonych przeciwnicy odpowiadali - najczęściej trafieniami za trzy. Polacy mecz kontrolowali, ale musieli utrzymywać koncentrację, bo Estończycy wciąż byli blisko.

Zobacz wideo Linkiewicz opowiada o burzliwej przeszłości. "Dziwię się, że żyję"

Polska pokonała Estonię. Andrzej Pluta wykonał kilka niesamowitych akcji

Milicić znany jest z tego, że jak na boisku zaczyna się robić gorąco, zdejmuje marynarkę. W piątek zdjął ją już po 105 sekundach, gdy Estończycy prowadzili 5:2 i mieli na koncie trafioną trójkę. Zdenerwowanie szkoleniowca można było sobie wyobrazić, bo zadaniem Polaków było właśnie te trójki zatrzymać, a w pierwszej kwarcie to się nie udało - rywale z dystansu trafili pięć razy i aż 15 z ich pierwszych 18 punktów pochodziło z trafień za trzy.

Dlatego Polacy, choć kontrolowali grę, nie potrafili Estończykom uciec. Biało-Czerwoni od początku przeważali pod koszami – najpierw za sprawą Aleksandra Balcerowskiego, który szybko zdobył cztery punkty, a potem zablokował dwa rzuty w jednej akcji, potem za sprawą skutecznych wejść skrzydłowych – szczególnie Michała Sokołowskiego, który do przerwy zdobył dziewięć punktów. Polacy dobrze wymuszali też faule i trafiali wolne, w pierwszej połowie mieli z linii 12/14.

Ale uciekli rywalom, dopiero gdy zaczęli trafiać za trzy w połowie drugiej kwarty – udało się to kolejno Jarosławowi Zyskowskiemu, Andrzejowi Plucie i Sokołowskiemu, pod koniec pierwszej połowy było już 41:30. Ale skończyło się tylko 41:35, bo w końcówce zabrakło koncentracji i w obronie, i w ataku.

Początek drugiej połowy był udany – po trójce Sokołowskiego kontrę wykończył Zyskowski, ten pierwszy po chwili zaskoczył rywali wsadem po świetnym podaniu Balcerowskiego. A Zyskowski trafił z faulem po równie dobrym dograniu Mateusza Ponitki. Polacy prowadzili już 51:38.

Biało-Czerwoni na początku trzeciej kwarty zaczęli bronić agresywniej, już na połowie rywala, co czasem wymuszało straty Estończyków, a czasem dezorganizowało ich atak. I kiedy wydawało się, że wszystko zaczyna się układać, przeciwnicy trafili dwie trójki z rzędu i znów się zbliżyli.

Polacy chwilami się męczyli, szczególnie Ponitka, który w pewnym momencie miał 2/9 z gry oraz sześć strat. Ale to jego trójka dała prowadzenie 56:44 i szansę na kolejną ucieczkę. Nic z tego, Estończycy trafili kolejną trójkę, potem poprawili za dwa i znów prowadzenie Polaków stopniało. Po trzech kwartach było 63:56, a na początku ostatniej części rywale zbliżyli się nawet na cztery punkty.

Polacy zareagowali jednak bardzo dobrze - ciężar gry wziął na siebie Balcerowski, który momentami był niemiłosiernie obijany przez estońskich obrońców, ale walczył i ciułał kolejne punkty. A potem piękny przebłysk miał Pluta, który staje się odkryciem tego turnieju - efektowne wejście pod kosz z zawijasem z drugiej strony obręczy, trafienie za trzy i Polacy znów prowadzili wysoko, 75:62. To po jego akcjach niemal 3 tys. kibiców w Arenie Gliwice podrywało się z najgłośniejszym okrzykiem. I słusznie - Pluta grał 20 minut, zdobył 16 punktów, miał 6/6 z gry oraz siedem asyst. W trzecim kolejnym meczu 23-letni rozgrywający wypadł świetnie.

Ostatecznie Biało-Czerwoni wygrali 93:83 i zapewnili sobie miejsce w niedzielnym finale turnieju, w którym zmierzą się z Izraelem lub Bośnią i Hercegowiną. Przeciwko Estonii najwięcej, 19 punktów, zdobył dla Biało-Czerwonych Sokołowski, 18 dodał pracowity pod koszami Balcerowski. Poza nimi i Plutą dwucyfrową zdobycz miał jeszcze Ponitka - 10 punktów.

Warto też zauważyć, że ostatecznie to Polacy mieli lepszą skuteczność za trzy z dystansu - rozkręcali się w tym elemencie z kwarty na kwartę i ostatecznie mieli 11/17, czyli aż 64 proc. Estończycy rzucali zdecydowanie częściej, trafili 15 z 40 trójek, czyli 37 proc.

Więcej o:
Copyright © Agora SA