Niemal połowę reprezentacji koszykarzy stanowią gracze, których ojcowie też grali w koszykówkę na wysokim poziomie. - Ci chłopcy w pewnym sensie są uprzywilejowani już na starcie. Jeśli są ambitni, to po prostu to wykorzystują - mówi Jarosław Zyskowski, były reprezentant Polski, ojciec obecnego kadrowicza, także Jarosława.
Kiedy 16 czerwca 1992 r. na świat przychodził Jarosław Zyskowski junior, jego ojciec, także Jarosław, odpoczywał po ciężkim sezonie, w którym wywalczył ze Śląskiem pierwsze ze swoich pięciu mistrzostw Polski. Gdy osiem lat później, 3 czerwca 2000 r., rodził się Andrzej Pluta junior, dumny tata też miał akurat wolne - było tuż po sezonie, w którym ze swoją macierzystą Pogonią Ruda Śląska wywalczył świetne piąte miejsce, co było największym sukcesem w historii klubu. Dwa lata później Pluta był już we Włocławku i podczas okresu przygotowawczego zapewne gratulował koledze z drużyny Igorowi Miliciciowi, któremu 27 sierpnia 2002 r. urodził się syn Igor. 10 miesięcy później Włocławek z Plutą i Miliciciem świętował pierwszy tytuł.
Dzisiaj ojcowie obserwują, a synowie grają. Zyskowski, Pluta i Milicić razem z kolegami z reprezentacji stawiają kolejne kroki na długiej drodze do przyszłorocznych igrzysk w Paryżu - w turnieju prekwalifikacyjnym w Gliwicach Polacy pokonali Węgry, Bośnię i Hercegowinę oraz Portugalię. W piątek zagrają w półfinale z Estonią, ale żeby awansować do właściwego turnieju kwalifikacyjnego, muszą wygrać niedzielny finał. Na razie drużynie idzie dobrze, jej liderami są Mateusz Ponitka (średnio 14 punktów, 7,7 asysty), Michał Sokołowski (16,3 punktu, 4,7 zbiórki) oraz Aleksander Balcerowski (14,3 punktu, 6,3 zbiórki). Ale w środowym meczu z Portugalią własną historię napisali też inni gracze.
Wspomniani Pluta, Zyskowski i Milicić – synowie byłych koszykarzy, reprezentantów Polski, a także wyróżniających się graczy ekstraklasy, zagrali skutecznie, efektownie i dali impuls drużynie. 23-letni Pluta miał 13 punktów i osiem asyst, 31-letni Zyskowski trafiał w ważnych momentach, w sumie zdobył 10 punktów, a na koniec bardzo dobrze zaprezentował się 21-letni Milicić, który do 13 punktów dodał sześć zbiórek.
Gdzie nie spojrzysz, syn koszykarza
Całą trójkę oklaskiwali seniorzy – były znakomity strzelec Andrzej Pluta z trybun hali w Gliwicach, specjalista od podkoszowej walki Jarosław Zyskowski sprzed telewizora, a rozgrywający Igor Milicić z ławki rezerwowych. Przypadek Miliciciów jest szczególny – ojciec-selekcjoner prowadzi w kadrze syna-koszykarza.
– Ważne, że Andrzej i Igor się nie boją, choć po raz pierwszy grają w meczach o tak dużą stawkę. Mateusz i "Sokół" namawiają ich, by dawali kadrze to, co najważniejsze: serce. Serce i jaja. To z takim nastawieniem zdobyliśmy czwarte miejsce na EuroBaskecie i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy – cieszył się po meczu selekcjoner Milicić, doceniając występy młodych kadrowiczów.
Co ciekawe, w dwunastce grającej w Gliwicach są dwaj kolejni synowie byłych koszykarzy – Balcerowski (jego ojciec Marcin grał w Górniku Wałbrzych) oraz Jakub Nizioł (Piotr był mistrzem Polski ze Śląskiem Wrocław). A gdyby rozszerzyć spojrzenie na szerszą kadrę, dochodzi jeszcze Szymon Wójcik, syn Adama, który był legendą polskiego basketu.
Idźmy dalej – w ostatnich latach w reprezentacji koszykarzy grali także choćby Adam Waczyński, Szymon Szewczyk, Michał Ignerski, Kamil Łączyński i Jakub Karolak, których ojcowie również grali w ekstraklasie. I choć z jednej strony to przekazywanie sportowych tradycji i smykałki z pokolenia na pokolenie jest dość oczywiste, to z drugiej – liczba synów byłych koszykarzy w reprezentacji jest dość duża.
Bonus dla drugiej generacji, sportowy reżim od małego
Jarosław Zyskowski senior tłumaczy kariery synów koszykarzy tak: - Ci chłopcy w pewnym sensie są uprzywilejowani już na starcie. Piłeczkę dostają do kołyski, przy koszykówce są, chcąc nie chcąc, od małego. Zabieramy ich na obozy, na mecze, na treningi. Nawet zabawy ojca z synem na podwórku też często dotyczą koszykówki.
- Do tego dochodzi wspólne oglądanie meczów, tłumaczenie i analizowanie zagrań – to też pozwala chłopcom zrozumieć i polubić grę. I to wszystko jest bonusem dla tej, powiedzmy, drugiej generacji – jeśli nasi synowie potrafią to wykorzystać i mają ambicje, to jest to ich przewaga – mówi Zyskowski.
- To nie jest zasada, że każdy syn lub córka byłego zawodnika będą grali w poważny basket, ale coś w tym jest, że dzieciaki koszykarzy są wychowywane w takim sportowym reżimie – dodaje Andrzej Pluta. – U nas było tak, że cała rodzina całkowicie podporządkowała się mojej karierze, dzieciaki cały czas obserwowały treningi, mecze, uczestniczyły w wyjazdach.
- Dzieci z rodzin sportowców lepiej wchodzą w rywalizację sportową. Szybciej mierzą się z porażką, ze zwycięstwem, mają trochę mocniejsze charaktery. Potrafią lepiej radzić sobie z emocjami, także tymi trudnymi po niepowodzeniach. Jeśli chłoną to, co przekazują o koszykówce rodzice, a często jest to naturalne, to wtedy jest szansa, że będą grali na wysokim poziomie – mówi Pluta.
- Fajnie, że mamy tyle rodzinnych koneksji w kadrze, w szerokim składzie. To są świetne historie – nie tylko dla nas, dla ojców, ale także dla kibiców – podsumowuje Zyskowski, a Pluta powtarza to samo niemal tymi samymi słowami. I obaj zaznaczają, że nie mają żadnego problemu z tym, żeby synowie poprawili ich osiągnięcia.
Na razie udaje się to Zyskowskiemu, który jest trzykrotnym mistrzem Polski, MVP ligi, uczestnikiem EuroBasketu, w którym Polska zajęła czwarte miejsce, a także byłym graczem najlepszej w Europie ligi hiszpańskiej. Pluta i Milicić na to, aby dorównać ojcom, muszą jeszcze popracować. Ale na razie dobrze wykorzystują szanse, jakie otworzyła przed nimi reprezentacja.