Londyn 2012. Szermierka. Dmowska: Florecistki mają wszystko, by zdobyć medal

Po serii nieudanych startów polskich szermierzy w czwartek w hali ExCel zaprezentują się polskie florecistki. Rywalizację w turnieju drużynowym Sylwia Gruchała i spółka rozpoczną o godz. 11.30 od ćwierćfinałowego meczu z Francją. - Umiejętnościami dziewczyny nie odbiegają od najlepszych, poza tym są świetnie zgrane i bardzo się lubią, a to daje sukces. One mają w swoim dorobku tytuły mistrzyń i wicemistrzyń świata, im niczego nie brakuje, żeby wygrać i na igrzyskach - przekonuje była mistrzyni świata w szpadzie, Danuta Dmowska.

Wierzy pani, że jeszcze nie wszystko stracone jeśli chodzi o naszą olimpijską szermierkę?

- Na pewno nie wszystko stracone, bo mamy jeszcze jedną konkurencję, a historia pokazuje, że z igrzysk najwięcej medali przywoziliśmy właśnie w konkurencjach drużynowych. Cztery lata temu srebro zdobyli szpadziści, myślę, że teraz na podobny wynik stać florecistki.

Polki walkę o podium zaczną od ćwierćfinału z Francją, a to trudny rywal.

- Na pewno, nawet bardzo trudny. Ale cztery lata temu, w Pekinie, dziewczyny miały teoretycznie bardzo łatwy mecz z Amerykankami i go przegrały. Myślę, że teraz mając wymagającego przeciwnika nasze florecistki będą od początku musiały walczyć odważniej i rozważniej, będą musiały być skoncentrowane na każdym kolejnym trafieniu i to im przyniesie sukces. Powtórzę też to, co już mówiłam w innych wywiadach - to, że Sylwia Gruchała nie powalczyła indywidualnie o niczym nie świadczy. Obserwowałam ją na treningach i uważam, że jest świetnie przygotowana. Na pewno jest w stanie poprowadzić drużynę do zwycięstwa. Najważniejsze, żeby dziewczyny poradziły sobie ze stresem. Umiejętnościami nie odbiegają od najlepszych, jako zespół są świetnie zgrane i bardzo się lubią, a to daje sukces. Włoszki, mimo indywidualnych zwycięstw, mają problem, bo w grupie mają duże konflikty. Miejmy więc nadzieję, że nasze pokonają także Włoszki.

Wygrać z drużyną, w której są trzy medalistki turnieju indywidualnego to na pewno zadanie nie ponad siły naszych pań?

- Dziewczyny mówią, że im się nawet lepiej walczy z Włoszkami niż z Francuzkami. Wiadomo, że Włoszki to top topów, ale nasze dziewczyny mają w swoim dorobku tytuły mistrzyń i wicemistrzyń świata. Im naprawdę niczego nie brakuje, żeby wygrać i na igrzyskach.

Czyli wierzy pani, że florecistki zrobią to samo, co na zimowych igrzyskach w Vancouver panczenistki, którym także nie wyszły występy indywidualne, za to w rywalizacji drużynowej zaskoczyły nas brązowym medalem?

- Wierzę, bo walka w drużynie zawsze jest czymś innym niż zawody indywidualne. A w szermierce to już w ogóle dwa zupełnie inne światy. W drużynie jest inna taktyka, mecz składa się z dziewięciu walk toczonych do pięciu trafień, walki są więc krótsze, a kiedy nie idzie którejś zawodniczce można zaczekać aż wejdzie kolejna i podciągnie wynik. Któraś z naszych dziewczyn na pewno będzie dobrze walczyła i jej zadaniem będzie podwyższanie rezultatu. Pewnie czeka nas dużo emocji, może być tak, że o zwycięstwie będzie decydowało jedno trafienie, ale medal jest jak najbardziej realny.

Zwłaszcza, że droga do niego jest o wiele krótsza niż w turniejach indywidualnych.

- Dokładnie. Tu wystarczy wygrać dwa mecze, by mieć zagwarantowany srebrny medal. Dwa mecze to sześć walk każdej zawodniczki do pięciu trafień. Na jednym treningu takich walk toczymy po kilkanaście, więc wystarczy, że dziewczyny zmobilizują się na kilka bardzo dobrych walk i wszystko będzie w ich zasięgu. Wiem, że one się dobrze dogadują, jeśli tylko nie zblokują ich wcześniejsze niepowodzenia, to będzie dobrze.

Czemu miałyby zblokować? Przecież Polki nie mają nic do stracenia.

- Sylwia Gruchała jest bardzo doświadczona, Karolina Chlewińska [rezerwowa], która przyjechała tylko do drużyny i Gosia Wojtkowiak też już startowały na igrzyskach, więc ten pierwszy stres mają za sobą. Debiutantką jest jedynie Martyna Synoradzka, ale przy tak doświadczonych dziewczynach ona sobie poradzi i myślę, że nawet będzie odgrywała główną rolę. Mam nadzieję, że skoro co cztery lata szermierka przywozi olimpijski medal, to tym razem nie będzie inaczej.

Więcej o: