Coś ty mi za skarpetki dała w gości, matka?!

Tak pytał żonę Jerzy ''Wyrywny'' Turek w ''Kogel Mogel 2'', podobne pytanie na temat swoich strojów, musieli sobie w weekend zadać piłkarze Piasta Gliwice. Pożyczanie, granie w odznacznikach, zaklejanie herbów - historia naszej ekstraklasy zna różne przygody na temat piłkarskiego przyodzienia. Co ciekawe, te które udało nam się wygrzebać, dotyczą meczów z udziałem śląskich zespołów.

Korespondenci z Sosnowca donieśli o mrożących krew w żyłach scenach z meczu Cracovia - Piast.

Sędzia Marcin Borski nie zgodził się, żeby Piast założył granatowo-czerwone stroje na mecz z Cracovią. Nie podobał mu się także komplet rezerwowy. Kierowca szybko przywiózł z Gliwic jeszcze jeden stroje. Piast wyglądał w nich, jakby przeniesiono go z lat 70.

Goście dowiedzieli się o problemach półtorej godziny przed meczem. Podobno zbyt dużo było czerwonego koloru. To o tyle dziwne, że w zeszłym sezonie podczas meczów Cracovią nikomu stroje Piasta nie przeszkadzały. Z kolei sędziemu Borskiemu nie przeszkadzało, że numery na koszulkach nie zgadzały się z numerami na spodenkach. Piast ostatecznie wyszedł w paskudnych niebieskich koszulkach pranych chyba 1200 razy.

Na zdjęciach: Piast bez czerwonego i Piast z czerwonym. (Nie) Słuszność zamiany strojów do oceny czytelników.

W przypadku Piasta, tyle dobrego, że z Sosnowca do Gliwic rzut kamieniem i można było przywieźć swoje stroje. Gorzej, gdy odległość jest większa lub czasu jest za mało i strój trzeba pożyczać.

Polonia Bytom w koszulkach Odry (mecz z Piastem, listopad 2008)

MARCIN TOMALKA / Agencja Wyborcza.pl

Pierwsze derby w ekstraklasie pomiędzy drużynami z Gliwic i Bytomia nie przejdą do historii z powodu pięknej gry, ale... afery koszulkowej. Tuż przed rozpoczęciem spotkania okazało się, że kolory strojów obu śląskich drużyn są bardzo podobne. Sędzia Jacek Granat nie dopuścił do tego, by Piast grał na granatowo, a Polonia na czarno, i nakazał gościom, czyli bytomianom, zmianę barw. - Z Gliwic do Bytomia jest blisko, więc nawet z pomocą gołębia pocztowego można się było dogadać, aby uniknąć takiej sytuacji - podkreślał arbiter. Ponieważ derby odbywały się w Wodzisławiu, zdesperowani działacze Polonii wpadli na pomysł, aby pożyczyć komplet strojów od miejscowej Odry. Wystarczyło tylko pozaklejać plastrami niektóre napisy i już można było grać. - Taka sytuacja nie powinna się zdarzyć - kręcił jednak głową Grzegorz Podstawek, napastnik z Bytomia. Działacze Polonii byli wściekli na kierownika swojego zespołu, 75-letniego Wacława Kruczkowskiego, który jest odpowiedzialny za ubiór piłkarzy. - Mamy tylko dwa komplety strojów i żaden z nich na dzisiaj by się nie nadawał - rozkładał ręce Kruczkowski. Blamażu można było jednak uniknąć. - Gdyby ktoś dał nam znać przed meczem, że jest problem, to przywieźlibyśmy zupełnie inny komplet - przyznał Janusz Bodzioch, menedżer Piasta. Koszulki Odry nie okazały się szczęśliwe dla polonistów. Bytomianie byli bardzo nieskuteczni i przegrali.

Zagłębie z Odrą jak Odra (sierpień 2004 , Odra Wodzisław - Zagłębie Lubin 1:2)

Goście przyjechali do Wodzisławia tylko z jednym kompletem strojów i to na dodatek w kolorze pomarańczowym, a już wcześniej ustalono, że Odra zagra w czerwonych kostiumach. Dlatego Zagłębie wystąpiło w tym meczu w białych koszulkach Odry. Wszyscy zawodnicy mieli zaklejone z tyłu na koszulkach nazwiska śląskich piłkarzy, a tylko niektórzy zasłonili również widniejące z przodu godło wodzisławskiego klubu. - Koszulki Odry okazały się dla nas szczęśliwe, zabieramy je do domu - mówił najlepszy piłkarz meczu, szczęśliwy Łukasz Mierzejewski.

Odra jak... drogowcy (Lech - Odra, maj 2004)

Gdyby ktoś zjawił się wczoraj wieczorem na Bułgarskiej zupełnie przypadkiem, mógłby wziąć mecz Lecha z Odrą za trening. Goście grali bowiem w... pomarańczowych, odblaskowych oznacznikach! W Polsce to goście powinni stawiać się na mecz z dwoma kompletami strojów i dostosować się do ubioru gospodarzy. Odra zjawiła się z jednym kompletem granatowych wdzianek. Szefowie klubu z Wodzisławia uznali, że będą one dostatecznie kontrastowały ze strojami Lecha. I faktycznie, o pomyłkę byłoby bardzo trudno. Sędzia i obserwator PZPN uznali jednak, że są one zbyt podobne do niebieskich strojów Lecha i nakazali ubrać Odrę w... pomarańczowe oznaczniki, jakie zwykle zakłada się na treningach. - Drogowcy - zawołali kibice Lecha.

GKS Jastrzębie i pożyczane spodenki w meczu z Motorem w Lublinie i Podbeskidziem (31.03.2009)

GKS Jastrzębie w wyjazdowym meczu w Lublinie (1:1) zaprezentował się w pożyczonych żółtych spodenkach. To dlatego, że kierownik drużyny zapomniał zabrać ich kompletu dla piłkarzy! Zawodnicy niechętnie mówią o całej sprawie. - Szkoda gadać. Wyciągamy sprzęt w szatni, a tu się okazuje, że brakuje spodenek. Na dodatek kierownik jeszcze krzyczy, że to ktoś z nas mu wykręcił głupi kawał. Po co mielibyśmy to robić? - denerwują się piłkarze śląskiego pierwszoligowca. Na szczęście dla jastrzębian pomocy nie odmówił sztab szkoleniowy Motoru. - Nie chcieliśmy robić przeszkód rywalom. Kierownik Jastrzębia wytłumaczył mi, że prawdopodobnie musiał zostawić te spodenki gdzieś w hotelu [jastrzębianie po drodze nocowali w Tarnowie - przyp. red.] - mówi drugi trener lubelskiej drużyny Mirosław Kosowski. Jak się okazuje, dla Motoru taka sytuacja to żadna nowość. - Tydzień temu graliśmy w Bielsku-Białej z Podbeskidziem. Gospodarze wysłali nam faks, że będą grali w strojach granatowych, a my akurat zabraliśmy spodenki w tym kolorze. Na miejscu trzeba było pożyczyć więc od gospodarzy białe - wspomina Kosowski.

Polska reprezentacja młodzieżowa w strojach Norwegii

Jeśli pamiętacie więcej tego typu akcji, wpisujcie w komentarzach.

Bartosz Nosal