Tam i z powrotem, czyli przygody pewnego Tottenhamu

Wśród licznych informacji, jakie pojawiły się ostatniego dnia okienka transferowego przegapiliśmy informację o tym, że Tottenham zainstalował w budynku klubowym obrotowe drzwi. A jeśli nie zainstalował, to chyba powinien.

Tottenham miał w tym sezonie (podobnie jak w poprzednim i jeszcze poprzednim i jeszcze...) wedrzeć się do czołowej czwórki ligi i zapewnić sobie miejsce w Lidze Mistrzów. Biorąc pod uwagę, że zajmuje obecnie w lidze 14. miejsce, ma punkt przewagi nad strefą spadkową i dwa punkty przewagi nad ostatnią drużyną w tabeli, spokojnie można uznać ten plan za nierealizowalny. Trzeba natomiast myśleć co zrobić, żeby plan na przyszły sezon nie brzmiał: zająć w lidze miejsce  dające awans do Premier League. A pomóc w tym mają... zawodnicy Tottenhamu.

W sezonie 2006/07 Jermaine Defoe strzelił dla Tottenhamu 18 bramek w 49 meczach. Po sezonie klub kupił jednak kolejnego napastnika - Darrena Benta za 16,5 mln funtów. Biorąc pod uwagę, że w klubie byli też Dimitar Berbatow i Robbie Keane, szanse Defoe na grę spadły niemal do zera, choć on sam zapowiadał walkę o miejsce w składzie i inne rzeczy, które w takich cyrkumstancjach zwykli piłkarze zapowiadać. Szybko okazało się jednak, że Defoe w Londynie nie ma już czego szukać - tylko trzykrotnie wyszedł w pierwszym składzie i w styczniu 2008 r. bez żalu sprzedano go do Portsmouth za 9 mln funtów.

W Londynie bowiem pierwsze skrzypce grali Berbatow i Keane. Obaj grali świetnie już w sezonie 2006/07 (w kwietniu 2007 r. zostali nawet wspólnie wybrani na piłkarza miesiąca Premier League), a w kolejnym wręcz zachwycająco. Łącznie w poprzednim sezonie strzelili dla londyńczyków po 23 bramki. Cały zespół jednak rozczarował - w zeszłym sezoznie był dopiero 11. Nic więc dziwnego, że gwiazdy, którymi zainteresowały się największe kluby na Wyspach, postanowiły odejść.

Sporo było z tym zamieszania, bo Tottenham swoich gwiazd puścić nie chciał, składał nawet oficjalne skargi na Man Utd i Liverpool, ostatecznie jednak zarówno Berbatowa, jak i Keane'a puścił, zarabiając wprawdzie ponad 50 mln funtów, ale jednocześnie tracąc wszystkie strzelby, co próbowano załatać sprowadzając Romana Pawliuczenkę i Davida Bentleya.

Latem za 8,5 mln funtów kupiono też z Man City Vedrana Corlukę, w związku z czym pozbyto się Pascala Chimbondy, na którego dwa lata wcześniej wydano 4,5 mln funtów. Za Francuza, który od czasu przybycia do klubu Juande Ramosa średnio raz na tydzień czytał w gazetach o swoim odejściu, Sunderland zapłacił ok. 3 mln funtów.

Operacja może i się udała, tyle, że pacjent nie przeżył. Tottenham zaliczył najgorszy początek sezonu w 126-letniej historii klubu: w pierwszych ośmiu meczach sezonu dwukrotnie zremisował i sześciokrotnie przegrał, pewnie moszcząc się na ostatnim miejscu w tabeli. Na tę okoliczność pod koniec października pożegnano się z trenerem Juande Ramosem i dyrektorem sportowym Damienem Comollim. W miejsce tego pierwszego zatrudniono trenera Portsmouth Harry'ego Redknappa, w miejsce tego drugiego zresztą również, oddając Redknappowi nadzór zarówno nad zespołem, jak i nad transferami. Tottenham zaczął grać lepiej i pod koniec listopada, po pokonaniu w 14. kolejce Blackburn udało mu się na stałe opuścić strefę spadkową.

W końcu nadszedł styczeń i okienko transferowe. Uznano, że przydałby się w drużynie kolejny napastnik. Harry Redknapp przypomiał więc sobie o zawodniku, którego prowadził jeszcze w Portsmouth, a który w poprzednim sezonie zdobył 8 bramek w 12 meczach, w tym natomiast i dziewięć w 23. Na imię było mu Jermaine Defoe. Piłkarz bardzo się ucieszył i stwierdził, że z przyjemnością wróci na White Hart Lane. Mniej ucieszył się jego klub i przekonanie go wymagało aż 16 mln funtów.

Już w swoim drugim meczu w Tottenhamie Defoe strzelił bramkę dającą klubowi remis z... Portsmouth. Łącznie w pięciu meczach strzelił trzy gole, po czym doznał kontuzji. Początkowo mówiło się o miesiącu przerwy, teraz jednak wygląda na to, że konieczna będzie operacja i co najmniej dwumiesięczny rozbrat z piłką.

Postanowiono więc sprowadzić jeszcze jednego napastnika. Macie pół sekundy, żeby zgadnąć na kogo padło. Tak, zgadliście, na Robbie'ego Keane'a. O jego przygodzie z Liverpoolem już pisałem , dlatego teraz ograniczę się do kwoty, wahającej się w zależności od źródła od 12 mln funtów (plus 4 mln w zależności od wyników) do 15 mln funtów.

Dodatkowo ściągnięto jeszcze prawego obrońcę, a skoro Pascal Chimbonda był już znany i sprawdzony - ściągnięto Chimbondę. W tym wypadku Tottenham przynajmniej wyszedł na zero i choć oficjalnie tego nie potwierdzono, angielskie media piszą, że za francuskiego obrońcę zapłacono tyle, za ile go wcześniej sprzedano, czyli. ok. 3 mln funtów.

Łącznie w zimowym okienku transferowym Tottenham kupił pięciu piłkarzy: Carlo Cudiciniego z Chelsea, Wilsona Palaciosa z Wigan oraz Defoe, Chimbondę i Keane'a. Zapłacił za nich w sumie 48 mln funtów, wydając najwięcej ze wszystkich klubów Premier League. Biorąc pod uwagę, że Cudicini przyszedł za darmo, a Palacios za 14 milionów funtów, łatwo obliczyć, że londyńczycy wydali na własnych zawodników 34 mln funtów.

Z jednej strony, wszystkie te zakupy mają sens i można je zakwalifikować jako sprzątanie po radosnej transferowej twórczości duetu Ramos-Comolli. Z drugiej jednak strony, cóż, Tottenham stał się idealną ilustracją powiedzenia, że trzeba bardzo wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu.

Piotr Mikołajczyk