Sport.pl

KSW. Damian Janikowski, czyli medalista olimpijski w zapasach, który planuje podbić MMA. 'Trzeba mieć marzenia, bo inaczej trudno osiągnąć sukces' [ROZMOWA]

Damian Janikowski to były zapaśnik i żołnierz, a obecnie zawodnik MMA. W 2012 roku na igrzyskach olimpijskich w Londynie zdobył brąz, a teraz planuje podbić federację KSW. W debiucie podczas walki na Stadionie Narodowym efektownie pokonał Julio Gallegosa (8-7). W sobotę na gali KSW 41 zmierzy się z Antonim Chmielewskim (32-16), najbardziej doświadczonym Polakiem w MMA.
Janikowski Janikowski KUBA ATYS

"Trzeba mieć marzenia, bo inaczej trudno osiągnąć sukces"

- Gdybym się przejmował opiniami, że: "nie jestem doświadczonym zawodnikiem", to nigdy bym nie osiągnął sukcesu. Mając 18-lat wychodziłem do pojedynków z 30-latkami, którzy byli mistrzami świata i Europy, a wygrywałem z nimi. Wtedy też byłem "gościem znikąd", ale podczas walki nie miało to znaczenia. Nie kalkuluję, skupiam się tylko na sobie. W sobotę zobaczymy czego przez ten rok się nauczyłem w MMA - mówi Janikowski w rozmowie ze Sport.pl

"Od kiedy jestem w federacji KSW wyraźnie zyskałem na popularności"

Antoni Partum: "W innych krajach medaliści olimpijscy dostają dom, samochód lub pieniądze. Większą popularność i szacunek mam w Rosji i w Stanach Zjednoczonych. Tam ludzie wiedzą, kogo pokonałem. W Polsce ktoś na tobie chętnie zgasiłby papierosa" - mówiłeś o tym jak traktuje się u nas olimpijczyków. A jak ludzie postrzegają zawodnika MMA?
Damian Janikowski: - Chodziło mi o to, że gdy jesteś na topie to wielu cię klepie po plecach i udaje przyjaciół. Ale jak przegrasz, lub nie zdobędziesz kwalifikacji olimpijskich, to od razu się odwracają. Część kibiców i mediów nagle o tobie zapomina. Na szczęście mam jednak dużo prawdziwych fanów, którzy są ze mną na dobre i na złe. Od kiedy jestem w federacji KSW wyraźnie zyskałem na popularności. Co tu się dziwić. Zapasów nie transmitują na Polsacie, ale MMA już tak. Fakt, że w efektownym stylu wygrałem debiutancką walkę na pewno mi pomógł.

Jako zapaśnik nie byłeś zbyt aktywny w mediach społecznościowych, a teraz jest cię w nich pełno. Nagrywasz filmiki, wstawiasz dużo zdjęć i często się udzielasz. Wymóg federacji, rada od menadżera, czy własna inicjatywa?
- Mój menadżer dostał hasło do mojego facebooka i pomaga mi go prowadzić. Jako zapaśnik nie miałem zbyt wielu sponsorów, a teraz mam ich dużo, więc część postów, to zobowiązania wobec sponsorów.

W pracy :)

Post udostępniony przez Damian Janikowski Official (@damian.janikowski) Lis 14, 2017 at 12:39 PST

Gdy trenowałeś zapasy, to nie miałeś zbyt wiele czasu wolnego. Nie byłeś ani na swoim balu gimnazjalnym, ani maturalnym, nie chodziłeś na imprezy, nie miałeś normalnych wakacji. Jak bardzo zmieniło się twoje życie od kiedy jesteś w KSW?
- Może miałem mniej czasu wolnego niż moi rówieśnicy, ale całkowicie poświęcając się karierze sportowej stałem się medalistą olimpijskim, a także zwiedziłem kawał świata reprezentując mój kraj. A to piękne uczucie.

Jeśli chodzi o czas wolny, to teraz się to faktycznie zmieniło. Kiedyś dom był dla mnie jak hotel, praktycznie tylko w nim spałem. Teraz mam dwa treningi dziennie, a resztę czasu spędzam w domu. Podczas zapaśniczej kariery ciągle były jakieś wyjazdy na turnieje, czy zgrupowania kadry Polski. Teraz tego nie ma. Nigdy nie miałem takiego komfortu jak obecnie. Zyskała na tym moja rodzina.

Latające kolano

Który trening jest bardziej wymagający, zapaśniczy czy w MMA?
- Są to różne treningi, ale wszystko bardziej wymagające są treningi zapaśnicze. To jednak sport olimpijski. Znacznie więcej czasu trzeba mu poświęcić. W MMA są dwa, trzy miesiące kiedy jest bardzo ciężko, bo robisz formę pod konkretną walkę. Reszta czasu to rozwój, nauka techniki, budowanie siły i dynamiki. Te treningi są jednak przyjemne. Dużo odpoczynku i regeneracji. W MMA jest profesjonalne zaplecze kliniczne, fizjoterapeuci, dietetycy i lekarze. Inny świat. Wszystko się kręci wokół ciebie. Można sobie pozwolić, żeby być w domu.

"Janikowski to bestia"

A jak porównasz obecne przygotowania do tych z maja, kiedy debiutowałeś w KSW?
- Forma idzie do góry, bo moje umiejętności ciągle rosną. Zmieniłem klub, bo z S4 z powodów osobistych [problemy zdrowotne - red.] odszedł nasz trener  Piotr Jeleniewski. Wraz z całą ekipą [m.in.: Daniel Omielańczuk, Łukasz "Juras" Jurkowski], z wyjątkiem Marcina Tybury [wyjechał trenować do Stanów - red.], przenieśliśmy się do WCA Fight Team. Tam sparuję, między innymi z Piotrkiem Strusem, Bartoszem Fabińskim czy Marcinem Naruszczką. Jestem bardzo zadowolony z naszych treningów.

Jak wyglądasz na tle Strusa, czyli bardzo solidnego zawodnika?
- Trudno to określić. Piotrek trenuje od wielu lat i powiedział mi, że pamięta jak zaczynał ze mną trenować, to wtedy się ze mną bawił. Teraz już takiej łatwości nie ma. Dzisiaj nazwał mnie nawet "bestią". Zrobię co w mej mocy, aby w sobotę udowodnić, że się nie myli.

"Gość znikąd"

W katowickim Spodku stoczysz swoją drugą walkę w MMA, a twój rywal Antoni Chmielewski będzie się bił po raz 49. Kolosalna dysproporcja...
- I co z tego? Niczego się nie boję. Gdybym się przejmował takimi rzeczami, to nigdy bym nie osiągnął sukcesu. Mając 18-lat wychodziłem do pojedynków z 30-latkami, którzy byli mistrzami świata i Europy, a wygrywałem z nimi. Wtedy też byłem "gościem znikąd", ale podczas walki nie miało to znaczenia. Nie kalkuluję, skupiam się tylko na sobie. W sobotę zobaczymy czego przez ten rok się nauczyłem. Ćwiczę z Robertem Złotkowskim, a on wiele lat trenował z Chmielewskim, więc daje mi różne rady.

Znacie się z Chmielewskim?
- Nie znam i nie mam zamiaru teraz go poznawać. Szanuję go jako sportowca, ale jego osoba mnie nie interesuję. Nie ma między nami żadnych relacji.

Być jak Cormier

Wszystko przed tobą. Daniel Cormier, były mistrz świata w zapasach, w wieku 30 lat trafił do MMA, a teraz jest mistrzem UFC. Też masz taki plan?
- W Ameryce jest inaczej. Tam zapaśnicy trenują z zawodnikami MMA, u nas to nie do pomyślenia. Ludzie czasami wręcz mają pretensje, jeśli trenujesz coś innego. Panuje jakaś bezpodstawna zawiść i zazdrość. Czy mam plan zostania najlepszym na świecie? Trzeba mieć marzenia, bo inaczej trudno osiągnąć sukces. Ale zawsze skupiam się tylko na kolejnej walce. Moją walką o mistrzostwo świata jest teraz pojedynek z Chmielewskim
Rozmawiał Antoni Partum

FIGHT CARD KSW 41

Walka wieczoru o pas kategorii półśredniej:

-77 kg: Borys Mańkowski (19-6-1, 3 KO, 7 SUB) - Roberto Soldic (12-2, 10 KO, 1 SUB)


-120 kg: Popek Monster (3-2, 3 KO) - Tomasz Oświeciński (0-0)

Walka o pas w kategorii piórkowej:

-66 kg: Kleber Koike Erbst (22-4-1, 2 KO, 18 SUB) - Artur Sowiński (18-8-2NC, 6 KO, 7 SUB)

-66 kg: Marcin Wrzosek (12-4, 5 KO, 3 SUB) - Roman Szymański (10-3, 1 KO, 3 SUB)

-120 kg: Fernando Rodrigues Jr (11-3, 8 KO, 2 SUB) - Michał Andryszak (19-6-1NC, 12 KO, 6 SUB)

-84 kg: Damian Janikowski (1-0, 1 KO) - Antoni Chmielewski (32-16, 5 KO, 18 SUB)

-70 kg: Kamil Szymuszowski (16-4, 2 KO 4 SUB) - Grzegorz Szulakowski (8-1, 2 KO, 4 SUB)

-66 kg: Łukasz Rajewski (7-2-1NC, 5 KO) - Salahdine Parnasse (9-0-1, 1 KO, 4 SUB)

-70 kg: Maciej Kazieczko (3-0, 2 KO) - Gracjan Szadziński (6-2, 4 KO)