Gdy zajmująca 130. miejsce w światowym rankingu i grająca va banque Yue Yuan prowadziła w pierwszym secie poniedziałkowego pojedynku z Igą Świątek 2:0 i 3:1, to operator kilkakrotnie pokazywał trenera Wima Fissette’a. Belg obserwował sytuację na korcie z pełną powagi miną. Można było się zastanawiać, czy nie kryje się za nią zaniepokojenie, bo był to trudny moment. Druga rakieta globu przetrwała napór rywalki, a w pewnym momencie znacząco zerknęła też na swój sztab szkoleniowy, co żartobliwie podsumowali komentatorzy. Ale potem znów do śmiechu im nie było.
"Uff", "Możemy odetchnąć", "Było niebezpiecznie" – trudno zliczyć, ile razy te zwroty padały z ust komentatorów Eurosportu podczas tego występu Świątek.
- Tak to działa psychologicznie - patrzysz, obserwujesz, że nie jest tak, iż Iga jest nie do ruszenia, jak to było przez jakiś czas. W tej chwili coraz więcej dziewczyn pokazuje, że Igę można ograć, że można z nią walczyć, że jest nerwowa, że też popełnia błędy. I te troszkę niżej notowane dziewczyny wychodzą w tej chwili na kort, już nie bojąc się tak bardzo Igi jak kiedyś - opowiadał ostatnio Sport.pl kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King Dawid Celt.
Właśnie tak podeszła do tego meczu Yuan, która nigdy wcześniej w Melbourne nie przeszła pierwszej rundy, a w Wielkim Szlemie jej najlepszym wynikiem jest trzecia runda. W zestawieniu z sześcioma takimi tytułami Świątek to przepaść, ale w poniedziałek kilkakrotnie Chinka ją zasypywała. Bo o ile w jedynym aż do tego pojedynku z Polką zdołała ugrać zaledwie trzy gemy (mierzyły się w ubiegłym roku w Pekinie), to teraz tyle samo miała już na swoim koncie po kwadransie. Przychodzi na myśl przy tej okazji Eva Lys. Zajmująca 39. miejsce wśród tenisistek Niemka wcześniej była w stanie ugrać z 24-latką z Raszyna maksymalnie cztery gemy i zrobiła to tylko raz na trzy mecze. W styczniowym United Cup zaprezentowała się bardzo dobrze i spasowała po trzysetowym spotkaniu.
W przypadku Yuan zaczęło się od zabójczych returnów z wykorzystaniem świetnego timingu, a potem doszły do tego skuteczny serwis i gra na pełnym ryzyku. Polka myląca się pod naporem przeciwniczki – widzieliśmy to już wcześniej nieraz i zobaczyliśmy też teraz. Ale w pewnym momencie 27-letnia Chinka złapała zadyszkę z powodu dużej intensywności gry. Choć zaliczyła też imponujący powrót przy stanie 0:3 w drugim secie, gdy korzystała z przerwy medycznej i wiele osób uznało, że jest już na deskach.
Świątek nieraz już miała nerwowe mecze na początku rywalizacji w Wielkim Szlemie. Jest zawodniczką, która zazwyczaj potrzebuje chwili, by wejść w turniejowy rytm. Zdarzało się, że ta początkowa niepewność i nerwowość ustępowały po kilku dniach. Ale też nie zawsze – trzy lata temu, właśnie w Melbourne, Polka na otwarcie z kłopotami pokonała 69. na liście WTA Niemkę Jule Niemeier 6:4, 7:5. Odpadła wtedy w 1/8 finału, po pełnym nerwów spotkaniu z reprezentującą Kazachstan Jeleną Rybakiną.
Czy teraz odnajdzie szybciej spokój? Trudno na razie przesądzać. Bo o ile trzeba docenić waleczność i kunszt Azjatki, to nie sposób zignorować fakt, że kilkakrotnie to Polka wyciągała w jej stronę pomocną dłoń. Znów niepotrzebnie próbowała trafiać w okolicę linii, znów chciała szybko skończyć akcję, dokładając kolejne błędy. To samo widzieliśmy choćby ostatnio w United Cup, w przegranych meczach z Amerykanką Coco Gauff i Szwajcarką Belindą Bencić.
Czekamy więc na bardziej jednoznaczną odpowiedź w Melbourne, bo na razie jej nie dostaliśmy. Przed poniedziałkowym meczem amerykański dziennikarz Jon Wertheim w podcaście Andy’ego Roddicka nastraszył fanów Świątek, mówiąc, że ta nie prezentuje się najlepiej pod względem fizycznym na treningach, a same zajęcia skraca. Występowaniu kłopotów o takich charakterze na portalu X zaprzeczył Maciej Ryszczuk, trener przygotowania fizycznego wiceliderki światowej listy. W meczu z Yuan rzeczywiście ten aspekt nie budził obaw. Ale powróciły znaki zapytania dotyczące innej kwestii.
Poza słowami Wertheima głośnym echem odbiła się też wypowiedź Danielle Collins. Amerykańska tenisistka, która w przeszłości wzbudziła kontrowersje m.in. zarzucając Polce fałsz, wskazała ją jako kandydatkę do przedwczesnego odpadnięcia z turnieju.
- To zapewne nie jest niespodzianka dla tych, którzy śledzą tenis, ale muszę wskazać Igę Świątek. Byłam trochę zaniepokojona jej grą podczas United Cup. Przegrała tam dwa mecze z rzędu. Zatem widać, że są u niej pewne kłopoty - powiedziała Collins zapytana o to, które zawodniczki z Top10 rankingu WTA mogą odpaść teraz w dwóch pierwszych rundach.
Patrząc na poniedziałkowy mecz, na plus należy uznać, że Polka przetrwała te wszystkie kłopoty, które miała. W końcu w przeszłości nieraz wychodziła z sytuacji beznadziejnych właśnie dzięki odporności psychicznej i waleczności. Ale jednocześnie nie sposób powiedzieć, by stanowczo teraz pokazała, że wypowiedź Collins to bezpodstawna teza.
Początkowo cieszyło, że okrzykiem, który wydobywał się z jej ust, było słynne "Jazda!". A słychać go było m.in. wtedy, gdy odrabiała straty w pierwszej partii i dominowała na początku kolejnej. Ale było też machanie rękami w geście frustracji i nerwowe spojrzenia w stronę sztabu szkoleniowego. Fissette kilkakrotnie udzielał jej wskazówek taktycznych. W pewnym momencie zaś, gdy 24-latka szykowała się do serwisu, to psycholożka Daria Abramowicz dzieliła się po cichu spostrzeżeniami z Ryszczukiem. Czy grającej wówczas nerwowo tenisistce to przeszkadzało? Operator pokazał, jak odwróciła się i znacząco spojrzała na osoby ze swojego boksu.
- Gdyby wzrok mógł zabić – skwitowali wtedy żartobliwie komentatorzy.
Ale potem i u ich wrócił niepokój o to, czy aby na pewno Świątek zdoła domknąć szybko to spotkanie. Chciałoby się, by jedynym problemem Polki był przeszkadzający strój, jak to było w pewnym momencie w poniedziałek. - Nie wyglądało to dobrze – ocenił w przerwie między setami komentator, gdy 24-latka wróciła na kort przebrana. Niestety, ale czasami takie same słowa można było zastosować nie tylko do podwiniętej i spódnicy drugiej rakiety świata, która jej przeszkadzała, ale i do jej gry.
Kolejną rywalką dwukrotnej półfinalistki Australian Open (2022 i 2025) będzie Marie Bouzkova. Wydaje się mało prawdopodobne, by to właśnie 44. na światowej liście Czeszka miała sensacyjnie wyeliminować Świątek (Polka wygrała pewnie oba ich dotychczasowe mecze). Ale sympatyków tej drugiej na pewno bardzo ucieszyłaby i uspokoiła dużo bardziej stanowcza odpowiedź skierowana pod adresem Collins niż ta poniedziałkowa.