Puchar świata siatkarzy 2015. Cztery rzeczy po czterech setach z Włochami: Wlazły i Zagumny potrzebni, ale nie niezbędni, mamy drużynę na medal

Trudno wierzyć, że Polscy siatkarze zapewnią sobie olimpijski awans z Pucharu Świata po porażce 1:3 (24:26, 25:22, 22:25, 19:25) z Włochami. Mistrzowie globu spadli po niej na drugie miejsce w tabeli, ale jeśli Amerykanie pokonają Argentynę, spadną na trzecie miejsce, kończąc turniej z brązowym medalem, który ma smak rozczarowania. Czy drużynie potrzeba powrotów Mariusza Wlazłego albo Pawła Zagumnego? One na pewno by nie zaszkodziły, ale wcale nie są niezbędne.
W ataku Mateusz Bieniek W ataku Mateusz Bieniek fivb.com

Trzeba zwiększyć siłę ognia

Po kolejnych meczach, w których Polska przegrywała pierwsze sety słyszeliśmy, że jest jak diesel - potrzebuje czasu, by wejść na najwyższe obroty. Przeciw Italii nasz zespół zaczął dobrze. Po asach serwisowych Mateusza Bieńka prowadziliśmy 10:8. Później dzięki jego kolejnym trzem kapitalnym zagrywkom (jeden as, jedna przechodząca piłka skończona przez Fabiana Drzyzgę i jedno tak dramatyczne rozegranie po stronie rywala, że świetnie dysponowany Iwan Zajcew musiał wpaść w siatkę) wróciliśmy na prowadzenie. Mając 19:18 wyciągnięte z 15:18 powinniśmy tę partię wygrać. Zwłaszcza, że zagrywką pomógł drugi ze środkowych - po serwisie Piotra Nowakowskiego mieliśmy w górze piłkę na 23:21. Niestety, pomylił się Michał Kubiak, za chwilę w aut uderzył Bartosz Kurek, a kontrę na 26:24 Włosi wyprowadzili po nieskończonym ataku Rafała Buszka. Już ten set pokazał dużą różnicę między atakiem naszym i włoskim. My atakiem zdobyliśmy 11, a oni 18 punktów. Ich liderem był Osmany Juantorena, który zdobył 10 punktów, u nas Bartosz Kurek uciułał trzy "oczka". W całym meczu Kurek zbijał z w sumie dobrą, 51-procentową skutecznością (19/37). Ale on nie kończył najważniejszych piłek, wtedy górę brały nerwy. A Juantorena, Iwan Zajcew i Filippo Lanza w decydujących momentach nie zawodzili i generalnie wszyscy trzej zagrali z dużo wyższą skutecznością. Juantorena i Zajcew skończyli spotkanie z rewelacyjną, 68-procentową skutecznością (odpowiednio: 21/31 i 17/25), a Lanza wspomógł ich kończąc 57 proc. swoich zbić (12/21). Skuteczność włoskiego zespołu w ofensywie to 62 proc., a nasza - 51. I to przy naszym dużo lepszym przyjęciu, bo my odbieraliśmy zagrywki z 40-, a Włosi z tylko 22-procentową skutecznością.

Wlazły, wróć? To na pewno nie jest pełne rozwiązanie problemu, czysto siatkarsko bardzo przydałby się też wybitnie ofensywnie usposobiony przyjmujący Wilfredo Leon. Ale mieć dwójkę atakujących Mariusz Wlazły ? Bartosz Kurek byłoby świetnie. Martwić się, jak się dogadają, jak jeden z nich zniesie rolę zmiennika w sezonie olimpijskim chyba by nie wypadało. Tylko czy Antiga znów zdoła namówić Wlazłego na powrót?

Polska - Włochy Polska - Włochy fivb.com

Zabrakło Zagumnego

Dopiero w drugim secie Drzyzga zaczął grać z Piotrem Nowakowskim, a ten był niemal bezbłędny (3/4). Odciążenie skrzydłowych podziałało, włoski blok nie szedł już do nich w ciemno, dzięki temu budzić zaczął się Kurek. Rozłożenie akcentów w ataku dało nam zwycięstwo do 22. Niestety, w następnych setach Drzyzga znów się gubił. Grał na tyle niedokładnie i denerwował się na tyle mocno, że Antiga wprowadził za niego Grzegorza Łomacza przy stanie 6:10 w czwartej partii. Szkoda, że trener nie miał w kwadracie dla rezerwowych Pawła Zagumnego. Drzyzga to zawodnik utalentowany, potrafi grać bardzo dobrze, jak przeciw USA, a nawet świetnie, jak z Japonią. Ale przecież w finale mistrzostw świata to "Guma" uratował sytuację, wchodząc z rezerwy i tak uspokajając grę, że Brazylijczycy byli bezradni. W ?finale? Pucharu Świata Zagumny w odwodzie byłby na wagę złota. Antiga o tym wiedział, próbował namówić 38-letniego zawodnika, by wrócił i pomógł. Niestety, nie namówił. Ale w przyszłym sezonie może być o to łatwiej, bo "Guma" na igrzyskach był już cztery razy, a wymarzonego medalu nie zdobył. O olimpijski laur powinien powalczyć jeszcze raz.

Mamy drużynę na medal

Oczywiście Wlazły, Zagumny, Leon, Winiarski czy ktokolwiek inny nie jest niezbędny drużynie, która zdobyła medal Pucharu Świata. Wybrana przez Antigę "14" wygrała 10 z 11 meczów. Cztery lata temu ekipie Andrei Anastasiego do wywalczenia awansu na igrzyska w Londynie wystarczyło osiem meczów. Trener stawiając na dokładnie tych samych zawodników ma prawo liczyć najpierw na zdobycie kwalifikacji do Rio, a później na medal brazylijskich igrzysk. Tej drużynie można wyrzucać, że niepotrzebnie przegrywała sety z Wenezuelą, Kanadą czy Japonią, bo bez tych strat mimo porażki z Italią w tabeli byłaby teraz nad nią. Ale odwracać się od takiej drużyny nie wolno. Przed nią kolejny morderczy turniej ? w styczniu w Berlinie trzeba będzie bić się m.in. z Niemcami, Rosją, Francją i Serbią o pierwsze miejsce dające bezpośredni awans na igrzyska albo chociaż o pozycje 2-3, które pozwolą wystąpić w kwalifikacjach ostatniej szansy, w maju w Japonii. Wielka szkoda, że mistrzowie świata nie oszczędzili sobie nerwów i ogromu pracy (znowu mordercze zgrupowanie, które trzeba będzie pogodzić z grą w klubach), ale oni pracują tak, że efekty muszą przyjść. Lepsze niż brązowy medal Pucharu Świata.

Polska - Włochy Polska - Włochy fivb.com

Trudno wierzyć w Argentynę

Teoretycznie medal brązowy, którego jesteśmy już pewni może ostatecznie zamienić się w srebrny. Różnica byłaby ogromna, bo drugie miejsce w PŚ dałoby nam awans na igrzyska. O godz. 11.40 Amerykanie w meczu kończącym turniej zmierzą się z Argentyną. Jeśli wygrają, zdobędą złoto, spychając na drugie miejsce Italię, a nas na trzecie. Taki wynik jest najbardziej prawdopodobny, mimo że Argentyna to drużyna solidna, która wygrała w Japonii siedem ze swych 10 meczów. Bliscy sprawienia sensacji podopieczni Julio Velasco byli w starciu z Włochami, które przegrali 2:3. Gdyby je wygrali, świętowalibyśmy teraz awans na igrzyska. Czy są w stanie pokonać USA, jak w drugiej fazie ubiegłorocznych MŚ? Wtedy, nie walcząc już o nic, zamknęli Amerykanom drogę do "szóstki" rywalizującej o medale. Skorzystał na tym Iran, pośrednio skorzystaliśmy również i my, bo nasz mecz z Francją stał się walką tylko o pierwsze miejsce w grupie, a nie o awans. Gdyby Argentyńczycy to powtórzyli, zostaliby naszymi bohaterami narodowymi. Ale trudno uwierzyć w taki scenariusz.