UEFA zabrała się za Krym

Nie pomogły lobbing, fortele ze zmianą nazw. UEFA zakazała klubom z Krymu występów w lidze rosyjskiej. Dopnie swego, bo zawsze to robi: piłkarska Rosja na Krym nie wejdzie.

Po zaborze Krymu przez Rosję pojawił się problem z tamtejszymi drużynami. Dwie z nich - FK Sewastopol i Tawrija Symferopol - grały w ukraińskiej ekstraklasie, Tytan Armiańsk zaś w I lidze. Wszystkie dokończyły rozgrywki w ukraińskich ligach, choć z ogromnymi problemami. Część rywali, m.in. Dynamo Kijów, odmówiła wyjazdu na półwysep w obawie o bezpieczeństwo zawodników. Od krymskich drużyn odwrócili się też najwierniejsi kibice protestujący przeciwko rosyjskiej agresji. Wielu z nich za proukraińskie demonstracje trafiło do aresztów.

Rosyjscy politycy o skrajnie nacjonalistycznych przekonaniach domagali się natychmiastowego włączenia krymskich drużyn do ich rozgrywek. Związek piłkarski działał jednak bardzo ostrożnie z obawy przed sankcjami UEFA i FIFA. W statutach międzynarodowych federacji są bowiem przepisy zabraniające uczestnictwa w rozgrywkach innego państwa bez zezwolenia macierzystej federacji. A Ukraina nie chciała słyszeć o zgodzie na przeniesienie krymskich zespołów do lig rosyjskich.

W Rosji działacze piłkarscy długo tylko udawali, że próbują rozwiązać problem krymskich klubów. Grali na czas, obawiając się wykluczenia reprezentacji z mistrzostw świata w Brazylii. Decyzje zapadły dopiero po zakończeniu mundialu. Gdy Rosjanie zrozumieli, że Ukraina nie pójdzie na kompromis, wymyślili fortel: dotychczasowe kluby zostały zlikwidowane, a na ich miejsce założono nowe, rejestrując je w rosyjskim związku. TCK Symferopol, CKCzF Sewastopol i Żemczużyna Jałta rozpoczęły sezon w południowej grupie rosyjskiej II ligi. Dziś już wiadomo, że rozgrywek nie dokończą...

Długo nic na to jednak nie wskazywało. Nawet na Ukrainie zwątpiono w sprawiedliwość. Dziennikarze zaczęli mówić i pisać o kapitulacji władz ich ojczystej futbolowej federacji. Faktycznie, na listopadowe spotkanie w sprawie Krymu zorganizowane przez UEFA w Nyonie nie pojechał z ukraińskiego związku nikt, mimo zaproszenia. Media przypominały też, że największym sponsorem Ligi Mistrzów jest jeden z najbogatszych koncernów świata Gazprom. Zdesperowani kibice miesiąc temu urządzili protest na kijowskim lotnisku, gdy wylądował na nim samolot z prezydentem Petrem Poroszenką. Żądali, by nie oddawać krymskich klubów Rosji. Na prośbę głowy państwa dwa tygodnie temu na Ukrainę przyleciał szef UEFA Michel Platini. - Wtedy uwierzyłem, że naszych kibiców czeka przyjemna niespodzianka - opowiadał Andrij Pawiełko, wiceprezes federacji.

Specjalna grupa UEFA, która od sierpnia zajmowała się rozwiązaniem problemu, ogłosiła swój werdykt w czwartek wieczorem. UEFA zabroniła klubom z Krymu uczestniczenia od 1 stycznia we wszystkich ligach w Rosji i pod egidą tamtejszego związku. Związek nie ma też prawa organizowania jakichkolwiek meczów i turniejów z udziałem tych drużyn bez zgody ukraińskiej federacji. Krym otrzymał status specjalnej strefy, nad którą kontrolę będzie sprawować UEFA. Europejska federacja ma także finansować rozwój piłkarstwa młodzieżowego na półwyspie.

W Rosji decyzję nazwano polityczną, wpisującą się w sankcje, które nałożyła na ich kraj Unia Europejska. Nikita Simonian, wiceprezes związku, uważa, że to wynik lobbingu, który prowadził Hryhorij Surkis, wiceprezydent UEFA. Ukrainiec zaś stwierdził, że werdykt nie mógł być inny, ponieważ aneksji Krymu nie uznał ONZ, a co za tym idzie, nie mogła go uznać również piłkarska federacja.

- To działanie przeciwko futbolowi i kibicom, dlatego nie zamierzamy go respektować - zakomunikował Aleksander Krasilnikow, szef CKCF Sewastopol. Podobne komentarze słychać było od czwartku z Rosji. Działacze i politycy podkreślali, że UEFA nie jest członkiem FIFA (FIFA jest federacją narodowych związków, kontynentalne konfederacje, takie jak UEFA, nie mają statusu członków). Przypominali, że podczas niedawnej wizyty prezydent FIFA Sepp Blatter pozytywnie wypowiadał się o ich kraju.

Zmienili ton całkowicie, gdy światowa federacja oficjalnie poparła europejską. - Decyzja jest trochę stronnicza, ale najważniejsze, że Rosji nie zarzucono naruszenia przepisów i nie nałożono na nas sankcji - skomentował minister sportu Witalij Mutko.

Jakich sankcji? Gianni Infantino, sekretarz generalny UEFA, nie chciał powiedzieć, co grozi Rosji w wypadku niezastosowania się do decyzji o Krymie. - Mam nadzieję, że nie będą konieczne - stwierdził tylko.

Mogą one być surowe, bo UEFA i FIFA, gdy już podjęły decyzję, mają filozofię jak bohaterowie filmów Tarantino: "My way or highway". Innymi słowy, ma być tak, jak mówimy, a jak nie, to do widzenia. Dotąd kraje, którym groziło ze strony federacji wyrzucenie ich klubów z pucharów lub zawieszenie federacji, a co za tym idzie, reprezentacji, wracały do szeregu z podkulonym ogonem.

Kibice w listach do największych gazet piszą, że dla kilku drużyn z Krymu nie warto ryzykować odebrania Rosji organizacji mistrzostwa świata w 2018 roku czy Sankt Petersburgowi meczów mistrzostw Europy w 2020 roku. - Nie przeciwstawimy się UEFA - stwierdził Simonian.

Co z trzema krymskimi klubami?

- Nasi prezesi powiedzieli, że po 1 stycznia na 99 proc. przestaną istnieć. Musimy szukać sobie nowych drużyn - powiedział Oleg Cymbalar, piłkarz Żemczużyny. Jej dyrektor Aleksander Jacun podsumował krótko: - Dla krymskiej piłki ta decyzja oznacza śmierć!

Zobacz najlepsze sportowe zdjęcia roku! [2014]

Więcej o: