Niemcy grzmią po decyzji Marciniaka. Ale te ujęcia mówią wszystko

Dawid Szymczak
Thomas Tuchel stwierdził, że decyzja polskich sędziów o odgwizdaniu spalonego w jednej z ostatnich akcji Bayernu Monachium była katastrofalna. Narzekali na nią również jego piłkarze, goniący wtedy wynik przy stanie 1:2. Powtórki pokazały jednak, że Szymon Marciniak i jego asystent Tomasz Listkiewicz podjęli prawidłową decyzję. I chociaż mieli rację, to nie uniknęli olbrzymiego zamieszania. - Mogli chwilę poczekać - mówi Sport.pl Marcin Borski, były sędzia międzynarodowy.

To był niezwykle emocjonujący dwumecz: 2:2 w Monachium, bezbramkowa pierwsza połowa rewanżu w Madrycie i mnóstwo sytuacji bramkowych po przerwie. Najpierw gol dla Bayernu, później zmartwychwstanie Realu po dwóch golach Joselu, który wszedł na boisko w 81. minucie przy 0:1, już w 88. minucie wyrównał, a w 91. strzelił na 2:1. To był zwrot akcji, który zaczyna być dla Realu charakterystyczny - to zespół o niezwykłej mentalności, który nigdy się nie poddaje i nawet w beznadziejnej sytuacji znajduje sposób, by dopaść rywala. To on zmierzy się z Borussią Dortmund w finale na Wembley (1 czerwca). 

Zobacz wideo Sceny w trakcie finału Pucharu Polski! Wisła Kraków i Pogoń Szczecin w akcji

Szymon Marciniak potwierdził wysoką formę. Spokojne 70 minut i kluczowa pomoc VAR

Z punktu widzenia sędziego Szymona Marciniaka ten mecz można podzielić tak: absolutny spokój przez 70 minut i nerwowa końcówka, w której mnożyły się akcje wymagające interwencji Polaka. To znamienne, że Marciniak pierwszą żółtą kartkę pokazał dopiero w doliczonym czasie gry - najpierw pokazał ją awanturującemu się przy linii Thomasowi Tuchelowi, a chwilę później ukarał jeszcze Eduardo Camavingę za taktyczny faul i odkopnięcie piłki. To był Marciniak w najwyższej formie: niezwykle pewny siebie i spokojny. Jak piłkarze chcieli wymusić podyktowanie rzutu karnego, tylko pobłażliwie się uśmiechał. Jak próbowali z nim dyskutować, szybko takie rozmowy ucinał. Podejmował trafne decyzje.

Real w 71. minucie zdobył bramkę na 1:1 - po zamieszaniu w polu karnym piłka odbiła się od nóg Alphonso Davisa i pechowo wpadła tuż obok Manuela Neuera. Ułamek sekundy wcześniej Joshua Kimmich był jednak faulowany przez Nacho. Marciniak tego nie widział. Po pierwsze dlatego, że spoglądał na dośrodkowującego piłkę Federico Valverde, który mógł zostać sfaulowany przez nadbiegającego piłkarza Bayernu, a po drugie - Polak był ustawiony za Nacho. Widział jego plecy, a nie ręce, którymi odepchnął rywala. Dostrzegli to natomiast sędziowie VAR - Tomasz Kwiatkowski i Bartosz Frankowski. Marciniak podbiegł do monitora, przyjrzał się sytuacji i szybko podyktował faul, a gola nie uznał.

- Szymon słusznie anulował gola. Gdyby tego nie zrobił, byłby skandal. Świetnie też tę decyzję sprzedał. Pokazał bardzo klarownie, że chodziło o pchnięcie i o kontakt z twarzą Daviesa. Dobrze to rozegrał, jednak mam wrażenie, że wtedy w poczynania jego zespołu wkradła się nerwowość, mimo że do tej pory polscy sędziowie świetnie prowadzili ten mecz - mówi Marcin Borski, były sędzia międzynarodowy i zaznacza: - Pamiętajmy jednak, że poprzeczka dla sędziów z minuty na minutę szła coraz wyżej. Real bardzo się spieszył, emocje rosły, gra stawała się coraz bardziej zacięta. Przy tej jakości piłkarzy tempo było niezwykłe.

VAR interweniował też przy golu na 2:1 dla Realu Madryt. Antonio Rudiger dograł piłkę z boku boiska do Joselu, który zdobył bramkę. Asystent Marciniaka - Adam Kupsik zasygnalizował spalonego. Błędnie. Powtórki pokazały, że piłka, która w tej sytuacji wyznaczała linię spalonego, była bliżej bramki Bayernu niż strzelec gola. VAR szybko ten błąd naprawił. Kwiatkowski powiedział Marciniakowi, że nie było spalonego, a on uznał gola. - Doceńmy czujność sędziów VAR - zwraca uwagę Borski.

Kontrowersja w samej końcówce. Piłkarze i trener Bayernu się wściekli

Od 91. minuty Real prowadził 2:1. Do meczu początkowo doliczonych było 9. minut, a później jeszcze - w związku z różnymi opóźnieniami i zdobyciem bramki przez Real już po 90. minucie - kilka kolejnych. Do największej kontrowersji doszło w minucie 103. Do zagranej z głębi pola piłki ruszyło dwóch zawodników Bayernu Monachium. Obaj balansowali na granicy spalonego. Drugi z asystentów - Tomasz Listkiewicz podniósł chorągiewką, a Marciniak natychmiast użył gwizdka i przegrał grę. O ile piłkarze Realu wówczas wyłączyli się z gry i nie interweniowali z pełnym zaangażowaniem, o tyle zawodnicy Bayernu dograli akcję do końca i jakieś 2 sekundy później zdobyli bramkę.

Gol oczywiście nie został uznany, bo już wcześniej wybrzmiał gwizdek. I właśnie o to największe pretensje mieli piłkarze, trener i działacze Bayernu. Oczekiwali, że w tak spornej sytuacji, gdy o spalonym decydowało kilka centymetrów i asystentowi trudno było gołym okiem oszacować, kto faktycznie był bliżej bramki, Listkiewicz powinien zapewnić sobie i sędziemu głównemu pomoc VAR. To istotne - gdyby akcja została dograna do końca bez użycia gwizdka i dopiero po jej zakończeniu Listkiewicz zasygnalizowałby spalonego, VAR by się nad nią pochylił. Analogicznie, jak przy golu Realu na 2:1. Listkiewicz zareagował jednak natychmiast. Podniósł chorągiewkę, a Marciniak przerwał grę. W tej sytuacji VAR nie mógł przyjrzeć się tej sytuacji. 

Spokojny mecz kończył się dużym zamieszaniem. Piłkarze Bayernu protestowali zaraz po akcji, a także po zakończonym chwilę później meczu. Jedna grupa otoczyła Marciniaka, druga grupa krążyła wokół Listkiewicza. Na konferencji prasowej Tuchel stwierdził, że decyzja Polaków była katastrofalna, a jego piłkarze w mixed-zonie, czyli miejscu, w którym udzielają krótkich pomeczowych wywiadów, nie potrafili zrozumieć, dlaczego decyzja w tak niejasnej sytuacji została podjęta tak szybko. - Zwykle sędziowie pozwalają nam biec jeszcze trzy metry, aż w końcu zagwiżdżą - mówił Thomas Mueller. - Jeśli spalony nie jest klarowny, trzeba grać dalej. Myślę, że to trochę hańba, że on to zagwizdał - stwierdził Matthijs De Ligt, który strzelił gola w tej kontrowersyjnej akcji. - Wszyscy byliśmy za niemieckim finałem. Wszyscy, oprócz polskich sędziów! - denerwował się Max Eberl, dyrektor sportowy Bayernu.

Decyzja dobra, ale podjęta za szybko 

Ujęcia, które po meczu pojawiały się w rozmaitych telewizjach, pokazują jednak, że polscy sędziowie, mimo podjętego ryzyka, nie popełnili błędu. Listkiewicz miał rację sygnalizując spalonego. Mógł jednak wstrzymać się z podjęciem decyzji, wspomóc się kolegami z VAR i uniknąć niepotrzebnego zamieszania, które w mediach - przede wszystkim niemieckich - może przysłonić dobry występ polskich sędziów.

- Trudno przesądzać, ale z większości screenów wynika, że był centymetrowy spalony. Gdyby go nie było, mówilibyśmy - niestety - o wypaczeniu wyniku - oceniał na gorąco Marcin Borski. - Mecz kończył się nerwowo i nie był tak kontrolowany, jak jesteśmy przyczajeni w przypadku Szymona i jego ekipy. Wkradło się trochę chaosu, ale miejmy nadzieję, że ostatnia decyzja była prawidłowa - mówił Borski raptem kilka minut po zakończeniu meczu, gdy jeszcze nie było aż tak dokładnych ujęć kontrowersyjnej sytuacji. - Jeśli był spalony, będziemy mogli wystawić sędziom naprawdę wysokie oceny - powiedział.

Analiza sytuacji z dodatkowymi liniami. Piłkarze Bayernu byli na minimalnym spalonymAnaliza sytuacji z dodatkowymi liniami. Piłkarze Bayernu byli na minimalnym spalonym X: 'Ice Landic'

Ujęcie kontrowersyjnej sytuacjiUjęcie kontrowersyjnej sytuacji screen

Przyglądając się później kolejnym ujęciom, screenom i wyrysowanym liniom, stwierdzić można, że decyzja była dobra, ale podjęcie jej tak szybko wywołało niepotrzebne zamieszanie. Trudno jednak mówić o wypaczeniu wyniku.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.