Porażka z Czechami i słaby styl z Albanią nie mają żadnego znaczenia. Santos ma inny cel

Dominik Senkowski
Postawa reprezentantów Polski w meczach z Czechami i Albanią w niczym mnie nie zaskoczyła. Przed Fernando Santosem długi marsz, a nie sprint. Z tego powodu porażka z Czechami czy słaby styl gry z Albanią nie mają żadnego znaczenia.

Od momentu przybycia Fernando Santosa do Polski wiadomo, że celem jego pracy nie jest awans na Euro 2024. Nie oszukujmy się - nie po to zatrudniliśmy byłego trenera mistrzów Europy, by zajął co najmniej drugie miejsce w grupie z Czechami, Albanią, Mołdawią i Wyspami Owczymi. Prawdziwym zadaniem Portugalczyka jest zbudowanie nowej reprezentacji Polski.

Zobacz wideo Robert Lewandowski tłumaczy się ze straty, po której mogliśmy stracić gola

Jak zaczynali Beenhakker i Nawałka

Skoro tak ambitny cel, to i trzeba uzbroić się w cierpliwość. Nie od razu Rzym zbudowano. Pamiętamy, co działo się za początków kadencji Leo Beenhakkera, który w debiucie przegrał sparing z Danią 0:2, a eliminacje do Euro 2008 rozpoczął porażką z Finlandią 1:3 i remisem z Serbią 1:1.

Adam Nawałka nie wchodził do reprezentacji w lepszym stylu. Najpierw towarzyska porażka ze Słowacją 0:2, potem bezbramkowy remis z Irlandią. Miał jednak duży komfort, bo przed startem eliminacji do Euro 2016 mógł rozegrać aż siedem sparingów. Santos takiej swobody nie ma, bo jego debiut w piątek przypadł na trudny mecz o punkty w Pradze. Mimo to poziom naszych grupowych rywali sprawia, że i tak nie powinien narzekać. A kibice powinni?

Osobiście nie spodziewałem się po pierwszych spotkaniach za kadencji Fernando Santosa niczego innego niż to, co zobaczyliśmy w starciach z Czechami i Albanią. Piłkarze reprezentacji Polski potrzebują czasu na zmianę na płaszczyźnie mentalnej. Ponad połowa z zawodników powołanych przez portugalskiego selekcjonera występowała niedawno na mistrzostwa świata w Katarze. Jeśli w listopadzie prezentowali się słabo, to na jakiej podstawie mieliśmy oczekiwać, że w marcu - po trzech treningach z nowym zagranicznym trenerem - będzie lepiej?

Sousa idealnie opisałby dzisiejszą reprezentację

Fernando Santos powołał też kilku piłkarzy, których Czesław Michniewicz w ogóle nie widział w składzie na mundial, a kibice nie narzekali specjalnie na brak nominacji dla takiego Michała Karbownika czy Karola Linetty’ego. Jeszcze pięć miesięcy temu byli za słabi na reprezentację.

Pamiętam, jak w momencie przyjazdu Paulo Sousy do Polski wypytywałem o Portugalczyka dziennikarzy z Francji i Szwajcarii, gdzie wcześniej miał okazję pracować. Dosłownie każdy z rozmówców podkreślał, że Sousa w wywiadach czy konferencjach prasowych nadużywa słowa "proces". Dziś jednak ulubione słowo rodaka Santosa idealnie opisuje stan naszej drużyny narodowej.

Praca nowego selekcjonera naszej kadry to długi marsz, a nie sprint jak u Czesław Michniewicza. Były trener Legii Warszawa czy Lecha Poznań to typowy "zadaniowiec". Miał wykonać konkretne cele stawiane mu przez PZPN. Awans na mundial? Był. Utrzymanie w Lidze Narodów? Zrealizowane. Wyjście z grupy MŚ? Wykonane. Nikt z zatrudniających go nie oczekiwał przy tym efektownego stylu. To nie z powodu brzydkiej gry Michniewicz stracił stanowisko po mundialu w Katarze. 

Tym bardziej ciekaw jestem, jak Fernando Santos poradzi sobie z oczekiwaniami. Przed jego nominacją sygnały ze związku były wyraźne: czas na ładniejszą piłkę ze strony reprezentacji. Tymczasem już na pierwszej konferencji w Polsce Portugalczyk przyznał dziennikarzom, że jest pragmatykiem i nie ma problemu z brakiem stylu. 

Nie ma zaskoczenia

Szczerze? Obraz spotkań z Czechami i Albanią nie tylko mnie nie zdziwił, ale i generalnie nie miał wielkiego znaczenia. Przyszedł do nas selekcjoner z wielkim nazwiskiem. Dostał kontrakt na cztery lata i długoterminowe zadanie stworzenia z naszych "orłów" drużyny a nie zlepka piłkarzy. Pierwsze mecze pod jego wodzą mają znaczenie głównie pod kątem selekcji negatywnej - nic więcej. Nawet dwie porażki nie wpłynęłyby na dalekosiężny cel stawiany Portugalczykowi. Ocenimy go najwcześniej za rok.

Już po porażce w Pradze z "jedenastki" wylecieli m.in. Michał Karbownik, Sebastian Szymański czy Robert Gumny. Po Albanii pewnie przy kolejnych nazwiskach Santos zapisał sobie wielki minus. I nawet dobrze, że niektórzy zawodnicy pokazali, na co stać ich na poziomie reprezentacyjnym. Nowy selekcjoner raczej nie miał złudzeń, że czeka go w naszym kraju łatwo praca - w innym wypadku złudzenia szybko wyparowały. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.