Il Capitano Kamil Glik

Solidnie i ciężko pracowałem, by mnie doceniono. To wielka sprawa, bo z tego, co mi powiedziano, będę pierwszym zagranicznym kapitanem Torino od 1960 r. - opowiada Sport.pl Kamil Glik, 25-letni obrońca reprezentacji Polski.

Robert Błoński: Jak się zostaje kapitanem klubu Serie A?

Kamil Glik: Zwyczajnie. W poprzednim sezonie był nim grający w Torino od pięciu lat Rolando Bianchi. Zastępował go mój rówieśnik i wychowanek Angelo Ogbonna. Pierwszy odszedł do Bolonii, drugi do Juventusu, czym zaskoczył wszystkich, a najbardziej kibiców, bo spodziewali się transferu, ale nie do rywala z tego samego miasta. Numerem trzy był Danilo D'Ambrosio, który jest w Torino o rok dłużej ode mnie. Ale on zapowiedział, że nie przedłuży umowy i w czerwcu odejdzie. Przed niedzielnym sparingiem z Bormiese trener Giampiero Ventura powiedział, żebyśmy z Danilo ustalili między sobą, kto zakłada opaskę kapitana. Kierownik drużyny przyszedł do mnie i zapytał, czy jestem kapitanem, odesłałem go do D'Ambrosio. Włoch powiedział: "Zakładaj ty". Miałem wsparcie kibiców, to mój czwarty sezon we Włoszech, a trzeci w Torino.

Dziś kapitan, a jeszcze trzy lata temu w Serie A byłeś żółtodziobem.

- W 2010 r. przyjechałem do Palermo i przez sześć miesięcy nie zagrałem ani sekundy w Serie A, występowałem tylko w Lidze Europejskiej. Zimą poszedłem na wypożyczenie do Bari - zespół nie miał szans na utrzymanie, ale mogłem grać regularnie. W Bari przez miesiąc pracowałem z trenerem Venturą, którego później zwolniono. Kiedy w sezonie 2011/12 został trenerem Torino, nalegał na mój transfer. Poszedłem więc do drugiej ligi, co kosztowało mnie utratę miejsca w kadrze Polski na Euro 2012.

Przenosiny do Torino okazały się strzałem w dziesiątkę. Wywalczyliśmy awans, zagrałem w 25 meczach. W Serie A nie straciłem miejsca w składzie. Zyskiwałem uznanie solidnością, nie schodziłem poniżej pewnego poziomu. Dziś zbieram tego owoce, osiągnąłem pozycję, o jakiej marzyłem. Solidnie i ciężko pracowałem. To wielka sprawa, bo z tego, co mi powiedziano, będę pierwszym zagranicznym kapitanem Torino od 1960 r. Nie zostałem wybrany na chwilę, tylko na stałe. Nigdy nie miałem problemów w zespole, dobrze się dogaduję z kolegami, trenerami i władzami klubu.

Niedawno zostałeś definitywnie wykupiony z Palermo, które miało 50 proc. praw do twojej karty zawodniczej.

- Za mnie i o rok młodszego obrońcę Matteo Darmiana, do którego Palermo też miało 50 proc. praw, Torino zapłaciło po milion euro. Wcześniej wykupiło połowę praw do mnie za 0,5 miliona euro, więc w sumie kosztowałem 1,5 mln euro. Prezes powiedział, że jestem jego inwestycją i nie wyobraża sobie, bym nie podpisał nowej umowy. Minimum na trzy lata. W Torino czuję się świetnie i uważam, że teraz nie ma sensu na siłę szukać szczęścia gdzie indziej.

W poprzednim sezonie zajęliście 16. miejsce, skończyliście 7 punktów nad strefą spadkową.

- Mogliśmy i powinniśmy być w czołowej dziesiątce, to jest cel na ten sezon. W poprzednim wiele razy głupio straciliśmy punkty w końcówkach. Z Napoli prowadziliśmy 3:2 do 85. min, skończyło się 3:5. Z Parmą było 2:1, przegraliśmy w dziesięć minut. W Cagliari kończyliśmy mecz w dziewięciu i bramkę na 3:4 straciliśmy w doliczonym czasie. We Florencji odrobiliśmy trzy gole różnicy, by przegrać 3:4. Z Milanem i Interem prowadziliśmy, ale w końcówce straciliśmy gole. Dla wielu zawodników to był pierwszy sezon w Serie A, zbieraliśmy doświadczenie. Teraz liczymy na więcej. Trener zmieni ustawienie, przestawia nas z systemu 4-4-2 na 3-5-2. W niedzielę kończymy zgrupowanie w Bormio, potem dwa dni wolnego i jedziemy nad jezioro w okolice Mediolanu. W terminie trzeciego zgrupowania jest sparing z Danią 14 sierpnia w Gdańsku, na który przyjadę, jeśli dostanę powołanie. 18. sierpnia gramy Puchar Włoch, a tydzień później zaczyna się Serie A.

W niej, oprócz ciebie, będzie jeszcze sześciu Polaków: Rafał Wolski w Fiorentinie, Łukasz Skorupski w Romie, Piotr Zieliński i Wojciech Pawłowski w Udinese oraz Paweł Wszołek z Bartoszem Salamonem w Sampdorii.

- Kiedy przyjeżdżałem, w Catanii był tylko Błażej Augustyn, a w II-ligowej Brescii młodziutki wtedy Salamon. Siedmiu Polaków w Serie A to prawie tylu, co w Bundeslidze. Oby tylko jak najwięcej grali.

Polscy piłkarze są w coraz lepszych klubach, ale reprezentacja nie gra lepiej.

- W eliminacjach stoimy nad przepaścią i kolejna wpadka oznaczać będzie koniec nawet teoretycznych szans na MŚ. We wrześniu musimy wygrać z Czarnogórą na Stadionie Narodowym i cztery dni później przywieźć trzy punkty z San Marino. Tylko wtedy październikowe mecze z Ukrainą i Anglią będą miały znaczenie. Chciałbym być tak ważnym ogniwem kadry jak jestem w Torino. Każdy z kadrowiczów zdaje sobie sprawę, że na co dzień w klubie gra lepiej niż w reprezentacji. Jesteśmy podstawowymi zawodnikami zespołów Serie A, francuskiej Ligue 1, niemieckiej Bundesligi i angielskiej Premier League. A w kadrze jakoś nie może się to skleić. Potencjał mamy i liczę, że w końcu odpali.

1 września moja żona ma termin porodu. Będziemy mieć córeczkę, prawdopodobnie będzie miała na imię Wiktoria. Tak chce żona, a mnie w sumie się podoba. Fajnie, gdyby jedna Wiktoria urodziła się w rodzinie Glików, a z drugiej byśmy cieszyli się na Stadionie Narodowym.

Więcej o: