Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Michał Mak wraca do treningów. Czy wspomoże Śląsk w tym sezonie? "Wiem, ile potu wylałem na rehabilitacji. Nie chciałbym tego zepsuć"

Trzy kontuzje przez ostatnie trzy lata, dwie operacje. Problemy zdrowotne mocno prześladowały jednego z lepiej zapowiadających się, ale i pechowych graczy naszej ligi. Po pół roku przerwy do treningów z piłką wrócił Michał Mak. Na występy w tym sezonie w Śląsku się nie napala. - Każdy chciałby szybko wrócić do gry, ale wiem, że w moim przypadku lepiej być cierpliwym - mówi Sport.pl napastnik, który przyznaje, że życie go nie oszczędza.

Kacper Sosnowski: Jak reprezentacja trenowała we Wrocławiu na Oporowskiej, ty patrzyłeś na nich rehabilitując się w klubowym budynku. Nie wróciły niedawne marzenia o kadrze?

Michał Mak: Fajnie było zobaczyć na żywo, jak trenowali kadrowicze. Marzeniem każdego zawodnika jest, by znaleźć się w naszej reprezentacji. Ja muszę jednak twardo stąpać po ziemi. O kadrze nie mam co myśleć. Muszę wrócić do zdrowia, do grania. Złapać dawną przyjemność z futbolu.

Oglądałeś mecze kadry?

- Jak każdy kibic. Byłem na spotkaniu we Wrocławiu. Oglądałem w telewizji mecz z Chorzowa. Z Nigerią wynik nie odzwierciedlał gry. Karny był dziwny no i nasza prawidłowo zdobyta, ale nie uznana bramka.

Grosicki w meczu z Koreą zrobił na tobie wrażenie? To twoja pozycja...

- Grosicki na tej pozycji jest najlepszy w Polsce. Potwierdził to w tym spotkaniu, przyjemnie się go ogląda, tylko że ja jestem na innym etapie, żyję z dnia na dzień. Ostatnio głównie rehabilitacją.

Kontuzję złapałeś we wrześniu, potem miałeś operację chrząstki stawowej. Powrót na boisko planowany był na marzec. Jak idzie?

- Nie jest tak, że jestem gotowy. Na razie jestem raczej na etapie biegania. W tym tygodniu jednak pierwszy raz założyłem na nogi korki. To był przełomowy moment, bo 6,5 miesiąca po operacji powoli zaczynam coś robić z piłką! Do normalnego, stuprocentowego treningu brakuje mi jeszcze miesiąca. Oczywiście wiele zależy od tego, co powie mi prowadzący mnie w Barcelonie lekarz. Wysłałem mu zdjęcie z rezonansu, czekam na jego opinię w sprawie mojej chrząstki. On będzie miał decydujący głos, jakie jeszcze ćwiczenia mogę wykonywać. Czasem jest tak, że chrząstka nie daje oznak bólu, a nie stwardniała, tak jak powinna. Wtedy znów może być słabo.

Rehabilitacja się trochę przeciąga czy dmuchasz na zimne?

- Idzie normalnie, przede mną jeszcze tylko wejście w trening z drużyną. Ja tego nie przyspieszam, bo wiem jaką poważną operację przeszedłem. Doktor powiedział mi, że jak mam wrócić za szybko, to wszystko co robimy nie ma sensu. Ja na moją rehabilitacje poświęciłem sporo czasu i pieniędzy, więc nie będę nic robił na siłę. W piłkę chcę jeszcze pograć przez parę lat, a wiem jaką mam przypadłość. Wydaję mi się, że potrzebuję jeszcze miesiąca. Nie chcę jednak nastawiać się na jakieś daty.

W klinice w Barcelonie to was dobrze znają, twój brat Mateusz też się tam operował.

- Jak tam przyjechałem wszyscy mówili „witaj Mateusz”. Wyjaśniałem im, że jestem jego bratem i że on miał podobną kontuzję, tylko prawego kolana. Doktor powiedział nam, że z tymi kolanami mamy po prostu problemy genetyczne. Mateusz miał 4 operacje. To była moja druga. Nie jest łatwo, ale jestem optymistą. W lepszych rękach już nie mogę być. Brat czuje się dobrze, mnie też nic nie boli. Mam nadzieję, że wszystko co złe, już za nami.

Masz siebie za pechowca? Dwa ostatnie sezony, to były dwie poważne kontuzje

- Pierwszą poważną kontuzję kolana miałem w Lechii. Ucierpiała łękotka i trochę chrząstki. Nie grałem przez 4 miesiące. Potem poszedłem do Arminii Bielefeld, tam nie grałem, bo jak wystąpiłem w jednym spotkaniu, to rozwaliłem torebkę stawową. Był miesiąc przerwy. Trochę chyba pechowcem jestem...

Jak wróciłem do Lechii nie grałem, myślałem, że to wypożyczenie do Śląska wyjdzie na dobre. Tak się też zapowiadało. Występowałem od początku sezonu, strzeliłem gola Jagiellonii, szło to w dobrą stronę. Potem znów przyszła kontuzja. Wypadłem na ponad pół roku.

W wieku 25, 26 lat, można się tym wszystkim załamać.

Nie jest łatwo, ani mi, ani bratu. Życie nas nie oszczędza. Te kontuzje nas bardzo przejmowały, bo gdyby nie one, pewnie bylibyśmy w innym miejscu. Nie mam jednak co gdybać. Jak mawiał trener Kiereś z Bełchatowa „trzeba to wziąć na klatę i się z tym zmierzyć”. Mamy takie charaktery, że się zbieramy i z tych pleców wstajemy. Mateusz wrócił po gorszych rzeczach. Jak widzę, że jego kolano ma się dobrze, to wierzę, że u mnie będzie tak samo.

Do Śląska przychodziłeś za trenera Urbana, też przez wzgląd na niego. Teraz lądujesz w rzeczywistości z trenerem Pawłowskim. Coś się dla ciebie zmieni?

- Trener Urban był za moim transferem. Teraz jak wracam na boisko, to mamy nowego szkoleniowca. Nie odbyłem z nim na razie żadnej dłuższej rozmowy. Trzy miesiące byłem w Barcelonie, trzy miesiące rehabilitowałem się w Łodzi. Do klubu wróciłem właściwie po pół roku. Nie wiem jaka będzie moja przyszłość, ale skoro za chwilę kończy się moje wypożyczenie we Wrocławiu, to pewnie wrócę do Lechii. Trener Pawłowski ma pomysł na swoją drużynę, nie wiem czy ja jestem w jego planach. Tylko, żebyśmy mogli rozmawiać, to ja muszę być zdrowy. Przecież na razie on nawet nie skorzysta ze mnie na normalnych zajęciach. Nie mogę wymagać od niego żadnych deklaracji.

A Śląska nieoczekiwanie czeka trudna końcówka sezonu. Niedawny mistrz Polski będzie walczyć o utrzymanie.

- Nie myślałem, że to pójdzie w taką stronę. Na początku sezonu wygrywaliśmy przecież z Lechią, Lechem czy Legią, ludzie chodzili na nasze mecze, wyglądało to dobrze. Doskwierają nam wyjazdy. To że w tym sezonie jeszcze nie wygrywaliśmy na boisku rywala, chyba o czymś świadczy. Uważam jednak, że w drużynie jest ogromny potencjał. Tu są zbyt dobrzy piłkarze, by nie utrzymali się w Ekstraklasie. Choć każdy mecz jest na wagę złota.

Teraz macie wyjazd do Szczecina...

- To bardzo ważny mecz. Pogoń też jest w dolnej części tabeli, jak wygra to nas przeskoczy. Kiedy mamy zacząć zdobywać na wyjeździe jakieś punkty, jak nie teraz?

Dla Śląska to też sezon pechowy. Trener Urban od pewnego czasu miał wyłączonych z gry kluczowych piłkarzy.

Na rozpoczęciu sezonu nie mógł skorzystać z Kokoszki, Cotry, Koseckiego, Jovicia i jeszcze Madeja. Rzadko który trener ma taką sytuację z kontuzjami. Urban musiał uzupełniać skład chłopakami z juniorów, co oczywiście nie było łatwe. Można się postawić w jego sytuacji. Decyzja klubu była jednak taka, że z trenerem się rozstali. Nie mnie to oceniać. Wydaje mi się, że dopóki we Wrocławiu nie było zdrowotnych problemów, to Urban robił tu dobrą robotę.

Myślisz realnie, że wspomożesz drużynę w  kończącym się 20 maja sezonie?

Ciężko mi powiedzieć. Nie napalam się, że muszę wejść w przedostatniej czy ostatniej kolejce. Każdy chciałby szybko wrócić do gry, ale wiem, że w moim przypadku lepiej wrócić później i być cierpliwym. Ta chrząstka im dłużej będzie miała spokój i brak najwyższych obciążeń, tym dla niej lepiej. Wiem, ile potu wylałem na rehabilitacji. Nie chciałbym tego zepsuć.

Więcej o: