Bośniackie wieże z NBA za mocne. Gorzka, ale cenna lekcja dla Balcerowskiego

Piotr Wesołowicz
Aleksander Balcerowski
Fot. FIBA BASKETBALL

To był jeden z najsłabszych meczów Aleksandra Balcerowskiego, środkowy reprezentacji przegrał podkoszową rywalizację z Jusufem Nurkiciem i Lucą Garzą, ale to nie znaczy, że oblał test. Polacy wygrali z Bośnią i Hercegowiną, a wschodząca gwiazda kadry odebrała gorzką, ale ważną lekcję.

Tego lata Aleksander Balcerowski głównie zachwyca. Na zgrupowanie reprezentacji przyjechał już jako gracz euroligowego Panathinaikosu, chwalony przez trenerską legendę Ergina Atamana, mający za sobą obiecujące mecze w barwach Boston Celtics w Lidze Letniej NBA.

Zobacz wideo Mordercze treningi Usyka w Polsce. "Wstaje o 5:30 i robi trzy treningi dziennie"

To wszystko przełożyło się na pewność siebie na parkiecie. Mierzący 219 cm wzrostu środkowy był jednym z liderów w letnich sparingach, zdobywał średnio 16,1 punktu, a licząc mecze o stawkę kontynuował passę: po 25 punktach ze Szwajcarią i 31 z Austrią przyszło 22 z Węgrami. Słowem: obok Mateusza Ponitki i Michała Sokołowskiego stał się absolutnym filarem reprezentacji Igora Milicicia.

Wielka motywacja, rywale prosto z NBA

Poniedziałkowe starcie miało być jednak wyjątkowe, a przedmeczowa motywacja ogromna: pokazać się przeciwko Jusufowi Nurkiciowi i Luce Garzie, dwóm bośniackim wieżom, graczom ligi NBA, czyli ze świata, do którego Balcerowski aspiruje.

Pierwszy z nich ma 28 lat, mierzy 213 cm wzrostu, waży 132 kg, a w NBA zaliczył 463 mecze. Mówią na niego "Bośniacka Bestia". Drugi do NBA dopiero wkracza, zaliczył na razie 63 mecze, ale przyszłość przed nim. Warunki fizyczne też ma bowiem imponujące. 211 cm wzrostu, 105 kg wagi i ledwie 24 lata na karku.

Balcerowski tego lata mierzył się już z rywalami tego pokroju – choćby w towarzyskim starciu z Turcją, kiedy przeciw niemu stanął Alperen Sengun z Houston Rockets – ale w poniedziałek okoliczności były inne: olimpijskie prekwalifikacje, mecz o stawkę, przed własną publicznością.

Odpowiedź na pytanie, czy 21-letni Polak zdał egzamin, nie jest oczywista. Jedno jest pewne: lekcja była bolesna, a wniosków do wyciągnięcia – i dla Balcerowskiego, i dla Milicicia – jest po meczu sporo.

Pierwsze punkty z gry Balcerowski zdobył dopiero w połowie trzeciej kwarty. Mateusz Ponitka podał nad obręcz, a nasz środkowy wsadził piłkę z takim impetem, że kosz w gliwickiej hali mało się nie poskładał.

Zagranie było nie tylko efektowne, ale pokazało też, jak bardzo spragniony przełamania był center. Wcześniej, przez ponad 20 minut, trafiał on tylko z linii rzutów wolnych. Mylił się i spod kosza, i z dystansu. A to spowodowało coś, czego nie widzieliśmy dawno: złość i frustrację.

Kiedy po jednej z nieudanych akcji w drugiej kwarcie Igor Milicić postanowił zamienić Balcerowskiego na Groselle'a, 21-latek wściekł się nie na żarty. Polska była w ataku, Balcerowski liczył, że pomoże drużynie, a w zamian – wylądował na ławce.

To była dla niego nowa sytuacja. Wcześniej na ławce jedynie odpoczywał, a Geoffrey Groselle i Mikołaj Witliński wchodzili na parkiet niemal tylko po to, aby Balcerowski złapał kilka oddechów. Tym razem Milicić po prostu postawił na innych.

Ale frustracja nie dziwi, jeśli na parkiecie ma się tak klasowych rywali. Polski center w ataku był odcinany od piłki, kiedy już ją dostawał, pod obręczą był czasem i potrajany. Nie zmienia to jednak faktu, że piłka tym razem zwyczajnie nie wpadała – świadczy o tym jeden trafiony rzut z gry na osiem prób.

Gorzka, ale cenna lekcja dla Balcerowskiego

Dlatego kiedy Balcerowski wrócił na parkiet, próbował pomagać w inny sposób. Rzucali inni, a środkowy wykonywał brudną robotę – stawiał zasłony, torując drogę Ponitce bądź Sokołowskiemu, zastawiał tablicę, szarpał, przepychał się pod obręczą.

Miało to pozytywne odzwierciedlenie w statystyce zebranych piłek – Balcerowski zaliczył ich siedem, a w poprzednich meczach to właśnie o zbiórki, a w zasadzie ich brak, można było się do Polaka przyczepić.

Stanęło więc na ośmiu punktach i siedmiu zbiórkach, ale też dwóch stratach i jedynie 12,5-procentowej skuteczności rzutów z gry. Porównywania z Jusufem Nurkiciem (17 punktów, osiem zbiórek) nie mają w tym wypadku większego sensu, ale i rugać Balcerowskiego nie ma za co.

Polak po meczu wyglądał na przygaszonego, zwieszał głowę, pokrzepiał go Ponitka. Mecz jednak Biało-Czerwoni wygrali 85:76. A gdy emocje opadną, Balcerowski z pewnością wyciągnie z bolesnego egzaminu cenną lekcję. Jeden z czołowych dziennikarzy europejskich Alex Prushuta napisał nawet na Twitterze, że Polak wypadł w starciu z bośniackimi wieżami na tyle przyzwoicie, że "prędzej czy później wyląduje w NBA". Przyszłość przed nim.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...