Kibic hokeja jest mniej awanturujący się

Nie chcemy, by kojarzono nas z tym, co robią w Polsce piłkarscy kibole - uznali szalikowcy Nesty Toruń. I dla swoich hokeistów zorganizowali wspólny wyjazd na półfinał ligi niemieckiej w nagrodę za awans do ekstraklasy.

Jeszcze w trakcie walki o awans szef Nesty poinformował zawodników, że w budżecie nie ma żadnych środków na premie za sukces. Hokeiści nie protestowali. Jednak szalikowcy - garstka kibiców, która została przy drużynie po spadku z najwyższej ligi - nie chcieli się z tym godzić.

Wyliczyli, że za nieco ponad 4 tys. zł można zorganizować wyjazd dla sporej grupy do Berlina - na wycieczkę po mieście połączoną z wejściem na półfinał niemieckiej ligi hokejowej.

Mimo pustek w kasie trochę pomógł klub. Do wsparcia pomysłu udało się namówić kilka firm, a resztę dorzucili kibice. - Kiedy zaprosiliśmy zawodników, byli zdziwieni - przyznaje organizator akcji Michał Piszczek, który uważa się za klubowego fanatyka, na mecze przychodzi z szalikiem, jest żywiołowy, nie wyobraża sobie oglądania meczu w samotności i ciszy, ale odcina się od tego, co dzieje się na stadionach piłkarskich. - Kibol atakujący piłkarza to bandytyzm. Nasi hokeiści w ubiegłym sezonie spadli z ligi, ale nie usłyszeli choćby jednego wyzwiska. W sporcie wyniki trzeba przyjmować z pokorą. Chcemy pokazać, że bycie z drużyną to wspieranie jej niezależnie od wyników.

Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas ?

Więcej o: