Bezbłędni byli kibice, a siatkarze mają nad czym pracować, choć "zamurowali" rywali

Niby mecz towarzyski, ale polscy kibice podczas spotkania Memoriału Huberta Jerzego Wagnera dali próbkę dopingu godnego zbliżających się mistrzostw świata. Ich ulubieńcy wygrali z Irańczykami 3:0 i prezentowali się znacznie lepiej niż niespełna tydzień temu w sparingu z Ukraińcami. I choć efektownie "zamurowali" rywali w Krakowie, to wciąż jednak mają nad czym pracować. A pierwszą pozycję na liście elementów do poprawy wydaje się zajmować przyjęcie.

Trwa akcja trzeciego seta meczu Argentyńczyków z Serbami i nagle owacja na trybunach. To nie wymiana między wspomnianymi ekipami wywołała taką euforię. To siatkarze reprezentacji Polski pojawili się w hali i zasiedli za parkietem, by obejrzeć fragment spotkania poprzedzającego ich pojedynek z Irańczykami. Powitani po królewsku zawodnicy, gdy przyszła na nich kolej, zrobili swoje i wygrali w trzech setach, ale na pewno nie ma jeszcze powodów do hurraoptymizmu. Obrońców tytułu czeka jeszcze trochę pracy przed rozpoczynającym się za osiem dni czempionatem.

Zobacz wideo

Trzynastka, na którą miło się patrzy. Krakus Fornal zrobił swoje

Stwierdzenie, że polscy siatkarze są bardzo popularni w kraju to frazes. Kibice rozpieścili ich i o frekwencję na ich meczach od dawna nie trzeba się martwić. Wciąż jednak wrażenie robi, gdy spotkanie towarzyskie ogląda z trybun ponad 10 tysięcy osób. Sugerując się ich czwartkowymi reakcjami można było odnieść wrażenie, że był to już pojedynek o stawkę. Ale nie był - na szczęście dla biało-czerwonych, którzy wyraźnie wciąż budują formę na mundial, w którym powalczą o trzeci triumf z rzędu.

Pojedynek z Persami był ich drugim sprawdzianem w okresie bezpośrednich przygotowań do docelowej imprezy tego sezonu. Ten sobotni z Ukraińcami w Radomiu stał pod znakiem ciężkich nóg. Dopiero co zakończyli okres intensywnych treningów, co w połączeniu z dobrą grą rywali sprawiło, że męczyli się nieco i wygrali dopiero po tie-breaku. Podkreślali wtedy, że to nie jest jeszcze czas na ich najlepszą dyspozycję.

- Wiele rzeczy jeszcze nie wyglądało tak, jak powinno. Ale to dobrze. Bo najlepsze spotkania w te wakacje mamy rozegrać nie teraz, nie podczas Memoriału Huberta Jerzego Wagnera, tylko w tym najważniejszym momencie - przekonywał wówczas Bartosz Kurek.

W czwartek skakało się im widocznie łatwiej. Lepiej funkcjonowała choćby obrona, której wcześniej w tym sezonie nieraz brakowało. Miło się patrzy również na 13 bloków. Lepiej zaś przymknąć oko, gdy zerka się na 17 zepsutych zagrywek. Na liście elementów do poprawy na pewno wyszczególnić trzeba też przyjęcie. W secie otwarcia pozytywne mieli na poziomie zaledwie 6 procent. W drugim również nie było zbyt różowo pod tym względem, co jednak nadrabiali skutecznością ataku. 

Trener Nikola Grbić nie zaskoczył zestawieniem wyjściowego składu. Jedną z najjaśniejszych postaci okazał się jednak rezerwowy Tomasz Fornal. Pochodzący z Krakowa siatkarz pojawił się w końcówce drugiej odsłony i był mocnym punktem. Obserwujący go z trybun bliscy mogli być więc dumni.

Krótkie odwiedziny Leona. Koniec tie-breakowej serii

W kontekście polskiej kadry ostatnio głównie dyskusja toczyła się wokół wyborów personalnych Grbicia. A konkretnie braku powołania Wilfredo Leona, który do końca prowadził walkę z czasem po operacji związanej z kłopotami ze ścięgnami. U Irańczyków zaś małe trzęsienie ziemi niedawno zapewnił Seyed Mousavi. Doświadczony środkowy miał odpoczywać podczas Ligi Narodów i wrócić do kadry na przygotowania do mistrzostw świata. Wrócił, mianowano go nawet kapitanem, po czym - ku zaskoczeniu wszystkich - opuścił zgrupowanie. Poinformował też, że ani w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera, ani w mistrzostwach świata nie wystąpi.

Za sprawą publikowanych ostatnio w sieci przez Leona filmików z treningów zaczęły się pojawiać w środowisku siatkarskim sugestie, że pośrednio polemizuje w ten sposób z Grbiciem. Szkoleniowiec po meczu w Radomiu argumentował, że 29-latek nie jest jeszcze gotowy do gry i obawiałby się m.in. czy z powodu przedwczesnego powrotu do gry nie dozna urazu. Zaliczany do światowej czołówki przyjmujący na wspomnianych filmach zaś pokazywał, że radzi sobie coraz lepiej. Znaczące były też podpisy pod wideo - wybrał angielskie słowa "silny" i "zdrowy". Można przypuszczać, że pewną reakcją na to miał być wpis na Twitterze zamieszczony na koncie Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Znalazło się w nim zdjęcie Leona, który odwiedził kadrę w Krakowie i spotkał się ze sztabem. Żeby nie było powodów do gdybania, to stoi tuż obok Serba.

Mający za sobą występy w Indykpolu AZS Olsztyn Mousavi więc do Polski tym razem nie dotarł, ale kibice obejrzeli innego znajomego z PlusLigi - Milada Ebadipoura. Przyjmujący, który ostatnie pięć lat spędził w PGE Skrze Bełchatów, razem z kolegami z drużyny narodowej sprawił mistrzom świata sporo kłopotów zagrywką. Dopiero po dwóch setach gospodarzom udało się opanować sytuację i powstrzymać dobrze radzących sobie na skrzydłach Amirhosejna Esfandijara i Sabera Kazemiego.

Biało-czerwone trybuny były odmianą w porównaniu z poprzednim meczem tych ekip. Wówczas, w ćwierćfinale turnieju finałowego Ligi Narodów w Bolonii, zdominowane były one przez fanów ekipy z Iranu do tego stopnia, że można było mówić o "włoskim Teheranie". Odmianą był również wynik. Cztery poprzednie spotkania tych ekip były bowiem dreszczowcami i kończyły się tie-breakami.

Przed Polakami jeszcze trzy spotkania testowe przed mundialem. W sobotę w Krakowie zmierzą się z Argentyńczykami. Brązowi medaliści igrzysk w Tokio na otwarcie w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera wygrali z Serbami 3:1.

Więcej o: