Siatkarze dopadli żartem Kurka, a on myślami jest z tymi, którzy wypadli. "Szkoda patrzeć"

- Kiedyś to byli koledzy, teraz musimy porozmawiać. Dopadli mnie - przyznaje z uśmiechem Bartosz Kurek, któremu inni reprezentanci Polski zrobili żart przy okazji meczu towarzyskiego z Ukrainą. Nie do śmiechu było mu zaś, gdy obserwował, jak kilku siatkarzy opuszczało zgrupowanie po finalnym wyborze składu na mistrzostwa świata - Zżyliśmy się i szkoda patrzeć na chłopaków, którzy w tym roku nie dostaną swojej szansy. Ciężko na nią pracowali i dali z siebie wszystko - zaznacza kapitan.

Tradycja jest taka - siatkarze reprezentacji Polski wychodzą na przedmeczową rozgrzewkę, a ich kibice witają ich głośnymi brawami. W sobotę spotkaniem towarzyskim z Ukrainą w Radomiu wyglądało to niemal tak samo, z małym "ale". Kiedy na boisku pojawił się Bartosz Kurek, to usłyszeć można było barwa, ale kapitan drużyny narodowej był sam. Zdezorientowany zaczął szukać wzrokiem kolegów, którzy postanowili z niego zażartować, "wypuszczając" go i dołączając do niego dopiero po chwili.

Zobacz wideo Wilfredo Leon pokazał, jakie ćwiczenia wykonuje podczas rehabilitacji po operacji kolana

O atmosferę martwić się raczej nie trzeba. "Eliminacje i wybory trenera to zawsze trudny moment"

- Kiedyś to byli koledzy, teraz musimy porozmawiać (uśmiech). Muszę przyznać, że wyszedł im dobry żart. Czy planuję im się odwdzięczyć? Nie, nie jestem taki. Gratuluję im, bo mnie dopadli i fajnie. Na każdego przychodzi taka kryska - zdradza w rozmowie z dziennikarzami atakujący.

Nie po raz pierwszy był w centrum zainteresowania przy żartobliwych pomysłach kadrowiczów. Po meczu fazy interkontynentalnej z USA, w którym popisał się efektowną obroną - pozując do zwyczajowego zdjęcia zwycięzców - przykucnął, a reszta zawodników stanęła nad nim i dotykała jego głowy wskazującymi palcami. W ubiegłym roku podczas tych rozgrywek, za sprawą zdjęcia z jego zabawną miną w jednym z meczów, narodziła się popularność hasła "Gang Łysego", które wciąż często pojawia się w mediach społecznościowych u kibiców.

Kurek też dba o to, by rozbawiać kolegów. W sobotę przed czwartym setem stał obok parkietu i krzyczał do szykującego się do zagrywki Tomasza Fornala: "Zagraj tak, jak zagrywają najlepsi". 

O atmosferę w zespole więc raczej martwić się nie trzeba. Choć kilka dni temu, gdy Nikola Grbić ogłaszał finalną "14" na mistrzostwa świata, na pewno zrobiło się na chwilę cicho. Czterech zawodników - Karol Butryn, Bartosz Bednorz, Jan Firlej, a na końcu Wilfredo Leon - którzy przebywali ostatnio w Spale z resztą grupy, usłyszało, że nie wystąpią w docelowej imprezie tego sezonu.

- Podczas ostatniego okresu przygotowawczego nie było żadnego specjalnego napięcia. Była pełna mobilizacja, by wyciągnąć z tego okresu jak najwięcej dla siebie. Eliminacje i wybory trenera to zawsze trudny moment. Nie tylko dla tych, którzy wyjeżdżają, ale dla nas też. Bo zżyliśmy się z tą grupą i szkoda patrzeć na chłopaków, którzy w tym roku nie dostaną swojej szansy - podkreśla kapitan biało-czerwonych.

Niektórzy zawodnicy do samego końca nie byli pewni, czy znajdą się w składzie na MŚ. Na pytanie, czy zauważył u nich zejście napięcia i ulgę po ogłoszeniu decyzji przez trenera, 33-letni gracz odparł, że nie zastanawiał się nad tym.

- Bardziej w tej chwili myślę o chłopakach, którzy nie dostali tej szansy, a ciężko na nią pracowali i dali z siebie wszystko. Dziękujemy im. Wiedzą, że są częścią tej ekipy i pozostaną nią jeszcze przez długie lata - zaznacza.

"Wiele rzeczy jeszcze nie wyglądało tak, jak powinno. Ale to dobrze". Ukraina gotowa na MŚ

On sam przeżył podobne rozczarowanie. Osiem lat temu na ostatniej prostej wypadł z kadry tuż przed mistrzostwami świata. Biało-czerwoni zdobyli wówczas złoty medal w katowickim Spodku. Teraz będą mieli szansę powtórzyć ten sukces, bo gospodarzem rozpoczynającego się za niespełna dwa tygodnie turnieju będą Polska i Słowenia, a faza finałowa znów zagości w słynnej hali na Śląsku. Zanim jednak drużyna Grbicia rozpocznie udział w mundialu, to czeka ją seria meczów towarzyskich. Pierwszym z nich był sobotni pojedynek z Ukrainą w Radomiu, który zakończył się wygraną gospodarzy 3:2.

Kurek chwycił nawet za mopa. Nie pomogło. Mecz z Ukrainą potrwał aż 5 setówKurek chwycił nawet za mopa. Nie pomogło. Mecz z Ukrainą potrwał aż 5 setów

- Wiele rzeczy jeszcze nie wyglądało tak, jak powinno. Ale to dobrze. Bo najlepsze spotkania w te wakacje mamy rozegrać nie teraz, nie podczas Memoriału Huberta Jerzego Wagnera, tylko w tym najważniejszym momencie. Mieliśmy swoje momenty w każdym elemencie. Dobrze, że wygraliśmy to spotkanie, bo zawsze lepiej jest schodzić z roli zwycięzcy - podsumowuje Kurek.

Biało-czerwoni dopiero niedawno zakończyli ciężkie treningi w ramach bezpośrednich przygotowań do MŚ i w sobotę widać to było na boisku. Kapitan mistrzów świata zwrócił też uwagę, że spora część sezonu reprezentacyjnego jest już za nimi. 

- I trochę tych meczów oraz treningów mamy w nogach. To wszystko się kumuluje, ale wierzę, że idziemy w dobrym kierunku. Też nie sprowadzajmy wszystkiego w tym meczu do tego. Ukraińcy zagrali naprawdę bardzo dobre spotkanie. Zaczęli z dużą energią, bardzo dobrze grali w obronie. Należą im się gratulacje za fajny mecz. Myślę, że odpowiedzią w kontekście tego wyniku nie jest tu tylko nasza lekka niedyspozycja - ocenia.

Ukraińcy również szykują się do MŚ, a do obsady dołączyli jako ostatni dopiero wiosną tego roku. Na podstawie rankingu FIVB zastąpili wykluczonych z powodu agresji zbrojnej na ich ojczyznę Rosjan. Ci ostatni mieli być też gospodarzami turnieju, ale z tego samego powodu stracili prawo organizacji. Ze względu na trudną sytuację Ukraińcy przygotowują się do mundialu poza ojczyzną. Wcześniej trenowali w Estonii i Łotwie, a teraz są w Polsce. Kurek jednak nie rozpatrywał sobotniego meczu w kategoriach "meczu przyjaźni".

- Raczej nie myślałem o tym. Cieszę się, kiedy wychodzimy na spotkanie i potrafimy rywalizować z każdym. Czy to jest Ukraina, Iran czy Brazylia. Kiedy potrafimy rywalizować, grać do ostatniej piłki i toczyć zaciekłą walkę na parkiecie, ale potem przybić sobie piątkę. Ale nie ma tu znaczenia, kto jest rywalem - zastrzega.

Ukraińcy zaprezentowali się z bardzo dobrej strony w Radomiu. Imponowali choćby potężną zagrywką, która przywodziła na myśl atletycznych Rosjan.

- Nie chciałbym porównywać w jakiś sposób tych dwóch reprezentacji. Ale wiem, że Ukraina jest gotowa do turnieju i każdy musi się mocniej zmobilizować przed meczem z nimi - podkreśla kapitan Polaków.

Więcej o: