Romantyzm modern football. Wieczysta - klub, który stracił duszę

Michał Trela
Z raju dla stadionowych turystów poszukujących klimatu niższych lig, stała się rajem dla menedżerów negocjujących lukratywne kontrakty. Liga sportowo może na jej obecności zyskać, ale nie wiadomo, czy awans do Ekstraklasy cieszy chociaż jej właściciela, który przecież kibicuje innemu krakowskiemu klubowi i gdyby tylko mógł go przejąć, z miejsca odesłałby Wieczystą Kraków tam, gdzie naprawdę jest potrzebna. Na osiedle, któremu ją zabrano.
Piłkarze Wieczystej Kraków świętują awans do Ekstraklasy
Fot. PAP/Łukasz Gągulski

Kiedy jako miłośnik regionalnego futbolu przeprowadziłem się w 2011 roku do Krakowa, wiedziałem, że prawdziwe poznanie się z miastem musi nastąpić poprzez piłkę nożną. Rynek i Kazimierz są dla turystów. Chcąc poczuć, gdzie mieszkam, muszę rozumieć, czym się różni Bronowianka od Bronowickiego KS. Wiedzieć, że przy Błoniach funkcjonuje nie tylko Wisła i Cracovia, ale też Zwierzyniecki KS i że stadion Wawelu nie jest koło Wawelu, bo tam jest Nadwiślan, choć najbliżej Wisły leży boisko Tramwaju, na które nie da się dojechać tramwajem. Postanowiłem odwiedzić wszystkie seniorskie drużyny z miasta niezależnie od szczebla ligowego. Do dziś nie dotarłem nawet do połowy. To było pierwsze odkrycie. W Krakowie klubów piłkarskich jest tylko niewiele mniej niż nocnych.

Wtedy było ich 40. Po 15 latach dotarłem mniej więcej do połowy. Jednym z nich w 2017 roku była Wieczysta. Lokalna legenda. Na wiele miejscowych klubików nie zaglądał nawet pies z kulawą nogą (no, one akurat tak). Wieczysta, położona w środku gęstego osiedla, któremu zawdzięcza nazwę, przeciwnie. Wyróżniała się w skali niższych lig frekwencją i niepowtarzalnym klimatem. Okrzyki "Czysta, czysta, czysta, Wieczysta!" i spiker Janusz Malicki, wykonujący (a cappella’!) napisany przez siebie klubowy hymn przed każdym meczem, sprawiały, że wizyta na jej stadionie dawała przyjemne doświadczenie w duchu "against modern football". W plastikowym świecie zawodowego futbolu już tego nie było.

Krakowscy szejkowie

Gdyby ktoś wówczas powiedział mi, że dziewięć lat później Wieczysta będzie beniaminkiem Ekstraklasy, uznałbym to za najpiękniejszą historię, jaka może wydarzyć się w polskiej piłce. Gdy jednak do niej doszło, mam mieszane uczucia. Jeśli to jest romantyzm, to w wydaniu bardzo mocno modern football. Bez pana Janusza na dachu, za to z Wojciechem Kwietniem, zalewającym rynek pieniędzmi. Bez klimaciku pełnych osiedlowych trybun, za to z pustym stadionem w Sosnowcu, gdzie Wieczysta grała przez cały pierwszoligowy sezon, nie mogąc występować u siebie. Wieczysta to już nie raj dla ludzi uprawiających turystykę stadionową, lecz dla menedżerów, zapewniających klientom kontrakty życia. Klimatycznej Wieczystej już nie ma. Jest klub silny portfelem Kwietnia.

Jeden z jego głównych problemów to Kraków w nazwie. To najbardziej piłkarskie miasto w Polsce. Nie tylko na szczeblu zawodowym, ale w ogóle. Podczas gdy w Ekstraklasie w ostatnich sezonach nie było żadnych derbów miejskich, w przyszłych rozgrywkach w Krakowie będzie ich aż sześć. To wszystko jednak z czegoś wynika. Parę lat temu w I lidze grała Garbarnia, dziś na szczeblu centralnym jest jeszcze Hutnik. Kraków ma najwięcej mistrzostw i najwięcej mistrzów Polski. Miał najwięcej ekstraklasowych klubów, pierwszego mistrza, najstarsze kluby. W Krakowie powstał pierwszy polski sportowy dziennik i tam miał pierwszą siedzibę Polski Związek Piłki Nożnej. Tu wreszcie tydzień w tydzień najwięcej ludzi przychodzi oglądać piłkę nożną na żywo. W poprzednim sezonie Cracovię i Wisłę Kraków wspierało łącznie średnio ponad 39 tysięcy osób. Jeśli potem w meczu reprezentacji Polski biega jednocześnie po boisku czterech wychowanków krakowskich klubów, nie ma w tym przypadku.

Zobacz wideo Nazywani są milionerami. Osiedlowy klub robi furorę. "Wszyscy są przeciwko nam" [Reportaż]

Nasycony rynek

Są w Polsce miasta wygłodniałe futbolu na najwyższym poziomie, w których pojawienie się milionów w klubie z okręgówki, naturalnie przyciągnęłoby gapiów. Kraków jest jednak rynkiem całkowicie kibicowsko nasyconym. Z sympatiami podzielonymi od pokoleń. Z całymi osiedlami i dzielnicami, w których prawidłową odpowiedź na pytanie "za kim idziesz?" wysysa się z mlekiem matki. W tym ekosystemie nie ma miejsca dla nikogo nowego, bo też pula osób zainteresowanych futbolem jest ograniczona. Jest pewnie grono tak zatwardziałych fanatyków futbolu, że pójdzie na mecz kogokolwiek, nawet jeśli to ich klub drugiego wyboru. Nie jest ono jednak wielkie, co pokazały mecze barażowe, najważniejsze w historii Wieczystej, rozgrywane na w większości pustym stadionie Wisły. A to przy sprzyjającej pogodzie i wysokiej stawce. Na szary mecz ligowy w lutym przyjdzie jeszcze mniej osób. Nawet w Ekstraklasie.

Wieczysta miała grono sympatyków, ale względem szczebla lokalnego. Nie w porównaniu do gigantów ze swojego miasta. Kwiecień, inwestując akurat w nią, nie działał biznesowo. Jest kibicem Wisły i to ją wielokrotnie wspierał finansowo. Nie mogąc jej przejąć, a chcąc bawić się w futbol, zainwestował w klubik z osiedla, na którym kiedyś mieszkał. Sportowy rozwój wyprzedził wszystko inne. Infrastruktura na obiekcie Wieczystej poprawiła się znacznie, ale wciąż nie przystaje do warunków zawodowej piłki. Plany budowania dla niej stadionu miejskiego słusznie są uznawane za kontrowersyjne. Miasto postawiło już w tym wieku dwa stadiony, na które faktycznie było społeczne i sportowe zapotrzebowanie. Ze względów historycznych i kibicowskich można rozmawiać o renowacji obiektu Hutnika, który kiedyś spełniał ekstraklasowe wymogi, ale już przestał. Budowanie jednak areny, która z dnia na dzień może przestać być potrzebna, byłaby marnotrawieniem publicznych pieniędzy.

Zabawka bogacza

Wieczysta stadionu na Ekstraklasę więc nie ma i prędko mieć nie będzie. Kibiców liczonych w tysiącach też nie. Ma piłkarzy, którzy złapali pana Kwietnia za nogi i pieniądze pana Kwietnia. Jeśli pewnego dnia pojawi się szansa, by właściciel płynnie przeskoczył do zarządzania ukochaną Wisłą, Wieczysta zniknie jednak z zawodowej mapy szybciej, niż się na niej pojawiła. I wróci tam, gdzie naprawdę jest potrzebna, czyli na swoje osiedle, by między wyprowadzaniem psa a wizytą w Żabce, spotkać się z sąsiadami na meczu. Tam spełniała prawdziwie społeczną funkcję futbolu.

Nie jest oczywiście tak, że obecności Wieczystej w elicie kompletnie nie dałoby się wykorzystać. Grając dawnym klimatem against modern football, obiektem położonym między blokami i dziadziusiem śpiewającym hymn, można by budować wizerunek klubu, jakiego nigdzie w Polsce nie ma i próbować celować w inną klientelę niż chodząca na Wisłę i Cracovię. Do tego trzeba by jednak po pierwsze faktycznej gry na swoim osiedlu, by na tamtejszej tkance mogło stopniowo rosnąć coś większego, a po drugie odrobiny marketingowego zmysłu, którym właściciel Wieczystej na razie się nie wykazuje. Jego pomysł na futbol objawiał się na razie przepłacaniem i zwalnianiem trenerów przy pierwszej możliwej okazji. Czyli był wszystkim tym, co często obserwujemy w Polsce w klubach będących marionetkami bogaczy. Zawsze pojawia się w tej sytuacji koronny argument, że to jego prywatne pieniądze i może z nimi robić, co chce. To oczywiście prawda. Pozostaje jedynie żałować, że polskich bogaczy akurat taki sposób zabawy w futbol tak bardzo kręci.

Sportowa szansa

Żal w tym wszystkich klubów, które dałyby się pokroić, by być na miejscu Wieczystej. Dostać się do Ekstraklasy i faktycznie dać w ten sposób całym społecznościom jedno z najpiękniejszych wspomnień w życiu. Wieczysta pozostawiła w pokonanym polu m.in. Ruch Chorzów, jeden z największych kibicowsko klubów w Polsce, Polonię Warszawa, czekającą na Ekstraklasę od 14 lat, ŁKS, Polonię Bytom, czy Odrę Opole, mającą nowy stadion, ale nieobecną w Ekstraklasie niemal pół wieku. Pojawienie się każdego z tych klubów w Ekstraklasie miałoby znacznie więcej romantyzmu niż to, że lokalny biznesmen wprowadził drużynę z okręgówki do elity. Dlatego do awansu Wieczystej kategorii romantyzmu nie ma tu co wprowadzać. To piłkarski kapitalizm w najwspółcześniejszej postaci. Jak rządy krajów Zatoki Perskiej, czy oligarchowie budujący w Europie piłkarskie potęgi.

Jeśli jednak Kwietniowi awans do Ekstraklasy doda inwestycyjnego wiatru w żagle, który wedle pogłosek miał ostatnio słabnąć, liga zyska kolejny ośrodek zdolny do sprowadzania ciekawych piłkarzy z zagranicy i inwestowania na rynku wewnętrznym. Gdy do ligi wchodzi absolutny beniaminek, często z miejsca jest pierwszym kandydatem do spadku. Tym razem tak nie będzie. Można sobie wyobrazić Wieczystą przeprowadzającą ciekawe transfery, ścigającą się na pensje ze znacznie większymi klubami i kompletującą na papierze całkiem dobry skład, który trener Kazimierz Moskal może poukładać tak, by wreszcie mógł grać swój ulubiony futbol pozycyjny także na szczeblu Ekstraklasy. Już dziś można obstawiać, że większym ryzykiem dla obecności Wieczystej w Ekstraklasie jest wycofanie się z rozgrywek niż sportowy spadek. Z Wieczystą trudno będzie bić frekwencyjne rekordy ligi i budować jej wizerunek, ale czysto sportowo Ekstraklasa może na niej zyskać. To paradoks, bo przez całe dekady Wieczysta miała duszę, choć nie miała sportu. Dziś ma sport, ale brak jej duszy.

Michał Trela
Więcej o: