Gdy Hiszpan Fran Alvarez w 93. minucie posłał prawdziwą rakietę do bramki Dominika Hładuna, stadion łódzkiego Widzewa niemalże eksplodował! Drużyna Daniela Myśliwca po raz pierwszy od 24 lat ograła Legię Warszawa, pokonując ją w niedzielę 1:0. Klub z Warszawy traci już do liderującej Jagiellonii Białystok siedem punktów. Game over dla zespołu Runjaicia?
Mecze Widzewa Łódź z Legią Warszawa od zawsze elektryzują kibiców obu zespołów. Legia przyjeżdżała do Łodzi, szukając drugiego zwycięstwa wiosną, by nie stracić dystansu do prowadzących w ekstraklasie Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław. Widzew z kolei chciał przerwać koszmarną passę 24 lat bez zwycięstwa z odwiecznym rywalem.
Nowe koszulki Widzewa. Historyczne nawiązanie do mistrzostwa Polski i pamiętnego meczu przy Łazienkowskiej
Widzew Łódź do meczu z Legią Warszawa przystąpił w nowym, czwartym komplecie strojów. Był on jednak na swój sposób wyjątkowy, gdyż nawiązywał do mistrzowskiego sezonu Widzewa Łódź 1996/1997 pod wodzą Franciszka Smudy.
Jest to także nawiązanie do wyjątkowości meczów z Legią Warszawa, bo to właśnie w takich strojach Widzew wyszarpał sobie mistrzostwo w końcówce rozgrywek, zwyciężając przy Łazienkowskiej 3:2, mimo że do 88. minuty przegrywał aż 0:2. 18 czerwca 1997 roku gole Sławomira Majaka, Dariusza Gęsiora oraz Andrzeja Michalczuka w samej końcówce pozwoliły łodzianom obronić tytuł, który był zarazem oraz ostatnim dla Widzewa.
Teraz tytułu nie będzie, ale Widzew znów wyszarpał Legii w czasie doliczonym i za sprawą fantastycznego strzału Frana Alvareza pokonał warszawian 1:0.
"I see fire". Zobaczyliśmy i my. Festiwal opraw kibiców z Łodzi
Mecze Widzewa Łódź z Legią Warszawa zawsze są ważnym wydarzeniem w kalendarzu kibiców obu zespołów. I to było widać szczególnie w wykonaniu gospodarzy. Fani Widzewa zaprezentowali kilka znakomitych opraw, a głośnym dopingiem wspierali zespół Daniela Myśliwca od pierwszej do ostatniej minuty. I dostali za to efektowną nagrodę.
W pierwszej części gry Widzew zaprezentował efektowną kartoniadę z hasłem "Ultras Widzew"...
... a następnie czerwono-białe flagowisko na cały stadion.
Kibice Legii Warszawa odpowiedzieli oprawą wraz z rozpoczęciem drugiej połowy.
Ostatnie słowo należało jednak do Widzewa, który zaprezentował oprawę pt. "I see fire". I prawdę mówiąc, wszyscy zobaczyliśmy ten ogień.
15 minut i starczy. Niebywała niemoc Legii Warszawa
W niedzielny mecz Legia Warszawa rozpoczęła z dużym animuszem, przepuszczając atak za atakiem na bramkę gospodarzy. Już w pierwszej minucie uderzenie głową Ryoyi Morishity musiał bronić Rafał Gikiewicz, po chwili w dobrej sytuacji Marc Gual uderzył centymetry obok słupka, a w 9. minucie wspomniany już Morishita nawet trafił do siatki w sytuacji "sam na sam", ale okazało się, że był na spalonym.
Przy takiej grze Legii wydawało się, że bramki dla gości są kwestią czasu. Nic bardziej mylnego, bo impetu drużynie Runjaicia wystarczyło ledwie na kwadrans. W dalszej części pierwszej połowy więcej z gry miał już Widzew, a w drugiej nastąpił prawdziwy klincz, na czym mocno straciło niezłe przed przerwą widowisko.
Widzew czekał na to 24 lata. Bomba Frana Alvareza uszczęśliwił pół Łodzi i zatopił Legię
15 kwietnia 2000 roku - tego dnia Widzew Łódź pokonał na własnym stadionie Legię Warszawa 3:2 po dwóch golach Marcina Zająca i jednym Dariusza Gęsiora. Choć trudno w to uwierzyć, od tej pory Widzewowi ani razu nie udało się pokonać rywala z Warszawy.
W niedzielę tę koszmarną serię udało się przerwać. Widzew zagrał na dużej intensywności, ale gdy atakował, wciąż "czegoś" mu brakowało. Być może tym "czymś" był nieobecny Jordi Sanchez, który musiał pauzować przez kontuzję uda.
W końcu, w doliczonym czasie gry, Sancheza wyręczył jego rodak i świetny kolega jeszcze z Albacete - Fran Alvarez, który prawdziwą petardą pokonał Dominika Hładuna i pozwolił Widzewowi zwyciężyć Legię 1:0.
Absolutny debiutant w Legii. Napastnik z dwoma golami w rezerwach zagrał dzięki przepisowi o młodzieżowcu?
Ernest Muci sprzedany, Tomas Pekhart zawieszony, więc gdy kontuzji doznał słoweński napastnik Blaz Kramer, trener Legii Kosta Runjaić miał spory problem. W jego miejsce wpuścił na boisko 19-letniego Wojciecha Urbańskiego, który latem przyszedł do Legii z Wisły Kraków i był głównie piłkarzem rezerw.
Tam trafił do siatki dwukrotnie, ale to wystarczyło do wejścia na boisko w ekstraklasie zamiast krytykowanego Macieja Rosołka. Kto wie, może chodzi o przepis o młodzieżowcu, gdyż po zmianie bramkarza Legia nie przestała dodawać minuty do swojego dorobku i grozi jej kara finansowa po sezonie. A dobrze wiemy, że finansowo w klubie z Warszawy wcale nie jest rewelacyjnie, nawet po transferach Bartosza Slisza i Ernesta Muciego.
Maciej Rosołek także pojawił się później na boisku i Legia, szukając zwycięskiego gola kończyła mecz atakiem Rosołek - Urbański. Nie do pomyślenia jeszcze na początku lutego.
"Game over" dla zespołu Runjaicia? Mistrzostwo Polski z każdym meczem się oddala
Po porażce w Łodzi należy zauważyć, że Legia Warszawa z siedmiu meczów oficjalnych rozegranych wiosną wygrała tylko jeden. Co więcej, było to pierwsze spotkanie z Ruchem Chorzów na wyjeździe. W kolejnych kolejkach Legioniści zaliczyli trzy remisy i porażkę, a do tego zostali zlani w dwumeczu Ligi Konferencji Europy przez norweskie Molde aż 2:6.
Legia Warszawa traci już do prowadzących w tabeli ekstraklasy Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław aż siedem punktów, a do tego jest mało prawdopodobne, że będzie miała lepszy bilans bezpośredni od któregoś z tych zespołów - jesienią we Wrocławiu przegrała aż 0:4, a w Białymstoku 0:2.
Jednak jeszcze gorsze dla kibiców z Warszawy jest to, jak wygląda dyspozycja drużyny Kosty Runjaicia, która może się obawiać nie tylko o mistrzostwo Polski, ale w ogóle o grę w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.
A Widzew? Drużyna Daniela Myśliwca potwierdziła swoje aspiracje do bycia solidnym średniakiem w tym sezonie. Z 31 punktami zajmuje dziesiąte miejsce i ma już osiem punktów przewagi nad strefą spadkową.