Maja Chwalińska po życiowym sukcesie w Paryżu znalazła się w "poczekalni" Wimbledonu. Wciąż nie wiadomo, czy otrzyma "dziką kartę", czy będzie musiała grać w eliminacjach. Były menedżer Agnieszki Radwańskiej, Victor Archutowski, w rozmowie ze Sport.pl tłumaczy, od czego zależą szanse Chwalińskiej na otrzymanie zaproszenia do turnieju głównego.
Maja Chwalińska wciąż nie wie, czy będzie mogła zagrać w turnieju głównym Wimbledonu bez konieczności startu w eliminacjach. Polka po dojściu do finału Rolanda Garrosa awansowała na 21. miejsce w rankingu WTA - najwyższe w dotychczasowej karierze. Ale listę zgłoszeń do imprezy wielkoszlemowej w Londynie ustalano 19 maja, czyli jeszcze przed startem zawodów w Paryżu. Chwalińska znajdowała się wówczas na 114. pozycji na świecie i dlatego "załapała się" jedynie na listę dopuszczonych do wimbledońskich kwalifikacji. Jak to się skończy?
Jest szansa, że Chwalińska nie będzie musiała rywalizować w kwalifikacjach, które startują już 22 czerwca, a więc dwa tygodnie po paryskim finale. Brytyjscy organizatorzy mogą przyznać Polce tzw. "dziką kartę", na podstawie której automatycznie uzyska prawo startu w turnieju głównym (od 29 czerwca). Przyznawanie "dzikich kart" w tenisie to autonomiczny przywilej władz każdej imprezy, decydują właściwie sami, komu wręczają zaproszenia i na jakich zasadach.
Czy Chwalińska otrzyma "dziką kartę"?
Jak to wygląda w przypadku Wimbledonu? Jakie szanse ma Maja Chwalińska? Zapytałem Victora Archutowskiego, byłego menedżera Agnieszki Radwańskiej, który jest dobrze zorientowany w tematyce wimbledońskiego turnieju. - Maja na pewno ma szansę. Dużo zależy od tego, kto jeszcze zwróci się do Brytyjczyków z taką prośbą. Venus Williams poprosiła o "dziką kartę", znajduje się na liście oczekujących. Jej siostra, Serena, na razie tego nie zrobiła. Na pewno jest reguła, że jeśli dana tenisistka była mistrzynią Wimbledonu, traktowana jest priorytetowo. To dotyczy więc Venus i mogłoby dotyczyć Sereny.
45-letnia Venus Williams wciąż jest czynną tenisistką, nie zakończyła kariery. Ostatni mecz singlowy rozegrała pod koniec kwietnia w Madrycie. W Paryżu nie występowała, ale niebawem ma się pojawić na kortach trawiastych w Bad Homburg. W turnieju rangi WTA 500 zagra w deblu z Filipinką Aleksandrą Ealą. Venus to pięciokrotna mistrzyni Wimbledonu w grze pojedynczej i sześciokrotna w deblowej.
44-letnia Serena Williams wróciła kilka dni temu do zawodowego sportu po czterech latach przerwy. Wystąpiła w deblu, w parze z Kanadyjką Victorią Mboko, zawodniczką Wima Fissette’a, czyli byłego szkoleniowca Igi Świątek. Panie zagrały w turnieju WTA 500 w londyńskim Queens Club. Wygrały jedno spotkanie, a z kolejnego musiały się wycofać, bo 19-letnia Mboko w singlu doznała kontuzji i nie była w stanie wyjść na kort w grze podwójnej.
Serena Williams ma teraz zagrać w Berlinie, gdzie od poniedziałku rozpoczyna się kolejny turniej trawiasty rangi WTA 500. Jej partnerką będzie Czeszka Karolina Muchowa. Serena wygrywała Wimbledon siedem razy w singlu i sześć w deblu. Obie siostry należą do absolutnych legend kobiecego tenisa.
Co roku organizatorzy imprezy wielkoszlemowej w Londynie przyznają osiem "dzikich kart". Większość trafia do niżej sklasyfikowanych Brytyjek, które inaczej musiałyby grać w eliminacjach, albo nie załapałyby się nawet do kwalifikacji, z uwagi na niską pozycję w rankingu. Pozostałe zaproszenia trafiały zwykle do największych nazwisk - nie tylko byłych mistrzyń turnieju, ale także dawnych liderek rankingu (np. Naomi Osaka, Karolina Woźniacka), czy wracających do gry gwiazd (np. Elina Switolina w 2023 roku, gdy powróciła na kort po urodzeniu dziecka). - Jest szansa dla Mai, że otrzyma zaproszenie obok Venus Williams. Warunek jest taki, że Serena nie poprosi o "dziką kartę" do singla - mówi wprost Archutowski.
Kto może przeszkodzić Polce?
A czy ktoś jeszcze, oprócz sióstr Williams, może zagrozić nadziejom Chwalińskiej na "dziką kartę"? Niekoniecznie. Zwyciężczynie Wimbledonu z ostatnich lat albo są obecnie na tyle wysoko w rankingu WTA, że zagrają bez eliminacji (m.in. Iga Świątek, Jelena Rybakina, Barbora Krejcikova), albo zakończyły już karierę (m.in. Ashleigh Barty, Simona Halep, Angelika Kerber, Garbine Muguruza).
Osobny przypadek dotyczy Markety Vondrousovej, najlepszej w 2023 roku. Czeszka ostatni mecz, i to deblowy, zagrała w kwietniu, w singlu nie była widziana na korcie od stycznia. Toczy się jej sprawa w sprawie potencjalnego uniknięcia kontroli antydopingowej, przed Międzynarodową Agencją ds. Integralności Tenisa. Czeszka formalnie nie została zawieszona, może startować, ale opowiadała, jak wiele kosztuje ją mentalnie to zamieszanie i do tej pory nie wróciła do gry.
A co z byłymi liderkami rankingu lub dawnymi gwiazdami tenisa? Rzut oka na zestawienie WTA pozwala sądzić, że żadna z nich - pozostających czynnymi zawodniczkami - nie znajduje się dziś na tyle nisko, by musiała starać się o zaproszenie od organizatorów Wimbledonu. Finalistka imprezy z 2021, Karolina Pliskova, wystąpi w turnieju głównym bez eliminacji, o czym wiemy od połowy maja. Skorzysta z tzw. "specjalnego rankingu", z uwagi na kontuzje w ostatnich miesiącach. Dziś jest 106. na świecie, a jej "specjalny ranking" to 39.
W tygodniu rozpoczynającym się w poniedziałek 15 czerwca dojdzie do decydującego spotkania komitetu, który decyduje, komu przyznać zaproszenia do Wimbledonu. Kiedy poznamy oficjalną decyzję? - Myślę, że w tym roku może to nastąpić trochę później. Przypuszczam, że czekają na jedną osobę - na Serenę Williams. Dla Wimbledonu występ wielokrotnej mistrzyni turnieju miałby bardzo duże znaczenie, myślę, że nawet większe niż w przypadku Venus - tłumaczy były menedżer Agnieszki Radwańskiej.
I dodaje: - Serena wróciła do gry, ale nie występowała na razie w grze pojedynczej. Jest rozsądną kobietą i zadecyduje pewnie po meczach, jakie rozegra w Berlinie. Ma tam występować w deblu, w parze z Karoliną Muchową. Jak będzie się czuła fizycznie po grze podwójnej? Jeśli będzie zmęczona to podejrzewam, że nie zagra w singlu w Wimbledonie, ale trudno to przewidzieć.
Agencja Reutersa sugerowała ostatnio, że Serena może otrzymać od Wimbledonu "dziką kartę", ale „prawdopodobnie do gry deblowej". - Mogę powiedzieć tyle, że wszyscy widzimy, jak wielkie emocje wywołał powrót Sereny Williams na kort, zwłaszcza na kort trawiasty - przekazała Sally Bolton, dyrektor generalna All England Club, organizatora imprezy.
Pytania o Serenę Williams
Victor Archutowski uważa, że Maja Chwalińska zrobiła w Paryżu wszystko, co możliwe, aby zwiększyć swoje szanse na "dziką kartę" do Wimbledonu. - Nie chodzi tylko o wygrywane mecze, ale i o jej zachowanie poza kortem. Pokazała klasę, podobnie jak członkowie jej teamu: trenerzy, menedżer Piotr Szczypka. Brytyjczycy doceniają takie postawy - wskazuje nasz rozmówca.
Serena Williams po wycofaniu się z debla została na kortach Queens Clubu, gdzie trenowała w kolejnych dniach. Zapytana o plany nie potwierdziła, że chce rywalizować także w grze pojedynczej. Pamiętajmy jednak, że kilka miesięcy temu, gdy pojawiły się pierwsze sygnały, że wraca (została wtedy przywrócona do systemu antydopingowego) cały czas zaprzeczała, że chce znów rywalizować w zawodowym tenisie. Nie pozostaje nic innego, jak czekać.
A czy niepokoić może nas zeszłoroczny przypadek Lois Boisson? Tenisistka z Francji sensacyjnie dotarła w turnieju Rolanda Garrosa do półfinału, choć przed startem imprezy była jeszcze niżej niż teraz Chwalińska - na 361. pozycji. Następnie nie mogła zagrać w Wimbledonie bez eliminacji z uwagi na niską pozycję w rankingu. Brytyjczycy nie przyznali jej zaproszenia, Francuzka odpadła w Londynie w pierwszej rundzie eliminacji.
- Pamiętajmy, że Boisson była w półfinale Rolanda Garrosa, a nie w finale. Wimbledon to jedyny turniej wielkoszlemowy, który nie ma umów z Australią, USA czy Francją. Organizatorzy poszczególnych zawodów wymieniają się "dzikimi kartami", ale nie dotyczy to Brytyjczyków. Wcześniej mieli takie porozumienie z Francuzami, ale ono już nie obowiązuje - podkreśla Archutowski.
Dzięki jego staraniom "dzikie karty" otrzymywały w przeszłości do Wimbledonu siostry Agnieszka i Urszula Radwańskie. Miały jednak o tyle inną pozycję, że zapraszano je jako byłe mistrzynie turnieju wśród juniorek. W ostatnich latach podobny zwyczaj nie jest już praktykowany - zwyciężczyni zawodów w kategorii juniorskiej nie otrzymuje "dzikiej karty" w kolejnym roku do rywalizacji wśród seniorek. W zeszłym roku tytuł zdobyła 17-letnia Słowaczka Mia Pohankova, nic nie wskazuje, by miała otrzymać teraz przywilej startu w "dorosłym" turnieju bez eliminacji.
Nie byłoby zamieszania z "dziką kartą" dla Mai Chwalińskiej, gdyby nie specyfika kalendarza tenisowego. Co do zasady, każdy turniej wielkoszlemowy ogłasza swoje listy dopuszczonych zawodników na 1,5 miesiąca przed startem rywalizacji. Problem w tym, że Roland Garros kończy się zaledwie trzy tygodnie przed Wimbledonem. To oznacza, że Brytyjczycy nie mogą skorzystać z rankingu, który uwzględniałby wyniki z Paryża. Największe rewelacje paryskiej imprezy, tenisistki i tenisiści z niższymi pozycjami na świecie, mogą liczyć w Londynie jedynie na zaproszenie do turnieju głównego, albo muszą startować od eliminacji.
W 2022 roku Chwalińska przeszła wimbledońskie kwalifikacje, możemy więc wierzyć, że poradzi sobie w każdych okolicznościach.