Transferowa lista nonsensu

Zawodnik sparaliżowany po wylewie krwi do mózgu jest na liście transferowej zatwierdzonej przez Polski Związek Hokeja na Lodzie. Wszystko zgodnie z przepisami.
38-letni Adam Fraszko w przeszłości był najlepszym strzelcem ekstraklasy i reprezentantem kraju. Ostatnio grał już niewiele, wreszcie stracił miejsce w składzie TKH Toruń. Kilka tygodni temu miał wylew krwi do mózgu, był w stanie krytycznym. Do dziś leży w szpitalu, ma sparaliżowaną lewą stronę ciała.

Skąd sparaliżowany zawodnik na liście transferowej? Anna Wytrykowska, sekretarz Wydziału Gier i Dyscypliny PZHL: - Nie wiem. Faktycznie, to jakieś nieporozumienie. Nie znamy jego stanu zdrowia, więc zatwierdziliśmy po prostu listę graczy, którą przysłał nam klub.

Działacze TKH twierdzą, że trzymali się przepisów. - Każdy zawodnik, który grał w naszym zespole w dwóch ostatnich latach, traktowany jest jako nasz hokeista. PZHL nazwał to listą transferową, więc nieporozumienie to nie nasza wina - uważa wiceprezes TKH Paweł Gurtowski.

Piotr Korczak rok temu miał uraz kręgosłupa. Kontuzja wyklucza uprawianie sportu. Też jest na liście. Tak jak Aleksander Myszka i Łukasz Kiedewicz, którzy rok temu wyjechali do Anglii i rzucili hokej. Trzymając się takiej logiki, trzeba do PZHL wysłać informacje o zawodniku, który by zginął? Gurtowski: - Cóż... Według przepisów, trzeba napisać, że nie przedłużyliśmy z taką osobą umowy.

Anna Wytrykowska: - Po poznaniu faktów rzeczywiście cała nasza lista dość dziwnie wygląda.

Usunąć jakieś nazwiska z listy nie jest łatwo. W PZHL musi zebrać się specjalna komisja.