Napisał list do premiera Tuska, gdy poniósł porażkę. "Polski Bill Gates"

Adam Góral, prezes Asseco Poland
MATERIAŁY FIRMY ASSECO

Przychylni Adamowi Góralowi mówią o nim wizjoner, krytycy - megaloman. Na pewno nie można mu odmówić ambicji. Szef i twórca Asseco podobno lubi porównania do Billa Gatesa i marzy o stworzeniu "polskiego Microsoftu". Po bolesnej porażce biznesowej napisał list do premiera Donalda Tuska. Tydzień przed nią świętował wskrzeszenie potęgi siatkarskiej Resovii, na którą wyłożył już ponad 150 milionów złotych.

Gdyby nie miliony wykładane przez Asseco, to zapewne nie doszłoby do przywrócenia po latach świetności siatkarskiej Resovii i jedynego w historii PlusLigi wyłomu od monopolu klubów wspieranych przez wielkie spółki Skarbu Państwa. Droga pochodzącego z Rzeszowa Adama Górala do założenia krajowej potęgi informatycznej wiodła przez fermę lisów i produkcję keczupu. Ale dominacja w Polsce mu nie wystarcza - ani w branży IT, ani w sporcie.

Zobacz wideo Iga Świątek mogła mieć złamaną karierę! Oto, co jej groziło. Niebywałe [To jest Sport.pl]

Asseco nie potrzebuje Resovii, Resovia potrzebuje Asseco. Lisy i keczup

Od lat niemal stały bywalec listy 100 najbogatszych Polaków "Forbesa". W tym roku Góral wrócił na nią po rocznej przerwie - jego majątek wyceniono na 848 mln zł, co dało mu 99. miejsce. Asseco Poland z kolei znalazło się na 15. miejscu wśród 100 największych polskich firm prywatnych. Wartość: 7,178 mld zł, przychód: 16,897 mld zł, EBIT (kluczowy miernik rentowności operacyjnej firmy): 1,624 mld zł.

Z biznesowego punktu widzenia Resovia raczej nigdy nie była i nie będzie Asseco potrzebna. Co innego, gdy spojrzymy na sprawę od drugiej strony. Odnoszący wielkie sukcesy w latach 70. ubiegłego wieku klub bez pieniędzy obecnego właściciela czekałby zapewne znacznie dłużej niż 37 lat na ponowne zdobycie mistrzostwa Polski. I na przerwanie dominacji klubów, za którymi stoją państwowi giganci - Polska Grupa Energetyczna w Skrze Bełchatów, Grupa Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn S.A., a od tego sezonu również Orlen u Zaksy Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębska Spółka Węglowa w Jastrzębskim Węglu. Co ciekawe, gdy nastały znów lata świetności rzeszowskiej drużyny, to nad Asseco zaczęły się zbierać czarne chmury, a kiedy później sytuacja finansowa największej informatycznej spółki giełdowej w kraju się uspokoiła, to kryzys dopadł siatkarzy z Podkarpacia.

Gdy 33 lata temu Góral założył w Rzeszowie oddział warszawskiej firmy Comp, to tworzyły go trzy osoby. Obecnie Asseco, które w 2004 roku powstało z połączenia tamtej spółki i słowackiego Asset Soft, zatrudnia ponad 33 tysiące pracowników w 62 krajach. Ale zanim zerkniemy na rozwój najważniejszego dzieła 69-letniego byłego wykładowcy akademickiego, to warto cofnąć się do jego pierwszych doświadczeń biznesowych. Zebrał je jako nastolatek na prowadzonej przez ojca fermie. Po latach wspominał przewożenie autobusem główek cielęcych z zakładu utylizacji odpadów zwierzęcych, które były pokarmem dla hodowanych tam lisów.

Tak jak ferma stanowiła dodatkowe zajęcie ojca, dyrektora PKS-u w Rzeszowie, tak też Góral junior pierwszym swoim własnym pomysłem chciał dorobić do pensji naukowca. Ukończył cybernetykę ekonomiczną i informatykę na Akademii Ekonomicznej w Krakowie, a pięć lat później zrobił doktorat ze statystyki matematycznej i ekonometrii. W 1986 roku rozpoczął staż w USA, a dorywczo zarabiał wtedy na budowie.

Ważną rolę w wyznaczeniu kierunku dalszej kariery Górala odegrał... keczup. Jako 33-latek razem z bratem i kolegą założył spółkę Jazcoop, która zajmowała się produkcją tego popularnego dodatku do dań, a dla usprawnienia produkcji i sprzedaży powstało niewielkie biuro informatyczne. Zainteresowanie sosem pomidorowym dość szybko zeszło na dalszy plan, a Góral skupił się na udoskonalaniu programu komputerowego. W 1991 roku zrezygnował z pracy akademickiej i postawił w pełni na rozwój biznesu.

- Pomyślałem: "Chcesz być biednym profesorem czy mieć pieniądze, które dadzą ci niezależność?" - wspominał w artykule "Gazety Wyborczej" z 2014 roku.

W kilka miesięcy z III ligi do ekstraklasy. Nowy król polskiego IT. Ryba połknęła rybaka

Najpierw była wspomniana rzeszowska filia Compu - pierwsze zlecenie na budowę systemu informatycznego Góral zdobył w połowie 1991 roku w Express Banku Spółdzielczym w Krasnem. Potem były kolejne w innych małych bankach spółdzielczych, a z czasem dochodzili coraz więksi klienci - Bank Ochrony Środowiska, holenderski Rabobank, który przejął Bank Rolno-Przemysłowy, GUS, Bank Gospodarstwa Krajowego czy zakupiony przez Leszka Czarneckiego Getin Bank.

Góral szykował się do ekspansji międzynarodowej, która miała zwiększyć wiarygodność jego firmy w oczach zagranicznych klientów. W wejściu na giełdę we wrześniu 2004 r. pomógł mu mający wspierać małe i średnie firmy z Polski fundusz Enterprise Investors. Jego przedstawiciele kupione wcześniej akcje sprzedali niedługo po debiucie na giełdzie i dostali za nie ponad siedem razy więcej niż zainwestowali. Góral z kolei za pieniądze z emisji akcji przejął Asset Soft i powstało Asseco, a on został konsulem honorowym Słowacji w Rzeszowie.

- Nauczyłem się, że jeśli masz dobry pomysł, pieniądze zawsze się znajdą. Firmy powinny się bać nie wtedy, gdy brakuje im pieniędzy, ale gdy nie mają pomysłów - opowiadał Góral 10 lat temu dziennikarzowi "Gazety Wyborczej".

Opisując później ten okres dziennikarz "Newsweeka" stwierdził, że rzeszowski przedsiębiorca dzięki uśmiechowi losu w kilka miesięcy awansował wówczas z III ligi do ekstraklasy. Pod koniec 2004 r. zgłosił się do niego Ryszard Krauze, ówczesny król polskiej informatyki, z propozycją przejęcia pakietu kontrolnego przez jego Prokom. Przy czym firma zachowa nazwę Asseco, a Góral pozostanie prezesem. Czas do namysłu - jeden dzień.

Do oficjalnego połączenia firm doszło w styczniu 2007 r., a nieco ponad pół roku później nastąpił kolejny zwrot akcji. Podejrzany o udział w tzw. aferze gruntowej Krauze (śledztwo umorzono po dwóch latach) wyjechał z Polski i złożył Góralowi kolejną propozycję nie do odrzucenia - przejęcie Prokomu za ponad pół miliarda złotych. Formalna koronacja nowego króla polskiego IT nastąpiła wiosną 2008 r., a w mediach komentowano, że to ryba połknęła rybaka. Asseco stało się krajową potęgą i czołowym koncernem informatycznym w Europie. Prokom komputeryzował bowiem m.in. większość państwowych firm i instytucji, na czele z ZUS czy PZU.

Góral wchodzi do Resovii. "Stworzył mnie jako trenera". Długie rozmowy o życiu

Górala i Krauzego łączyło też wspieranie lokalnego sportu. Ten drugi zasłynął sponsorowaniem prestiżowego międzynarodowego turnieju tenisowego w Sopocie i tamtejszej koszykówki. Po przejęciu Prokomu przez Asseco Góral szybko zrezygnował z tenisa, ale ze względu na swojego niedawnego partnera biznesowego utrzymywał jeszcze przez kilkanaście lat finansowanie przeniesionego potem do Gdyni klubu koszykarskiego. Zakończył je w 2022 roku i w mediach pisano, że skorzystać ma na tym siatkarska Resovia.

Góral zaczął sponsorować klub z Rzeszowa na początku XXI wieku, gdy ten dopiero walczył o powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej po ponad 10 latach nieobecności. Wspierana przez Comp drużyna dokonała tego w 2004 r., a trzy lata później Asseco zostało sponsorem tytularnym. Część kibiców początkowo nie najlepiej przyjęła wiadomość o zmianie nazwy klubu, ale gdy ten dzięki pozyskanym dzięki temu pieniądzom zaczął sprowadzać coraz lepszych zawodników i odnosić po wielu latach przerwy sukcesy, to niezadowolenie stopniowo ustępowało.

Zaczęło się od wicemistrzostwa Polski w sezonie 2008/09, potem były dwa brązowe medale, aż 22 kwietnia 2012 roku Resovia znów została mistrzem Polski. Po raz piąty w historii, ale pierwszy od 1975 r. Potem przez cztery lata z rzędu stale meldowała się w finale PlusLigi, a wygrała go jeszcze dwukrotnie - w 2013 i 2015 r. Dziewięć lat temu klub powtórzył największy sukces na arenie międzynarodowej - zajął drugie miejsce w Lidze Mistrzów (w sezonie 1972/73 zagrał w będącym poprzednikiem tych rozgrywek Pucharze Europy Mistrzów Klubowych). W 2016 r. zajął zaś czwarte miejsce w LM (jako gospodarz miał zapewniony udział w Final Four) i po raz ostatni jak na razie wystąpił w finale PlusLigi.

Wszystkie te sukcesy rzeszowski zespół odnosił pod wodzą Andrzeja Kowala, na którego mocno stawiał Góral. Były rozgrywający Resovii epizod w roli głównego szkoleniowca zaliczył już w sezonie 2007/08, po podaniu się do dymisji Jana Sucha, którego był asystentem. Potem przez trzy lata uczył się u boku doświadczonego Ljubomira Travicy, a następnie - decyzją właściciela klubu - w wieku 40 lat samodzielnie objął prowadzenie drużyny.

- Adam Góral stworzył mnie jako trenera. Zaufał mi. To nie jest proste, gdy zespół gra o najwyższe cele, a nagle szkoleniowcem zostaje niedoświadczony młody człowiek. To duże wyzwanie - nie tylko dla zawodników, ale dla całego klubu - opowiada Sport.pl Kowal, który w debiutanckim sezonie zdobył upragnione mistrzostwo.

Dodaje też, że gdy został pierwszym trenerem, to miał już za sobą setki rozmów z Góralem. - Dyskutowaliśmy często odkąd byłem asystentem Ljubo Travicy. Czasem nawet godzinę, czasem jeszcze dłużej. Aż miałem czerwone ucho od trzymania przy nim cały czas telefonu. Szczerze mówiąc, to na początku - jako młody trener - trochę się obawiałem tych rozmów, ale szybko zobaczyłem, że niepotrzebnie. One mnie ekscytowały, bo dotyczyły nie tylko siatkówki, ale też wyznawanych wartości, spojrzenia na rodzinę. Wiele z otrzymanych wtedy życiowych rad wykorzystuję teraz i jestem za nie Adamowi bardzo wdzięczny - wspomina szkoleniowiec pracujący obecne w Cuprum Stilonie Gorzów.

"Zawsze Andrzejowi więcej wybaczę". Wizyty w szatni. Środowisko siatkarskie nie docenia Górala?

Góral nie był nigdy nadmiernie aktywny medialnie i dotyczyło to także Resovii. Ale gdy już się wypowiadał, to często wspominał właśnie o pochodzącym z Podkarpacia Kowalu i wyraźnie widać było, jak bardzo go cenił. Kiedyś miał mu powiedzieć, że chce, by stał się najlepszym trenerem na świecie.

- Robi ogromny postęp i z tego się bardzo cieszę. Chciałbym, żeby pracował tutaj całe lata. Zawsze Andrzejowi więcej wybaczę, bo mam do niego ogromny sentyment przez to, że jest człowiekiem stąd. Wolę mu zaufać niż wziąć trenera, który naobiecuje nam głupot i nic nie zrobi. Ryzyko w przypadku trenerów jest spore - opowiadał przed laty dziennikarzowi "Super Nowości" szef Asseco.

Kowal przyznaje, że Góral kilka razy za jego okresu pracy w Resovii pojawił się w szatni. Ale nie miał o to żalu, wręcz przeciwnie. - W większości dotyczyło to trudnych momentów. Sama jego obecność wtedy już robiła swoje, zawodnicy widzieli jego zainteresowanie. Mówił, że bardzo wierzy w nasz zespół, by zapominać o porażkach i robić wszystko, by wykorzystywać swój potencjał. Nigdy nie było tak, by po porażce przyszedł z pretensjami. Nauczył mnie tego pozytywnego podejścia - zapewnia trener.

Osoby będące od dawna przy klubie też potwierdzają, że z żadnym innym szkoleniowcem Góral nie miał aż takiej więzi. Od kilku lat nie pojawia się też już w szatni. Ubolewał on mocno, gdy Kowal po sezonie 2016/17 postanowił nie przedłużać umowy. Określił go wtedy najlepszym polskim trenerem w nowej historii polskiej siatkówki.

- Miałem żal do nas wszystkich, że mu nie pomogliśmy w tej końcówce ubiegłego sezonu i dlatego postanowił odpocząć. Mam nadzieję, że to jest tylko kwestia czasu i Andrzej wróci. Zresztą moim zdaniem jest najlepszym kandydatem, jeśli Polak ma trenować naszą reprezentację - stwierdził wtedy na łamach "Przeglądu Sportowego". Trzy lata wcześniej sam radził Kowalowi, by jeszcze poczekał ze zgłaszaniem swojej kandydatury na trenera kadry. Jego zdaniem nie był jeszcze gotowy i tylko by sobie tym ruchem zaszkodził.

Kowal w sezonie 2017/18 miał się zająć w Resovii skautingiem, ale nie trwało to długo - na początku grudnia zwolniono jego następcę Roberto Serniottiego. Wrócił więc na ławkę trenerską i zaznacza wprost - zrobił to tylko ze względu na Górala. Ostatecznie odszedł z klubu na początku następnego sezonu. Teraz przekonuje zaś, że właściciel Asseco jest w środowisku siatkarskim bardzo niedoceniany.

- Zdumiewa mnie, że człowiek, który bardzo dużo zrobił i wciąż robi dla polskiej siatkówki, jest pomijany przy nagrodach i odznaczeniach PZPS i PLS. Dzięki niemu w Rzeszowie możliwość rozwoju dostało też wielu reprezentantów, więc skorzystał na tym nie tylko region, ale i kadra. Adam jest z siatkówką na dobre i na złe, a takich osób nie ma wiele - zaznacza Kowal.

Sam założyciel Asseco nie pcha się na afisz - podobno unika branżowych bankietów. Gdy kiedyś miano mu wręczyć nagrodę przy okazji meczu Resovii, to sam poprosił, by zrobić to po cichu na osobności, a nie na środku parkietu.

Prawie 160 mln zł od Asseco. Zjazd siatkarskich emerytów. Góral stawia na siostrzeńca

- Obecnie środki przekazywane przez Asseco stanowią ok. 70 procent budżetu klubu. Od momentu, w którym firma została sponsorem tytularnym, przekazała Resovii 158,8 mln złotych - mówi Sport.pl prezes rzeszowskiego klubu Piotr Maciąg.

Po co Góralowi i Asseco Resovia? 35-letni Maciąg - który ma doktorat z ekonomii, ukończył studia magisterskie na kierunku finanse i rachunkowość, jest siostrzeńcem Górala i członkiem rady nadzorczej Asseco - kieruje klubem od lutego 2020 roku. O relacjach zawodowych z wujkiem nie chce rozmawiać. Ale, tak jak Kowal, we wsparciu dla klubu widzi wyraz patriotyzmu lokalnego i społecznej odpowiedzialności biznesu.

Sam Góral też opowiadał kiedyś, że to nie inwestycja, a działanie na rzecz regionu, który potrzebuje sukcesu. Od lat też powtarzał, że marzy mu się klub prowadzony przez polskiego trenera i który będzie kreował nowe gwiazdy kadry. Wielokrotnie też przypominał o znaczeniu szkolenia i wciąż widział pod tym względem w klubie duże pole do poprawy. Po zdobyciu mistrzostwa w 2012 roku przyznał, że gdyby drużyna wtedy nie osiągnęła dużego sukcesu, to rozważał zmniejszenie budżetu i powrót do koncepcji całkowicie polskiego składu.

Sukcesy jednak były i pieniędzy nie brakowało, choć niektóre zagraniczne transfery nie były zbyt udane. Początkowo jednak było ich na tyle niedużo, że dało się je zatuszować. Ale do czasu. Częste zmiany w składzie i na ławce trenerskiej (siedmiu szkoleniowców przez cztery sezony) przełożyły się na coraz gorsze wyniki, a apogeum nastąpiło w przerwanym z powodu pandemii sezonie 2019/20. Resovia zajęła wtedy dopiero 13., przedostatnie miejsce.

- Dokonano złego doboru zawodników. Trzon stanowili siatkarze, których celem jest jedynie dotrwać i zarabiać do końca kariery. W wielu umowach z zawodnikami nie było punktu o konieczności przejścia przez nich badań lekarskich, decydujących o ważności umowy. W konsekwencji klub płacił wysoką cenę za zawodników, którzy nie mieli szansy realizować jego ambicji. Niestety, zarówno trener Piotr Gruszka, jak i prezes Krzysztof Ignaczak nie potrafili przewidzieć tego przy budowaniu zespołu. Największy żal do poprzednich zarządów mam o to, że pomimo moich wielokrotnych sugestii nie zbudowano systemu skautingowego - podsumował potem w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Góral.

W przywołanym wywiadzie narzekał też, że wielu trenerów zapewnia, iż zdobędą trofea, jeśli klub przeznaczy na budowę drużyny wielkie sumy, a brakuje takich, którzy zadeklarują, że zrobią to przy rozsądnym wydawaniu pieniędzy. W ostatnich latach to jednak Resovia sama stała się symbolem przyśpieszania rozpoczęcia okresu transferowego i rzucania wielkimi sumami, by przyciągnąć duże nazwiska. Dzięki temu może uprzedzić ligowych rywali zależnych od państwowych firm i czekających jeszcze wtedy na zatwierdzenie budżetu.

Mimo że niektóre z rzeszowskich gwiazd błyszczały, to drużyna nie. Dorobek medalowy w ostatnich latach jest rozczarowująco skromny - składa się na niego jedynie brąz za sezon 2022/23. W poprzednim byli bardzo blisko awansu do finału, ale na pocieszenie pozostał im tylko triumf w Pucharze CEV - drugich co do rangi rozgrywkach europejskich. W obecnym sezonie wyniki też są na razie zdecydowanie poniżej oczekiwań - po 14 kolejkach zajmują ósme miejsce.

Asseco marzy o nowojorskiej giełdzie. List do Tuska i "polski Gates"

- Nasza firma jest ambitna i drużyna też musi być ambitna, jeśli chodzi o plany międzynarodowe - mówił przed laty Góral, gdy wskazywał, że obrona tytułu przez Resovię w PlusLidze to za mało. Wciąż chce podboju siatkarskiej Europy. W biznesie zaś chce pobić świat, a ważnym etapem tego byłoby spełnienie marzenia o Asseco jako pierwszej polskiej firmie na nowojorskiej giełdzie.

Krokiem, który miał go do tego mocno przybliżyć, było nabycie w 2010 roku za 145 mln dol. kontrolnego pakietu akcji grupy Formula Systems z Izraelskiej Doliny Krzemowej. Góral widział w tym pomost do USA, bo na obszarze wokół Tel Awiwu centra badań i rozwoju miały wtedy już największe światowe koncerny informatyczne. Za ten ruch Góral zbierał sporo pochwał w branży, ale potem zaczęły pojawiać się kłopoty.

Dokładnie tydzień po świętowaniu mistrzostwa Resovii w 2012 r. szef Asseco opuścił wzburzony gabinet prezesa PZU. Chwilę wcześniej dowiedział się, że jego firma przegrała prestiżowy przetarg (jego wartość szacowano na miliard złotych) na nowy system komputerowy na rzecz amerykańskiego Guidewire Software. Media zwracały uwagę, że PZU pośrednio jest współwłaścicielem Asseco (OFE PZU miało wtedy około 6,5 proc. akcji Asseco). Góral nie mógł się pogodzić z tą bolesną porażką - tydzień później wysłał list skierowany do premiera Donalda Tuska. Opisywał w nim swoją firmę jako narodowego czempiona w dziedzinie informatyki.

- Sami sobie odbieramy szansę budowy "polskiego Microsoftu", o którym marzymy od lat. Jak rozwijać globalną firmę i wzmacniać polską gospodarkę, gdy firma ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa decyduje się budować wartość amerykańskiej firmy kosztem polskiej? - argumentował biznesmen.

Podobno lubi być nazywany "polskim Gatesem". Miał też żartobliwie powtarzać, że z twórcą Microsoftu, poza stworzeniem informatycznego giganta, łączy go również niemal identyczna data urodzenia - on urodził się 27 października 1955 r., a Amerykanin dzień później. Góral miał też z uśmiechem kiedyś stwierdzić, że to dobry rocznik dla informatyki, bo urodził się wtedy także Steve Jobs, twórca Apple.

Wielka kara i czarne chmury nad Asseco. Wielkie zamieszanie w ZUS. Resovia bez konkurencji

"Bill Gates z Rzeszowa" po fiasku przetargu z PZU musiał się mierzyć z kolejnymi kłopotami. W 2013 r. na Asseco nałożono ponad 5,3 mln zł kary za opóźnienie przy wdrażaniu wartego 200 mln zł systemu Śląskiej Karty Usług Publicznych. Niektórzy z branży zaczęli mówić o nim ironicznie "deweloper", gdy "Gazeta Finansowa" opisała, że Asseco wynajmuje od niego 76 apartamentów za pośrednictwem firmy, w której udziały mieli jego żona, prawnik oraz żona dyrektora zarządzającego Asseco. W wydanym później przez Asseco oświadczeniu zapewniano, że Góral nabył zarówno lokale, jak i spółkę zarządzającą od Krauzego kilka lat po przejęciu Prokomu, informacje o udziałach w spółce były jawne, a warunki umowy korzystne dla Asseco.

"Gazeta Bankowa" z kolei informowała, że urzędnicy Komisji Nadzoru Finansowego sprawdzali, czy Góral w 2012 roku nie złamał prawa (wykorzystanie informacji poufnej) przy próbie przejęcia konkurencyjnego Sygnity. Asseco ostatecznie zrezygnowało z tego. Nietrafionym ruchem była też inwestycja sprzed kilku lat w spółkę informatyczną R-Style Softlab, która miała pomóc w ekspansji na rynek rosyjski (Asseco pozbyło się jej udziałów w 2021 r.).

Od kilku lat gorąco jest zaś przy temacie współpracy Asseco z ZUS. W 2014 r. raport NIK wykazał nieprawidłowości przy zawarciu umów z 2010 i 2013 r. (preferencyjne traktowanie). NIK zgłosił to do CBA, ale raportu nie upubliczniono. Potem przez ponad dwa lata trwał spór wokół umów między ZUS a Comarchem i Asseco. Sprawa trafiła do sądu, który unieważnił wybór Comarchu, a następnie wykluczył go z przetargu. Ostatnio znów słońce świeci jaśniej dla firmy Górala - niedawno "Puls Biznesu" podał, że Asseco i podległy Ministerstwu Cyfryzacji instytut NASK są blisko podpisania nowej umowy z ZUS, której łączna wartość to niemal 230 mln zł.

Czy słońce zaświeci też pod względem poprawy wyników Resovii? To się okaże w kolejnych miesiącach. Ale o poważną sportową konkurencję w walce o pieniądze z Asseco siatkarski klub raczej nie musi się obawiać. Co prawda przed laty próbowano namówić Górala na zainwestowanie w piłkę nożną w jego rodzinnym mieście, ale nieskutecznie. Podobno interesuje go tylko sponsorowanie drużyny, która jest w stanie odnieść sukces na arenie międzynarodowej, a zapewnienie takiego poziomu m.in. w piłce nożnej czy koszykówce uznał za zbyt kosztowne. Cała nadzieja więc w siatkarzach Resovii, by oni razem z Asseco ruszyli na podbój świata.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...