Ten obrazek zapamiętał każdy, kto oglądał rewanż w półfinale Ligi Mistrzów Jastrzębskiego Węgla. Cała drużyna świętuje historyczny awans, a Jakub Popiwczak leży na podłodze z zasłoniętą twarzą. - Parę łez wtedy kapnęło - relacjonuje siatkarz. Przyznaje, że jego zespołowi dała się we znaki w tym meczu presja. - Nikt z nas nie chciał być zapamiętany jako ten, który zaprzepaścił tak ogromną szansę - dodaje. I zabawnie wspomina okoliczności zdobycia 3. miejsca w 2014 roku.
Przed środowym spotkaniem rewanżowym sytuacja była prosta – Jastrzębski Węgiel po ubiegłotygodniowej wygranej z Halkbankiem Ankara 3:1 był już blisko pierwszego w historii awansu do finału Ligi Mistrzów. Tyle że w sporcie często to ten ostatni krok bywa najtrudniejszy i przekonali się o tym też teraz siatkarze ze Śląska. Niemal w ostatniej chwili uniknęli konieczności rozgrywania „złotego seta" przesądzającego o tym, kto zagra w finale. Zmarnowali wcześniej ku temu dwie szanse i było coraz bardziej nerwowo, ale gdy doprowadzili do tie-breaka, to wszyscy ich fani odczuli wielką ulgę, a potem zaczęli fetę. Zawodnicy na początku mieli na nią tylko kilkanaście sekund i u większości dominowała wtedy euforia, ale były też – co potwierdza Jakub Popiwczak - łzy wzruszenia.