Medycy ratują Fermina, a Yamal robi coś takiego. Nie wszyscy widzieli

Dawid Szymczak
SOCCER-CHAMPIONS-ATM-BAR/
Fot. REUTERS/Gonzalo Fuentes

Barcelona jest dziś drużyną dowodzoną przez przeutalentowanego osiemnastolatka - ze wszystkimi tego zaletami i wadami. Gra pięknie, odważnie, ma mnóstwo wigoru, chce wszystko już, natychmiast, ale popełnia przy tym dziecinne błędy, dekoncentruje się i niecierpliwi. Do zwycięstwa 2:1 nad Atletico Madryt to wystarczyło, ale na półfinał Ligi Mistrzów już nie.

Ich ruchy są synchroniczne, a reakcje równie gwałtowne. Wszyscy razem, tuż po tym, jak tylko piłka wytoczyła się za końcową linię, wskazują na rzut rożny. W tych samych chwilach machają rękami z irytacji. Klaszczą, gdy jeden z piłkarzy atakuje rywala wślizgiem w środku pola i karmią się prostym błędem w przyjęciu, który przytrafia się Lamine’owi Yamalowi. Dopiero będąc na trybunach Wanda Metropolitano czuje się, że Diego Pablo Simeone naucza futbolu kibiców Atletico Madryt nieprzerwanie od 14 lat. Że w tym czasie wychował ich wszystkich na swoje podobieństwo. Że dzięki temu wszyscy rozumieją piłkę tak samo.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...